<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072</id><updated>2012-02-16T07:51:40.423+01:00</updated><title type='text'>cph</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>84</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-6717719443271933520</id><published>2008-10-02T22:53:00.002+02:00</published><updated>2008-10-02T23:44:51.884+02:00</updated><title type='text'>pokochać Warszawę.</title><content type='html'>No niestety, ostatnia kopenhaska notka zagubiła się w ferworze wyjazdu, przeprowadzki i pożegnań. Miało być o fenomenie Tivoli, o tym, że deszcz, nie deszcz, a ludzi zawsze(!) pełno i że chyba znam źródło depresji Duńczyków, bo jak Tivoli zamknięte jest przez znaczną część roku to 90% Dunasów nie wie co począć ze swym wolnym weekendowym czasem, i stąd się biorą wszystkie nieszczęścia. Ale kopenhaski rozdział już zamknięty, resztę dopowiem jak się zobaczymy, a tymczasem staram się na nowo pokochać Warszawę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I muszę przyznać-łatwo nie jest.&lt;br /&gt;Długo jeszcze brakować mi będzie roweru, tej niezależności od spóźniających się autobusów, wolności od nie zawsze pożądanych współpasażerów i przeogromnych korków. So far so good- dwa razy spóźniłam się już na uczelnię, i nie był to bynajmniej akademicki kwadrans.&lt;br /&gt;Poza tym- tłumy! Na ulicach, w tramwajach, w metrze.Kopenhaga to jednak taka większa wioska i choć zawsze myślałam, że dobrze czułabym się w samym Nowym Jorku, tak teraz- przynajmniej chwilowo- Warszawa wydaje mi się zbyt zatłoczona, zbyt szybka i zbyt zabiegana;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zostałam również ofukana w autobusie (Pani se nie może biletu w kiosku kupić?! Ja mam 30 min opóźnienia, i nie mam obowiązku sprzedawać pani biletu!- ok, tylko nie tym tonem. Inna sprawa, że kiosku akurat nie było, no ale biletu mi nie sprzedano), szanowny pan dr po 3 godzinach oczekiwania uświadomił mi, że dokument wypełniony ręcznie, to nie dokument, i odesłał mnie na dyżur za tydzień, i przepadły moje pieczątki z "Daily Cafe" zastąpionej kawiarnią "W biegu" (fajne to?). Zauważyłam też nieprzyjemny wzrost cen, ale żeby nie było, że tak tylko narzekam i narzekam to napiszę też że:&lt;br /&gt;Krakowskie Przedmieście jest śliczne.&lt;br /&gt;Przecudownie odwiedzić znajome miejsca, a jeszcze wspanialej zobaczyć wasze (i inne) mordki kochane, i teraz to już tak całkiem polecę w patos, ale jednak bardziej celnie nie dało się tego ująć: nawet sera białego nie brakowało mi tak bardzo jak Was.&lt;br /&gt;W perspektywie Warszawski Festiwal Filmowy, parę fajnych koncertów, nie jedna (mam nadzieję) równie fajna impreza, zatem zakończę optymistycznie:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.wrzuta.pl/audio/2ZcjDLQnXL/piosenka_o_mojej_warszawie"&gt;Warszawa da się lubić&lt;/a&gt;!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tym razem znikam stąd na dobre.&lt;br /&gt;Bardzo dziękuję wszystkim czytelnikom za wytrwałość i kończąc duńskim akcentem pożegnam się mówiąc: hej, hej!:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-6717719443271933520?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/6717719443271933520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=6717719443271933520' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/6717719443271933520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/6717719443271933520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/10/pokocha-warszaw.html' title='pokochać Warszawę.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-8097566211810402972</id><published>2008-09-20T16:08:00.001+02:00</published><updated>2008-09-20T16:10:00.808+02:00</updated><title type='text'>h kier</title><content type='html'>Z powodu remanentu nieczynne. Zamknięte. A w ogóle to placówka zmienia lokal i ten adres zostanie skasowany. Za tydzień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Farvel!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-8097566211810402972?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/8097566211810402972/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=8097566211810402972' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/8097566211810402972'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/8097566211810402972'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/09/h-kier.html' title='h kier'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-4312109330014185896</id><published>2008-09-12T14:42:00.003+02:00</published><updated>2008-09-12T15:44:02.281+02:00</updated><title type='text'>z braku laku..</title><content type='html'>1. ... dobra notka z onet.pl... :-). Okazuje się, że z tymi hot-dogami to nie żarty, a Duńczycy są "najbardziej zdeterminowanymi pożeraczami hot- dogów na świecie".&lt;br /&gt;Proszę:&lt;br /&gt;http://przewodnik.onet.pl/1232,1660,1505731,0,1,artykul.html&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. W kategorii "cuda i dziwy" zabrakło chyba jeszcze wzmianki o  zamiłowaniu Duńczyków do wszystkiego o smaku...lukrecji.&lt;br /&gt;Wyobraźcie sobie, że przychodzi taki brzdąc na lody (do tej kawiarni w której pracuję) i z uśmiechem prosi o te o smaku lukrecji, choć ma do wyboru 20 innych (moim zdaniem znacznie lepszych) smaków.&lt;br /&gt;Wczoraj z kolei szefowa postanowiła, że za znalezione przy okazji porządków pieniądze (takie wiecie, co wpadną za ladę) kupi "słodycze" dla personelu. Miły gest, ale niestety okazało się, że będąc w mniejszości jest się na przegranej pozycji. Smakowały obrzydliwie, i w ogóle nie wiem, jak można cokolwiek lukrecjowego nazywać słodyczem!&lt;br /&gt;Swoją drogą, jak ktoś lubi, niech się przyzna tu i teraz- dostanie niebawem w prezencie:)!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Zlikwidowali wrześniowy Festiwal Filmowy w Kopenhadze. Szkoda, bo myślałam, że to będzie takie miłe zakończenie mojego pobytu, no ale niestety- w nowej formule, połączony z festiwalem CPH:DOX i NAT film festival IFF pojawi się ponownie, jako CPH:PIX dopiero w kwietniu 2009.&lt;br /&gt;Na pocieszenie zostaje BUSTER, czyli festiwal filmowy dla dzieci i młodzieży. Przejrzałam wstępnie program i nawet jest parę ciekawych pozycji- tutaj zresztą (co mnie dosyć zaciekawiło), większość filmów jest dozwolona od 15 roku życia (że za przykład podam Irreversible- w Polsce od 21 lat), także chyba znajdę coś dla siebie.&lt;br /&gt;W konkursie pojawi się też polski akcent-w rywalizacji o główną nagrodę festiwalu film Andrzeja Jakimowskiego "Sztuczki".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to tyle. Oddalam się od komputera (to zdaje się ostatnio modne) i wykorzystam jakoś sensownie swój wolny dzień. Życie jest piękne kiedy nie trzeba znosić kapryśnych klientów ("...a to ciastko obok jest większe, dlaczego dostałam takie małe?!Ja proszę, żeby pani zamieniła!)!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;16!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-4312109330014185896?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/4312109330014185896/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=4312109330014185896' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4312109330014185896'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4312109330014185896'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/09/z-braku-laku.html' title='z braku laku..'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-6238992158700598791</id><published>2008-08-18T19:07:00.009+02:00</published><updated>2008-08-21T12:23:55.082+02:00</updated><title type='text'>tacy sami.</title><content type='html'>Według badań przeprowadzonych przez tutejszy odpowiednik naszej Wyborczej, 32% Duńczyków uważa, że &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Jante"&gt;Janteloven&lt;/a&gt; funkcjonuje w społeczeństwie w dużym stopniu, 44%- że funkcjonuje w jakimś stopniu, 17%- niewielkim stopniu, a zaledwie 3%, że nie funkcjonuje wcale. Krótko mówiąc 93% twierdzi, że coś jest na rzeczy.&lt;br /&gt;Autorem całego zamieszania jest Aksel Sandemose, który umieścił akcję swojej powieści "Uciekinier w labiryncie"(1933) w fikcyjnym miasteczku Jante (którego pierwowzorem było duńskie miasto portowe) i opisał jego społeczność kierującą się wyżej zlinkowanymi zasadami. Jante stało się od tej pory symbolem duńskiej (czy wręcz skanydnawskiej) mentalności i jest- jak pokazują badania- głęboko zakorzenione w kulturze.&lt;br /&gt;W związku z tym "Politiken" postanowiła powrócić do tematu i w czerwcowych wydaniach zamieszczała różnego rodzaju eseje, dla których punktem wyjścia było pytanie o to, jaką rolę odgrywa Janteloven we współczesnym społeczeństwie.&lt;br /&gt;Według jednej z autorek Janteloven sprawia, że Duńczycy są narodem skromnym i twardo stąpającym po ziemi. Każdy w swoim życiu na pewno doświadczył sytuacji, kiedy owe zasady odegrały decydującą rolę przy podejmowaniu określonych decyzji- no bo w końcu nie można się zanadto wyróżniać. Furtką są ewentualnie wrodzone talenty, ale jeśli ktoś próbuje na przykład "żyć ponad stan", no to koniec- spotka go odpowiednia kara w postaci braku akceptacji przez otaczające środowisko. Tu przypomniała mi się też Finlandia, kiedy zdziwiłam się, że w środku pięknego lasu wybudowano takie typowe bemowskie osiedle- identyczne bloki, podwórka, te klimaty. W takiej scenerii aż prosiłoby się o jednorodzinne domki, ale... Finowie nie lubią obnosić się ze swoim bogactwem. Duńczycy-gdyby ich sąsiad kupił mercedesa za 1 mln dkk byliby albo zazdrośni (21%), albo uznali by, że to totalna strata pieniędzy (23%), albo że to na pokaz i że to bardzo nieodpowiednie (10%) (24% nie wie, lub zareagowałoby inaczej niż podane możliwości, a 33% by się niby ucieszyło- już ja widzę tę ich radość!).&lt;br /&gt;Janteloven funkcjonuje też podobno jako skuteczna wymówka, usprawiedliwiająca wszelkie niepowodzenia- na szczęście znaczna część Duńczyków zauważa, że to "dårlig undskyldning", czyli dosyć niewłaściwy sposób tłumaczenia w przypadku braku sukcesów.&lt;br /&gt;Podsumowując: można być "lepszym", ale na pewno nie można o tym mówić: nie chwalić się, nie obnosić, i dopasowywać do reszty.&lt;br /&gt;Ciekawe ile talentów, innowacyjnych pomysłów i interesów zostało pogrzebanych przez taką mentalność- tego niestety nie udało mi się ustalić!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec mały off-topic, a nawet dwa.&lt;br /&gt;Po pierwsze- w życiu, no- całym swoim życiu na obczyźnie- nie widziałam w Kopenhadze tylu Polaków. Autentycznie zaczęli rzucać się w oczy i naprawdę co i rusz słychać język polski na ulicy. Oficjalne statystyki mówią o ok.20 tys. Polaków w 5-cio milionowej Danii, mniej oficjalne- o dwukrotnej takiej liczbie.&lt;br /&gt;A Norwegian wstrzymuje tanie loty z Warszawy do Kopenhagi- jaka w tym logika?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I po drugie- trochę o mojej pracy, o której jeszcze nic nie pisałam, bo to - jak wiadomo- temat tabu;).&lt;br /&gt;Pierwszego szoku doznałam kiedy się okazało, że 95% "turystów" w Tivoli, to...Duńczycy i ich sąsiedzi ze Szwecji. Potem długo, długo nic, i jakiś niewielki procent to reszta świata- i już się wcale nie dziwię, że znajomość duńskiego jest w tej pracy niezbędna, choć wydawać by się mogło, że takie turystyczne miejsce jest doskonałe dla tych, którzy językiem Andersena nie władają.A nie.&lt;br /&gt;A jak już trochę popracowałam, to się okazało, że ze wspomnianych wcześniej 95%, mniej więcej połowa to stali bywalcy w przedziale wiekowym od 60 lat wzwyż, którzy przychodzą niemal codziennie na kawę i ciacho. I wyobraźcie sobie, że jest jedna taka pani, która przychodzi dwa razy dziennie, codziennie (!!!), na kawę i ciasto z malinami, zostawiając jednorazowo 50 dkk.&lt;br /&gt;Mała kalkulacja- ta dam- zostawia u nas miesięcznie 3000 dkk (1300 zł)!&lt;br /&gt;Wesołe jest życie staruszka:). W Danii, at least!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I w ogóle to już tylko 37!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-6238992158700598791?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/6238992158700598791/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=6238992158700598791' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/6238992158700598791'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/6238992158700598791'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/08/tacy-sami.html' title='tacy sami.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-1093546061800482872</id><published>2008-08-03T22:38:00.007+02:00</published><updated>2008-08-04T00:25:00.341+02:00</updated><title type='text'>update.</title><content type='html'>Czyli obiecane zdjęcia, na których wszystko wygląda chyba mniej uroczo niż w rzeczywistości.&lt;br /&gt;Ponieważ okolica naprawdę jest śliczna, a pokój bardzo przytulny- jest tylko jedno wyjście- takie zdjęcia, jaki fotograf;)&lt;br /&gt;Proszę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SJYpYi1CLaI/AAAAAAAAE9I/rC1zFYvG4rc/s1600-h/Untitled+1.bmp"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SJYpYi1CLaI/AAAAAAAAE9I/rC1zFYvG4rc/s320/Untitled+1.bmp" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5230413518880255394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ps. Jak myślicie, o czym świadczy liczba luster w mieszkaniu?Jest ich tu ponad przeciętnie dużo- naliczyłam póki co 8, a to pewnie nie koniec. W kuchni, łazience i w każdym pokoju po 2. Hm?&lt;br /&gt;A Błażej powinien odwiedzić moich sąsiadów- niewykluczone, że moglibyście się szybko w pewnych kwestiach dogadać;). Chociaż mój landlord też ma całkiem ładny obrazek w kuchni;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/SJYuFwHXA8I/AAAAAAAAE9Q/8qL1HnwFP68/s1600-h/frb+017.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 278px; height: 208px;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/SJYuFwHXA8I/AAAAAAAAE9Q/8qL1HnwFP68/s320/frb+017.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5230418693587403714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SJYuGGmgFaI/AAAAAAAAE9Y/db8NxIDLGpA/s1600-h/frb+004.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 278px; height: 209px;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SJYuGGmgFaI/AAAAAAAAE9Y/db8NxIDLGpA/s320/frb+004.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5230418699623601570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pozdrowieniami dla wszystkich wytrwałych czytelników!&lt;br /&gt;j.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-1093546061800482872?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/1093546061800482872/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=1093546061800482872' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/1093546061800482872'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/1093546061800482872'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/08/update.html' title='update.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SJYpYi1CLaI/AAAAAAAAE9I/rC1zFYvG4rc/s72-c/Untitled+1.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-3152683405818633091</id><published>2008-07-31T15:32:00.003+02:00</published><updated>2008-07-31T17:47:24.236+02:00</updated><title type='text'>ostatnia prosta.</title><content type='html'>Uff, teraz &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;naprawdę &lt;/span&gt;mogę już chyba zacząć odliczanie!&lt;br /&gt;Wszelkie istotne decyzje zapadły, wracam niebawem Kochani:)!&lt;br /&gt;Przede mną kolejna przeprowadzka, jakimś cudem udało spakować mi się rok życia w walizki (bo to już rok! 3.08 minie!). 3 walizki (w tym jedna przeraża wielkością wszystkich), 1 plecak, 2 duże torby, 2 pudła i nieskończoną ilość siatek i siateczek. Tak kończy człowiek, który nie dość, że przyjechał na stypendium samochodem, to jeszcze ma świadomość, że samochodem wróci, skoro od początku ilość bagażu przekraczała wszelkie rozsądne granice. A już na pewno wszelkie granice przewoźników lotniczych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale, ale..!&lt;br /&gt;Moje nowe mieszkanie jest bardzo urocze. Po wielu próbach, kilkudziesięciu wysłanych mailach i wykonanych telefonach- udało się, i chyba lepiej trafić nie mogłam. Co prawda kuchnia i łazienka wielkością są odpowiednie dla krasnoludków, pokój też raczej z tych mniejszych (acz przytulnych), za to okolica...! Okolica jest wspaniała, bo mieszkam moi drodzy tuż przy pięknym parku! Zdjęcia załączę jutro, jak już się trochę ogarnę- teraz musicie po prostu uwierzyć na słowo.&lt;br /&gt;Landlord (Szwed, perkusista) też podobno niczego sobie, ale póki co widziałam go zaledwie przez chwilę, więc nie mam w tej kwestii zbyt wiele do powiedzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym znalazłam ostatnio w internecie kilka interesujących stwierdzeń z cyklu:&lt;br /&gt;"You know you have been living in Denmark too long, if...".Przykłady?Proszę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1.You think there is no such thing as bad weather, only bad clothing.&lt;br /&gt;2.You honestly believe that the distance between Copenhagen and Aalborg is very long (400 km).&lt;br /&gt;3.The first thing you do on entering a bank/post office/pharmacy etc. is to look for the queue number machine.You accept that you will have to queue to take a queue number.&lt;br /&gt;4.When a stranger on the street smiles at you, you assume that:&lt;br /&gt;a. he is drunk;&lt;br /&gt;b. he is insane;&lt;br /&gt;c. he is British;&lt;br /&gt;d. he is all of the above.&lt;br /&gt;5.Silence is fun.&lt;br /&gt;6.It no longer seems excessive to spend 800 kr. on alcohol in a single night&lt;br /&gt;7.You know that "religious holiday" means "let's get pissed".&lt;br /&gt;8.The word "yes" is an intake of breath&lt;br /&gt;9.Can't remember when to say "please" and "excuse me"&lt;br /&gt;10.You don't mind paying the same for a 200-metre bus ride as you do for going 10 kms&lt;br /&gt;11.It feels natural to wear sport clothes and a backpack everywhere.&lt;br /&gt;12.You don't think it strange that no one ever comes by to visit without being invited and you never show up at any one's place unannounced either&lt;br /&gt;13.You find yourself lighting candles when you have guests - even if it is brightly sunny outside and 20 degrees&lt;br /&gt;14.You consider standing in the Airport Arrivals hall waving a danish flag normal and "hyggeligt"&lt;br /&gt;15.You start setting up Danish flag everywhere.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest tego więcej, i- o zgrozo- wszystko wydaje mi się takie...normalne. To chyba znak, że czas wracać, nie?.&lt;br /&gt;To co?&lt;br /&gt;60!:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-3152683405818633091?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/3152683405818633091/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=3152683405818633091' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3152683405818633091'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3152683405818633091'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/07/ostatnia-prosta.html' title='ostatnia prosta.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-2788099823582037468</id><published>2008-07-08T14:00:00.004+02:00</published><updated>2008-07-09T15:58:27.914+02:00</updated><title type='text'>terapeutycznie.</title><content type='html'>Ja chyba przyciągam do siebie jakichś nierozgarniętych ludzi, albo mam wyjątkowego pecha, jeśli chodzi o "załatwianie" różnych spraw. Większość z was pamięta pewnie moje historie bankowe i podatkowe, a nowych czytelników zapraszam ewentualnie do lektury tekstów zamieszczonych &lt;a href="http://cph2007.blogspot.com/2008/01/procedura_21.html"&gt;tu&lt;/a&gt; (notka okrzyknięta przez Mariusza notką roku) i &lt;a href="http://cph2007.blogspot.com/2007/11/sprawa-dla-reportera.html"&gt;tu&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Najwyraźniej historia lubi się powtarzać, bo oto znalazłam się w równie irytującej sytuacji, i wierzyć mi się nie chce, że takie rzeczy dzieją się na jednej z najlepszych uczelni w kraju - szanownym Uniwersytecie Warszawskim.&lt;br /&gt;Notkę tę dedykuję mojemu bratu, życząc jednocześnie aby nigdy w swojej karierze akademickiej nie stał się taką wredną, niekompetentną i olewającą studentów "babą":) (ku przestrodze, dobrze wiem że się nie stanie, a już zwłaszcza babą;)).&lt;br /&gt;Ale od początku:&lt;br /&gt;Nie wszyscy pewnie wiedzą, że jakiś czas temu zaświtał mi w głowie pomysł pozostania w Kopenhadze na kolejny semestr w charakterze "guest student"(co ja zrobię, uwielbiam to miasto;)). W tej sytuacji wystosowałam odpowiednie podanie i wysłałam je tradycyjną pocztą do osoby odpowiedzialnej za podejmowanie takich decyzji na INP, w skrócie- do baby. Jednocześnie- jako że zależało mi na czasie- poprosiłam mailowo o udzielenie nieoficjalnych informacji, żeby zorientować się jakie są moje szanse i ewentualnie zacząć planować kolejne miesiące- tu, lub w Warszawie.&lt;br /&gt;Po tygodniu otrzymałam maila, że zgodę dostanę, ale jeśli pojawią się różnice programowe to będę je musiała po powrocie zaliczyć zaległe egzaminy- sztuk 6 (+2 z Erazmusa z tego roku-w sumie sztuk 8). "Różnice programowe" to kwestia na osobną notkę, krótko mówiąc sprowadza się to do tego, że trzeba zaliczyć &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;wszystko&lt;/span&gt;, bo nijak nie da się w Kopenhadze, ani pewnie nigdzie indziej na świecie znaleźć przedmiotów odpowiadających tym z UW (wymienię choćby system polityczny RP i historię polskiej myśli politycznej. Anybody?), i vice versa, ale to już nikogo nie interesuje. Termin jest, i trzeba się do niego stosować.&lt;br /&gt;Wracając jednak do wątku głównego- choć mój entuzjazm nieco opadł (no bo mając wizję studiowania na KU, pracowania- bo stypendium brak, pisania w międzyczasie pracy mgr i jeszcze zaliczania po powrocie 8 egzaminów uznałam, że to chyba jednak bez sensu)- napisałam, że dziękuję za odpowiedź i że w takim razie poproszę o przesłanie oficjalnej zgody na adres taki a taki (warto zawsze aplikować, przemyśleć i ewentualnie później odpowiednio wcześnie rezygnować), bo jest to niezbędny załącznik do tutejszej aplikacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz, gdyby to był film, wstawiłabym planszę z napisem "2,5 miesiąca później", i proszę, oto jak obecnie wygląda sytuacja:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż sytuacja po prawie 3 miesiącach wygląda tak, że do tej pory nie dostałam nic.Ani maila, ani pisma. Krótko mówiąc pies z kulawą nogą się moim podaniem nie zainteresował, choć zdaje się, że jest jakiś ustawowy obowiązek odpowiadania na pisemnie wystosowane podania.&lt;br /&gt;To jeszcze nic- w międzyczasie znajoma taką zgodę dostała, co więcej- jakimś cudownym sposobem nie musi zaliczać żadnych różnic programowych, choć jak sama napisała- że zacytuję:&lt;br /&gt;"Wszystko dlatego, że mam niesamowite koleżanki w Polsce, które tak długo za tym chodziły, aż wszystko załatwiły. Też próbowałam na odległość, ale wiesz jak to jest."&lt;br /&gt;Wiem, doskonale. I -jak już wspomniałam- wierzyć mi się nie chce, że:&lt;br /&gt;1. W XXI wieku obsługa poczty e-mail stanowi dla pracowników UW nie lada wyzwanie.&lt;br /&gt;2. Z dosyć dużą swobodą, co by nie napisać ignorancją, traktuje się prośby i podania studentów, choć teoretycznie jesteśmy dorosłymi ludźmi. No bo co tam- niech sobie pisze podania, albo nawet 100, a my i tak mamy ją w nosie.&lt;br /&gt;3.Nie ma przejrzystych zasad, i wygląda na to, że wszystko zależy od tego, czy ktoś ma"niesamowite koleżanki" czy nie i czy sobie coś wychodzi czy nie (że ponownie zacytuję: "Koordynator uniwersytecki jest w ciężkim szoku, że mi to na wydziale podpisali, ale jak już pisałam- sama bym nic nie załatwiła").&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I choć moje plany nieco uległy zmianie, to jednak wściekła jestem niesamowicie. I tak jak w przypadku poprzednich notek, liczę na kreatywne pomysły czytelników z serii: jak po powrocie zrobić "babie" małe kuku:) (niewtajemniczonych odsyłam do komentarzy Pabla pod pierwszą zlinkowaną notką;)). Nie chodzi o zemstę, ale może mała lekcja w zakresie wypełniania podstawowych obowiązków się przyda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uff, no trochę mi przeszło.Czas na jakiś spacer, bo WRESZCIE przestało lać!&lt;br /&gt;Pozdrawiam&lt;br /&gt;j.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Update:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wrrr, jednak nie przestało..:( Co za lato!&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-2788099823582037468?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/2788099823582037468/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=2788099823582037468' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/2788099823582037468'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/2788099823582037468'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/07/terapeutycznie.html' title='terapeutycznie.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-8709698457038478277</id><published>2008-06-25T23:44:00.008+02:00</published><updated>2008-06-26T21:28:38.968+02:00</updated><title type='text'>can you be more Danish...?</title><content type='html'>Kolejna wizyta dobiegła końca i pomyślałam, że czas na małe podsumowanie- krótko mówiąc zamierzam Was obsmarować, moi kochani goście:)&lt;br /&gt;O ile Natalia przeciągnęła mnie po (prawie) wszystkich muzeach, tak pobyt Uli i Mariusza zapamiętam jako jedno wielkie piknikowanie/grillowanie/leniuchowanie w parkach i na plaży.&lt;br /&gt;A Ania?&lt;br /&gt;Ania, moi drodzy, w pierwszej kolejności otworzyła przewodnik na dziale "gastronomia" i tak oto odbyłyśmy wspólnie małą podróż kulinarną- na więcej niestety zabrakło nam czasu.&lt;br /&gt;Wystarczyło jednak kilka dni, żeby Ania zakochała się w :&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1.Pølser- hot dogach, które za bardzo nie różnią się od innych hot dogów, a jednak Duńczycy potrafili zrobić z nich niemal "danie narodowe". Ci którzy byli wiedzą, że pølservogn (budki z hot dogami) znajdują się niemal na każdym rogu i że naprawdę nieustannie ustawiają się do nich kolejki. A po imprezie to już w ogóle nie ma nic lepszego niż parówka z musztardą, keczupem, majonezem, ogórkami i smażoną cebulką. O taka:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/SGPnGEF67WI/AAAAAAAAE7E/A0NyjrCNfYk/s1600-h/cph_Ania+051.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/SGPnGEF67WI/AAAAAAAAE7E/A0NyjrCNfYk/s320/cph_Ania+051.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216266884788972898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2.Smørrebrød- "obficie i z fantazją" przyrządzonych kanapkach, które Duńczycy spożywają w czasie lunchu. Zastanawiałyśmy się tylko jak można ową kanapkę skonsumować tak by zawartość nie wylądowała na ubraniu, bo rozmiar mają imponujący!&lt;br /&gt;A smakują tak samo dobrze jak wyglądają!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SGPnFBn4HkI/AAAAAAAAE60/SJLXJnAWJ6o/s1600-h/cph_Ania+026.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SGPnFBn4HkI/AAAAAAAAE60/SJLXJnAWJ6o/s320/cph_Ania+026.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216266866946219586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="text-decoration: underline;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SGPnFsyVpoI/AAAAAAAAE68/ZmFkYkaK6oM/s1600-h/cph_Ania+027.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SGPnFsyVpoI/AAAAAAAAE68/ZmFkYkaK6oM/s320/cph_Ania+027.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216266878532822658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3.Kammerjunkach podawanych z kærnemelk.&lt;br /&gt;Mimo trudności technicznych (walizka kabinowa do największych wszak nie należy) dwie paczki poleciały do Londynu. Zresztą zobaczcie sami jakie Ania poczyniła zakupy;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SGPnEXSLNXI/AAAAAAAAE6s/4gYxTKvfx7I/s1600-h/cph_Ania+025.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SGPnEXSLNXI/AAAAAAAAE6s/4gYxTKvfx7I/s320/cph_Ania+025.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216266855580906866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A po drodze były jeszcze duże ilości marcepanu, wienerbrød (czyli ciasta nadziewanego marcepanem, różnego rodzaju kremami lub marmoladą, znanego za granicą jako danish pastry) i kawy, jako że Duńczycy nazywani są w Europie Włochami Północy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przypomniałam sobie również, że zaintrygowała Anię zupa chlebowa z cukru i bezalkoholowego piwa, ale niestety nie miałyśmy okazji skosztować (Ktoś próbował?Moim zdaniem brzmi dosyć obrzydliwie- Ania twierdzi, że ciekawie;))&lt;br /&gt;Jednym słowem ja nadal pozostaję sceptyczna, Ania wyjechała zafascynowana.&lt;br /&gt;Może po prostu w porównaniu z "kuchnią" angielską duńska wypada naprawdę dobrze...?:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-8709698457038478277?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/8709698457038478277/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=8709698457038478277' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/8709698457038478277'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/8709698457038478277'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/06/can-you-be-more-danish.html' title='can you be more Danish...?'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/SGPnGEF67WI/AAAAAAAAE7E/A0NyjrCNfYk/s72-c/cph_Ania+051.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-8384055537944812898</id><published>2008-06-23T09:37:00.001+02:00</published><updated>2008-06-24T00:23:17.277+02:00</updated><title type='text'>Polak potrafi.</title><content type='html'>&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/OTk8EoXQKUc&amp;amp;hl=en"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/OTk8EoXQKUc&amp;amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W piątkowe popołudnie spacerowałyśmy sobie Strøget, aż tu nagle... naszą uwagę zwrócili chłopcy grający na - ni mniej, ni więcej - butelkach po piwie. Napis głosił: "We collect money for new and better instruments". ;) Oczywiście my - skromne studentki - nie wrzuciłyśmy nic, ale za to przyjrzałyśmy się dokładniej owym instrumentom. I co? Nie Carlsberg, nie Tuborg, ale... Tyskie i Żywiec! Swojsko. :) Po raz kolejny potwierdza się teoria,  że Polak potrafi. :) Warto zauważyć, że repertuar chłopców jest dość bogaty i różnorodny. Kto wie, co by zagrali, gdyby trochę więcej zainwestowali w "instrumenty". ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ania&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-8384055537944812898?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/8384055537944812898/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=8384055537944812898' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/8384055537944812898'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/8384055537944812898'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/06/polak-potrafi.html' title='Polak potrafi.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-3492023998421652169</id><published>2008-06-23T01:06:00.004+02:00</published><updated>2008-06-23T01:16:25.736+02:00</updated><title type='text'>Tu mówi Kopenhaga</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;Hmm... Jestem tu już czwarty dzień i ewidentnie nadszedł czas na rytualną notkę na blogu. Joanna wierci mi o to dziurę w brzuchu non stop, a ja jakoś nie mam weny. Nie to oczywiście, żebym nie miała o czym pisać. Wręcz przeciwnie – dzieje się aż za dużo i zwyczajnie nie wiem, od czego zacząć. No proszę – a myślałam, że po wizycie Natalii, Uli i Mariusza, nic już dla mnie nie zostanie. Widać Kopenhaga zadziwia nieustannie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;Przygody zaczęły się szybko, bo już w drodze z lotniska. Otóż nie wiem, czy wiecie (panna Joanna najwyraźniej nie wiedziała), że kopenhaskie metro ma dziwny zwyczaj zmieniania kierunku w trakcie jazdy. Tzn. obrazowo: jedziemy sobie, jedziemy, jedziemy... jedna stacja, dwie, trzy... nagle metro staje i nic nie wskazuje na to, że ma zamiar pojechać dalej. Aha, no my rzecz jasna siedzimy w pierwszym rzędzie, żeby mieć view na „pięknie oświetlone kopenhaskie podziemia” (jak głosi przewodnik). Wsiada jakaś umundurowana pani (męski typ), grzecznie, acz stanowczo przegania nas z miejsca, otwiera tajemniczą skrzyneczkę z mnóstwem kolorowych przycisków, chwilę w niej gmera, jednocześnie prowadząc z kimś ożywioną rozmowę przez krótkofalówkę, po czym z uśmiechem na twarzy zachęca nas do ponownego zajęcia naszych miejsc i wysiada. Wymieniamy z Asią porozumiewawcze spojrzenia. Metro rusza. Jedzie kawałek, staje, a po chwili jak gdyby nigdy nic zaczyna się cofać. Swoją drogą cholera wie, jak to w ogóle działa, że taki pociąg jedzie sobie we właściwym kierunku, skręca na właściwy tor i jeszcze nie zderzy się z żadnym innym. Ktoś wie? Bo to doprawdy zastanawiające. Naturalnie w którymś momencie musiałyśmy wysiąść, bo już naprawdę nie zanosiło się na to, że dojedziemy do celu tym niezdecydowanym czymś, i chwilę trwało zanim zlokalizowałyśmy ten właściwy pociąg, bo one nadjeżdżały raz z jednej, raz z drugiej strony (na tym samym torze!). Podobno to stały numer, ale biorąc pod uwagę, że tutejsze metro jeździ bez maszynisty, nie da się ukryć, że taka sytuacja wyzwala jednak u pasażera nutkę niepokoju. A poza tym panna Joanna sama przyznaje, że akurat ten aspekt życia w Kopenhadze pozostaje w jej przypadku nie do końca rozpracowany – wszakże bez względu na pogodę niczym rodowita kopenhażanka (właśnie – według mnie mówi się „kopenhażanin” i „kopenhażanka”) twardo jeździ na rowerze.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;Kontynuując wątek lokomocyjny, jakieś zupełnie niesamowite rzeczy działy się w piątek po meczu Niemcy-Turcja. Oczywiście by the time przesiadłyśmy się już na rowerki i wracałyśmy do domu z kultowej Christianii (o tym chyba nie muszę nic pisać – kto był, ten wie, że miejsce jest wykręcone w kosmos. Chociaż zaraz, zaraz. Próbowaliście ‘dream-cake’? Jeśli nie, to następnym razem spróbujcie obowiązkowo! ;) ). No więc wracamy sobie, a tu na ulicach radość, jakby co najmniej pół Kopenhagi zamieszkiwali Turcy. Rozradowani, owinięci szalikami i wymachujący flagami wylegli na ulice, skutecznie paraliżując miasto. Kto by przypuszczał? Aż musiałyśmy zsiąść z rowerów i przeprowadzić je przez skrzyżowanie, bo trochę strach było jechać. Wszyscy trąbili i w ogóle jaja jak berety. Wysnułyśmy nawet taką teorie, że lokalna społeczność turecka założyła na szybko Facebook event, żeby się tak skrzyknąć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;No dobrze. To może starczy na dziś. Tylko Wam jeszcze napiszę o moich wrażeniach odnośnie kopenhaskiej syrenki. Ja już się tyle naczytałam na tym blogu, jaka to ona jest rozczarowująco mała, że szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś NAPRAWDĘ małego. No więc idziemy, Asia pokazuje mi syrenkę z oddali i ja mówię: „Eeee, to ona duża jest!”. A Asia na to: „No co ty?!”. Poważnie - słynna „mała” syrenka okazała się jakieś dwa do trzech razy większa niż sobie wyobrażałam!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="" lang="EN-US"&gt;c.d.n...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="" lang="EN-US"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;" lang="EN-US"&gt;Ania&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-3492023998421652169?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/3492023998421652169/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=3492023998421652169' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3492023998421652169'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3492023998421652169'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/06/tu-mwi-kopenhaga.html' title='Tu mówi Kopenhaga'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-8786483659996132057</id><published>2008-06-06T23:14:00.004+02:00</published><updated>2008-06-07T01:08:16.690+02:00</updated><title type='text'>cuda panie!</title><content type='html'>Po pierwsze, to jest właśnie 23.00 i wciąż za oknem jeszcze widno, przedziwne uczucie. Ale to tak tylko tytułem zagajenia, bo tym razem- po raz kolejny zresztą- będzie o różnicach kulturowych.&lt;br /&gt;Inspiracją do napisania tej notki są moi wspaniali sąsiedzi, którzy z nadejściem lata ujawniają przedziwne skłonności ekshibicjonistyczne.&lt;br /&gt;Ci którzy widzieli moje "podwórko" (to na które jest widok z balkonu), wiedzą, że to ledwie kawałek trawnika, osaczony z dwóch stron blokami, w których mieszka w sumie ze 200 osób. I jest to zupełnie nieatrakcyjny trawnik, a mimo to nie przeszkadza moim sąsiadom aby się na nim opalać, "piknikować" lub wyprawiać różnego rodzaju przyjęcia, wśród których te pod hasłem "barbecue" (niekiedy zwanym również grillem;)) ostatnimi czasy królują. I są to zarówno romantyczne kolacje we dwoje, jak i znacznie większe spędy- dzisiejszy wygląda mi na przykład na wieczór panieński.&lt;br /&gt;I już pomijam fakt, że 15 minut stąd jest fajny park, a 25 min- plaża. Bo najbardziej dziwi mnie to, że totalnie nie przejmują się oni "obecnością" wspomnianych 200 osób, i tym, że- będąc na podwórku- mogą ( i pewnie czasem są) być obserwowani. Oczywiście nie zakładam, że przy każdej nadarzającej się okazji pozostali nie mają lepszych zajęć i z uwagą śledzą poczynania imprezowiczów, ale jednak próbuję przełożyć to na warunki polskie- i nie mogę.&lt;br /&gt;Są zatem dwa wyjścia- albo my się za bardzo przejmujemy, albo oni są zanadto wyluzowani. A może są po prostu normalni..?Jak to trafnie podsumowała moja znajoma- chciałabym kiedyś wyjść w Warszawie w  garnku na głowie i dotrzeć na róg skrzyżowania szybciej, niż plotka o tym, że wyszłam tak "ubrana" z domu. A tu totalne przeciwieństwo- strój a'la piżama podczas porannych zakupów nie robi na nikim najmniejszego wrażenia. Nikt nie zwraca uwagi, nie spogląda znacząco, nie komentuje. I choć nie do końca przekonuje mnie koncepcja imprezy "na patelni" (że wszystko widać i słychać), a niektóre rzeczy wciąż dziwią i pewnie długo dziwić będą, to jednak  zasadę nieobgadywania i nie interesowania się zanadto innymi kupuję w całości. No bo co to kogo obchodzi?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I przechodząc małym skrótem myślowym do następnego wątku- moją współlokatorkę obchodzi! Na szczęście mniej niż przeciętną "well educated" Szwajcarkę, ale i tak się nieźle zdziwiłam.&lt;br /&gt;Stoimy w kuchni, rozmawiamy i ja coś rzucam, że może byśmy się wybrały do kina na "Sex and the city". Chwila ciszy i lekka konsternacja, po czym pytanie z jej strony:&lt;br /&gt;-Do you REALLY want to see it...?&lt;br /&gt;Na co ja nie wiem- czy to zdziwienie entuzjastyczne (że ona jest taką fanką i podziela moją radość, z tego, że film już w kinach) czy raczej zdziwienie krytyczne (naprawdę chcesz tę szmirę zobaczyć?), ale raz się żyje, więc odpowiadam, że OCZYWIŚCIE, że chcę TO zobaczyć.&lt;br /&gt;Katia z lekką ulgą ale i niedowierzaniem w jednym:&lt;br /&gt;- Oooh, that's good. I aslo want to see it, BUT in Switzerland "well educated" person would never admit that she/he is watching such movies.&lt;br /&gt;Więc ja pytam: no to dla kogo waszym zdaniem (Szwajcarów w sensie) jest ten serial...?&lt;br /&gt;Katia bez zastanowienia:&lt;br /&gt;-It is for dumb people.&lt;br /&gt;Chyba powinnam się obrazić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A niedzielę duże emocje: mecz Polska- Niemcy w międzynarodowym towarzystwie. Wygramy..?:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-8786483659996132057?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/8786483659996132057/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=8786483659996132057' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/8786483659996132057'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/8786483659996132057'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/06/cuda-panie.html' title='cuda panie!'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-4269241342364596363</id><published>2008-06-01T18:03:00.003+02:00</published><updated>2008-06-02T00:50:27.044+02:00</updated><title type='text'>this is the end.</title><content type='html'>Wszystko co dobre, szybko się kończy. Ostatnie kilkanaście dni to niezliczona ilości "farewell parties"(stąd cisza na blogu) i jakoś nie mogę uwierzyć, że to już koniec.10 miesięcy minęło nie wiem kiedy, i choć planuję pozostać w Kopenhadze przez najbliższe kilkanaście tygodni (tak, jest pewien progres jeśli chodzi o decyzje dotyczące przyszłości), to przez moment- kiedy wyjechały najbliższe mi osoby- miałam ochotę spakować się w przeciągu dwóch godzin i przylecieć do Warszawy najbliższym samolotem.&lt;br /&gt;Pożegnania są najgorsze na świecie, ale mam nadzieję, że choć część znajomości będzie kontynuowana w "post-Erazmusowej" rzeczywistości. Bardzo jestem ciekawa, na ile każdy wraca do swojego świata, na ile rok spędzony razem nas zmienia i jaki ma wpływ na nasze przyszłe decyzje (może ja jednak zacznę tę skandynawistykę?;D).&lt;br /&gt;I choć bywało różnie, i nie raz byłam poirytowana wszystkimi tymi pijackimi imprezami i "small talks" podczas nich, to jednak zostaną w pamięci wyłącznie miłe wspomnienia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przede mną zmagania z duńskim rynkiem pracy. So far, so good. Zadzwonili do mnie w odpowiedzi na wysłaną aplikację, i po pięciu minutach rozmowy telefonicznej (po duńsku) babka stwierdziła: no tak, w sumie to jest ok, ale właściwie to chcemy zatrudnić rodowitego Dunasa (tak mi powiedziała, serio).&lt;br /&gt;Także mocno trzymajcie kciuki, bo inaczej wyląduję pod jednym z kopenhaskich mostów!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-4269241342364596363?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/4269241342364596363/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=4269241342364596363' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4269241342364596363'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4269241342364596363'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/06/this-is-end_01.html' title='this is the end.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-5550182881213156605</id><published>2008-05-22T11:29:00.003+02:00</published><updated>2008-05-22T11:42:09.617+02:00</updated><title type='text'>patriotyzm inaczej?</title><content type='html'>Nie pojmują do końca tego zjawiska, niemniej jednak od tygodnia, z nadmierną częstotliwością, poruszany jest wśród wielu studentów międzynarodowych temat Eurowizji.Tak.Najwyraźniej długotrwały pobyt poza granicami kraju powoduje u niektórych przypływ uczuć patriotycznych, a festyniarska Eurowizja jest wszak doskonałą okazją żeby owe uczucia uzewnętrznić. I nie kończy się na kibicowaniu, bo wszak będąc za granicą można nawet wesprzeć swojego reprezentanta nie jednym głosem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedna z koleżanek informuje na facebooku, że jest "obsessed with Eurovision", podczas gdy inne dwie wymieniają 10 komentarzy na temat poszczególnych piosenek. Takich, że człowiek naprawdę zaczyna się zastanawiać, czy to aby na pewno są żarty. Przytoczę mając nadzieję, że żadna z nich tu nie zajrzy:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;X:I am completely obsessed about the Eurovision thing myself :) My bet: Armenia will win the whole thing and the crappy Russian song will go high up because otherwise they will invade their neighbors!&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Y:Omg, we're so excited. We bought the cd and are now playing it nonstop, the horrible Czech song keeps playing in my head all the time. The lyrics are pure genius: if you wanna have some fun, don't run. ;) But I've got several favourites, Armenia being one of them! But also feeling Bulgaria and Israel. Israel's singer is a major hottie as well.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;X:Still don't get what you see in the Israeli song - granted, the guy is quite cute but the song is so boring! Slovenia is pretty rockin', but it's a steal from somewhere else (a Danish pop tune from the 90's about a tchamaguchi comes to mind). But just you watch: Russia, Armenia and Greece will advance, probably along with Ireland and Azerbaijan, or else I'll eat my hat :) And by the way: I love the Bulgarian tune too.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Y:I'm so hyped about this. Too bad the Armenian singer sang quite poorly but we're hoping she will do the same as Armenia did in 2006 when the guy sang poorly in the semi-final but improved in the final.And Russia totally won out hearts with having Evgeni Plushenko there! Now hoping for good results.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;X:Well, I am totally in agreement with her not singing up to standard but she HAS to go through!But I am sorry to say it: GREECE WILL WIN!!! Fuck fuck fuck... It's such a crappy below-standard copycat song, but it's so going to win. Damn. They had a much better stage show than the others - what is it with Greece? Do they do nothing but Eurovision all year? And yeah - Plushenko was cool, but the Russian singer is perhaps the worst singer in history!Every single note was flat! ARGH!Ireland was funny, I thought, but I am not sure whether the rest of Europe will get the irony....Who's your favorite, then - please don't say Russia just because of the figure scater????&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Y:Israel is my favourite, definately. But also voted for Armenia, Russia, Greece, Estonia (it's grown on me), Ireland and Norway. I can't praise Israel's singer and the song enough.I don't think Greece will win. I think Russia will win. But I'm not the betting type like you. :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;X:Thank God and all his angels that Armenia went through.... Otherwise, I would have lost 50 pounds! And you were right about Israel... But I am a bit disappointed that Ireland didn't go through, it was funny, but it got a really bad couple of seconds in the round-up...&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Y:Okay, now, final crazy Eurovision comment of the night: I have completely fallen in love with the Swiss song, and might I add: Paolo Meneguzzi is absolutely freakin' gorgeous! What say you to the two of us getting a plane ticket to Belgrade, you hunt down the Israeli and I get a hold of the Swiss/Italian???? My god, he is beautiful.&lt;br /&gt;My favourites from the 2nd semi-final are: Sweden, Iceland, Turkey, Ukraine, Bulgaria and Malta. France and the UK also got good songs. I like this year!&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Aż jestem rozczarowana, że nie ma pół słowa o Polsce!!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tu przypomniała mi się też pewna sytuacja z cabin trip, gdzie w jednej z konkurencji trzeba było zanucić fragment piosenki, która reprezentowała Danię w 2007 roku. Dobrą chwilę zajęło mi przywołanie nazwy polskiego zespołu, podczas gdy dla większości pytanie nie stanowiło najmniejszego problemu.&lt;br /&gt;Elementem nieodłącznym są oczywiście "Eurovision parties", które z dużą ilością alkoholu, w dobrym towarzystwie, są- jak to ujął kolega- triple fun! No to chyba przegapiłam.&lt;br /&gt;Udzieliło mi się tylko trochę, bo odpisałam, że "Isis Gee rules!I keep my fingers crossed for her!", ale z zaproszenia nie skorzystałam.&lt;br /&gt;To dopiero półfinały, a już tyle emocji. Kulminacja w sobotę i wobec braku lepszych planów, rozważam udział w imprezie z TV w roli głównej.&lt;br /&gt;Tymczasem niech mi ktoś wytłumaczy: o co w tym wszystkim chodzi...?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ps.Brazylijki (te, o których tu kiedyś pisałam) odwiedzają niebawem Warszawę.&lt;br /&gt;Ma się ktoś ochotę trochę zaopiekować?:D&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-5550182881213156605?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/5550182881213156605/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=5550182881213156605' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5550182881213156605'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5550182881213156605'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/05/patriotyzm-inaczej.html' title='patriotyzm inaczej?'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-3274833848777525702</id><published>2008-05-14T23:49:00.014+02:00</published><updated>2008-05-15T00:36:53.778+02:00</updated><title type='text'>Alo alo. Zakończenie</title><content type='html'>Ech, urlop, urlop i po urlopie. To już półtora tygodnia od powrotu do Polski!!! Ale ten czas leci... No nic, czas zatem na małe zakończenie, bo tyle się wydarzyło, a tyle nie zostanie opisane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na przykład to, że tłumaczyłem Asi, że nic się nie stało, że nie kupiliśmy mięsa na grill, i puściłem lewą rękę z kierownicy a prawa zadrgała i w sekundę wywaliłem się jak długi, uderzając Asię - która cudem utrzymała równowagę. Powiało grozą. Ale - o dziwo to była jedyna przygoda rowerowa, jaka się nam przytrafiła! Tak, to fakt, mieliśmy nieprawdopodobnego farta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo na przykład tak: pogoda przez cały czas była jak drut, pojechaliśmy do Szwecji, tam też pięknie - po czym okazuje się, że w Cph cały czas w tym czasie padało. Ale - jak wróciliśmy - nawet kałuży nie było. O.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By ogarnąć ogrom wrażeń i historii - proponuję kilka migawek, z cyklu "the best of". A zatem:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SCtgVzWlrCI/AAAAAAAAEz8/A9InQKhsXDk/s1600-h/weekend_majowy_02.04+064.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SCtgVzWlrCI/AAAAAAAAEz8/A9InQKhsXDk/s320/weekend_majowy_02.04+064.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200356122407840802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kościele w Helsingborgu (tak, tak, tym samym miejscu, w którym na piłkarskiej emeryturze przycina murawę Henrik Larsson) - terminal do kart płatniczych, jeśli ktoś nie ma gotówki, a akurat chciałby dotować. I - od razu pomocna dłoń, proszę bardzo, wystarczy wcisnąć przycisk, wybrać cel, wsunąć kartę, wstukać pin - i już. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(BTW - tata koleżanki wysiada z samochodu, podchodzi ktoś w potrzebie i prosi o wsparcie finansowe, tata mówi: nie mam gotówki, niestety. "Nic nie szkodzi, tu zaraz jest bankomat, możemy podejść, poczekam" - pada odpowiedź)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Zamku Frederiksberg - wśród różnych różności (stamtąd pochodzi owa płaskorzeźba z biustem z poprzednich postów. Zadarłem głowę do góry i patrzyłem tylko na przepięknie  rzeźbiony sufit kasetonowy, a dziewczyny od razu - że na cycki...) znalazła się także  jadalnia, a w niej stół, a na nim - co też to duński król sobie jadł. O. Proszę. Takie coś sobie jadł na przykład.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/SCthXDWlrLI/AAAAAAAAE1E/TNVKjFeCKz8/s1600-h/weekend_majowy_30.04+029.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/SCthXDWlrLI/AAAAAAAAE1E/TNVKjFeCKz8/s320/weekend_majowy_30.04+029.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200357243394305202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Smacznego, Panie królu Christianie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Innym razem w parku, tuż za syrenką, a przed miśkiem - piknik japoński. I tam takie małe cudeńko, zminiaturyzowana laleczka, Japońska nanotechnologia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SCthRjWlrKI/AAAAAAAAE08/4xJ96NYQWs4/s1600-h/weekend_majowy_26.04+022.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SCthRjWlrKI/AAAAAAAAE08/4xJ96NYQWs4/s320/weekend_majowy_26.04+022.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200357148905024674" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Japonia ma też inne oblicze, czytaliście o tych dziwakach co latami nie wychodzą z domów, co kupują sztuczne kobiety wyglądające jak żywe, etc. etc. No i tak. Na pikniku taka Japonia też się pojawiła. Proszę bardzo. Dziewczyny na oko 15+ lat. Styl - emo. Siedzą sobie na kocyku. A z nimi - lalki. Spore. Również ubrane w styl emo. Nieco to dziwne, nieprawdaż? (Strzelałem z ukrycia, czułem się jak reporter śledczy!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SCthHjWlrJI/AAAAAAAAE00/wRRl42pE5xY/s1600-h/weekend_majowy_26.04+018.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SCthHjWlrJI/AAAAAAAAE00/wRRl42pE5xY/s320/weekend_majowy_26.04+018.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200356977106332818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pchle targi. Cóż, Duńczycy ubierają się lepiej, więc i na pchlich targach można się obłowić znacznie lepiej niż można by się spodziewać. Oto część łupó, buty Asi i Uli, proszę zwrócić uwagę na markę tych różowych. Czy to aby nie Blahnik? Nawet jeśli nie - buty ładne, godne uwiecznienia na blogu! (Ja nie trafiłem niestety nic dla siebie, się zeźliłem, ale potem mi przeszło.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/SCthCDWlrII/AAAAAAAAE0s/a3eM9koZMns/s1600-h/weekend_majowy_03.05+017.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/SCthCDWlrII/AAAAAAAAE0s/a3eM9koZMns/s320/weekend_majowy_03.05+017.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200356882617052290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem - pozamarzaliśmy sobie trochę na Copenhagen Spring Freeze. Fajna akcja, pewnie Asia wygrzebie gdzieś filmik na Youtubie:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SCtg7jWlrHI/AAAAAAAAE0k/-wDuujbV3s8/s1600-h/weekend_majowy_03.05+002.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SCtg7jWlrHI/AAAAAAAAE0k/-wDuujbV3s8/s320/weekend_majowy_03.05+002.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200356770947902578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myśleliśmy także o przyjaciołach. Na przykład o Błażeju, stąd też dla niego specjalnie fotka. Niedaleko jego akademika zrobiona. Przeznaczenie Again?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SCtg0zWlrGI/AAAAAAAAE0c/dADNR2VZXVA/s1600-h/weekend_majowy_02.04+096.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SCtg0zWlrGI/AAAAAAAAE0c/dADNR2VZXVA/s320/weekend_majowy_02.04+096.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200356654983785570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I byliśmy w Szwecji, i okazuje się, że to bardzo ładny kraj - ale nie tak wyluzowany jak Dania. Na powietrzu i w pociągach na przykład nie można pić piwa. (Ekhm, no, teges, dało się obejść. Aż się szwedzki pijaczek ucieszył, że ma się z kim napić. Salwowaliśmy się dżenetelmeńską ucieczką). Ale: o jakim piwie my tu mówimy. W supermarkecie nie kupi się piwa mocniejszego niż brudna woda, czyli 3,5%. Ble. No ale jak człowiek spragniony, to musi się napić. Jakoś daliśmy radę. Oto dowód. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SCtgvjWlrFI/AAAAAAAAE0U/QOzAGpHAnYw/s1600-h/weekend_majowy_02.04+084.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SCtgvjWlrFI/AAAAAAAAE0U/QOzAGpHAnYw/s320/weekend_majowy_02.04+084.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200356564789472338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec - optymistycznie. Szwecja to kraj, w którym pieniądze leżą na ulycy. Nie mieliśmy gotówki i co? I znalazłem proszę bardzo, 20 koron. Wydaliśmy je zgodnie na przyjemności życiowe. Na krem czekoladowy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SCtgpzWlrEI/AAAAAAAAE0M/X0rJL7umz0M/s1600-h/weekend_majowy_02.04+043.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SCtgpzWlrEI/AAAAAAAAE0M/X0rJL7umz0M/s320/weekend_majowy_02.04+043.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200356466005224514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można by jeszcze długo, ale kiedyś trzeba skończyć te gościnne wpisy, więc - tu się żegnam i bardzo dziękuję gospodyni, towarzyszce i moim czterem kumplom, o których napiszę już na swoim blogu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Było super:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To co, kto następny?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-3274833848777525702?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/3274833848777525702/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=3274833848777525702' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3274833848777525702'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3274833848777525702'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/05/alo-alo-zakoczenie.html' title='Alo alo. Zakończenie'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SCtgVzWlrCI/AAAAAAAAEz8/A9InQKhsXDk/s72-c/weekend_majowy_02.04+064.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-2945624513811248537</id><published>2008-05-12T13:03:00.006+02:00</published><updated>2008-05-12T18:10:35.558+02:00</updated><title type='text'>z rozmyślań przy śniadaniu.</title><content type='html'>Mam takie małe spaczenie, że lubię zaczynać wykonywanie różnych obowiązków od "równej" godziny (nie chodzi stricte o"równą" godzinę, może być kwadrans po, i 30,10 i 15 pewnie też. Ale np. 13.13? 12.03?17.17? Nieeee, bez sensu!), a że właśnie przeoczyłam dobry moment, żeby się zabrać się do pracy (nie ma to jak dobra wymówka, ale cóż-17.37 z pewnością do równych godzin się nie zalicza), a zabiegany Mariusz nie ma czasu na opisanie naszych przygód, to chyba dobra okazja, żeby coś napisać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze, jedząc dziś na śniadanie biały ser (co się uchował od przyjazdu mych zacnych gości, którzy przywieźli byli walizki pełne smakołyków) zastanawiałam się nad nazwami niektórych polskich przysmaków, dźwięk których -w tłumaczeniu dosłownym- może wprawiać w zakłopotanie. Gołąbki? No nie gołąbki, a wszak mięso mielone z ryżem, zawijane w liście kapusty.Uszka?No nie uszka, tylko małe pierogi. Nóżki? Też nie nóżki, tylko mięso w galarecie. A kopytka?&lt;br /&gt;Flaki się wyłamują, bo są w istocie flakami, i to je skutecznie dyskwalifikuje. Ale nawet takie ptasie mleczko- dlaczego &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;ptasie&lt;/span&gt; mleczko?&lt;br /&gt;A jak się poszpera w internecie to można też znaleźć inne ciekawostki: psiochę, mamałygę, moczkę (podobno pyszne..), bęcały, parzybrodę, cialapachę..Ale to już temat na osobny wątek, żadnej z powyższych swoim zagranicznym znajomym przyrządzać nie będę i mimo najszczerszych chęci, przetłumaczyć się tego nie da.&lt;br /&gt;Natomiast uszka, gołąbki i kopytka nie dają mi spokoju.&lt;br /&gt;Czy nazwy potraw nie powinny być apetyczne..?;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A po drugie: czytałam ostatnio artykuł "Zakaz grillowania dla żaków z polibudy" (o ten tutaj: http://miasta.gazeta.pl/bialystok/1,35235,5190642.html ) i im dłużej mieszkam w Kopenhadze, tym mniej rozumiem. Szkoda, że nie ma w Polsce takiej kultury spędzania wolnego czasu jak tu- na świeżym powietrzu, i że obowiązują jakieś niezrozumiałe zakazy.&lt;br /&gt;Sprzedawanie piwa na uczelni jest być może kwestią dyskusyjną (sama mam akurat nieco mieszane uczucia), ale jak zostanę kiedyś wpływowym politykiem, to przyciągnę tu za uszy swoich kolegów po fachu i pokażę, że przyzwolenie na picie w miejscach publicznych nie musi oznaczać zbiorowego stanu upojenia alkoholowego, że grill nie równa się pożar i że siadanie na trawie naprawdę jej nie szkodzi.&lt;br /&gt;Bo Kopenhaga nie stanowi tu chyba jakiegoś wyjątku?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/SChpFzWlrBI/AAAAAAAAEz0/oYo49ByWbyM/s1600-h/Untitled+9.bmp"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/SChpFzWlrBI/AAAAAAAAEz0/oYo49ByWbyM/s320/Untitled+9.bmp" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5199521318204451858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-2945624513811248537?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/2945624513811248537/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=2945624513811248537' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/2945624513811248537'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/2945624513811248537'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/05/filozoficznie.html' title='z rozmyślań przy śniadaniu.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/SChpFzWlrBI/AAAAAAAAEz0/oYo49ByWbyM/s72-c/Untitled+9.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-1815154678323981850</id><published>2008-05-05T20:10:00.008+02:00</published><updated>2008-05-05T20:57:45.585+02:00</updated><title type='text'>syrenka.</title><content type='html'>Zanim pojawią się nowe wpisy autorstwa Mariusza (bo mam nadzieję, że coś jeszcze się pojawi- jak już zresztą Mariusz wspominał działo się, oj działo! Tyle, że aż czasu zabrakło na systematyczne uzupełnianie bloga!) muszę się z Wami, drodzy czytelnicy, podzielić naszym wspaniałym odkryciem!&lt;br /&gt;Znaleźliśmy bowiem w Kopenhadze prawdziwą syrenkę!!Nie tę, do której się idzie i idzie, a potem każdy jest rozczarowany, że taka mała!Nie! My znaleźliśmy tę prawdziwą!&lt;br /&gt;Przy okazji mały rewanż- niedźwiedź odwiedzony i pogłaskany, na dowód zdjęcie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9R2Xi6B4I/AAAAAAAAD8A/Kq9wdMImkV0/s1600-h/weekend_majowy_26.04+032.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9R2Xi6B4I/AAAAAAAAD8A/Kq9wdMImkV0/s320/weekend_majowy_26.04+032.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5196962489484052354" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A czy autor "niedźwiedziowego zamieszania" (ile się naszukaliśmy, to nasze!) wie, gdzie znajduje się owa piękność?&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9R3Xi6B5I/AAAAAAAAD8I/zoVoAjBB27s/s1600-h/weekend_majowy_26.04+039.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9R3Xi6B5I/AAAAAAAAD8I/zoVoAjBB27s/s320/weekend_majowy_26.04+039.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5196962506663921554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9R3ni6B6I/AAAAAAAAD8Q/s7u34a7RUHg/s1600-h/weekend_majowy_26.04+042.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9R3ni6B6I/AAAAAAAAD8Q/s7u34a7RUHg/s320/weekend_majowy_26.04+042.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5196962510958888866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9R4Hi6B7I/AAAAAAAAD8Y/igLx947U6t4/s1600-h/weekend_majowy_26.04+045.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9R4Hi6B7I/AAAAAAAAD8Y/igLx947U6t4/s320/weekend_majowy_26.04+045.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5196962519548823474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9R4ni6B8I/AAAAAAAAD8g/o5tJuzjR2xg/s1600-h/weekend_majowy_26.04+040.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9R4ni6B8I/AAAAAAAAD8g/o5tJuzjR2xg/s320/weekend_majowy_26.04+040.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5196962528138758082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z pozdrowieniami,&lt;br /&gt;Wspaniali Odkrywcy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W nawiązaniu do komentarza Mariusza mały update. W istocie- bogini wywarła na nas niemałe wrażenie!Dostrzegaliśmy ją wszędzie, kolejno w: Kastellecie, Louisianie, Frederiksborg Slot i Ogrodach Botanicznych;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9Xi3i6B9I/AAAAAAAAD8o/LeTv-KtfG1Y/s1600-h/weekend_majowy_26.04+056.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9Xi3i6B9I/AAAAAAAAD8o/LeTv-KtfG1Y/s320/weekend_majowy_26.04+056.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5196968751546370002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9XjXi6B-I/AAAAAAAAD8w/q0kExzNZADg/s1600-h/weekend_majowy_27.04+025.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9XjXi6B-I/AAAAAAAAD8w/q0kExzNZADg/s320/weekend_majowy_27.04+025.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5196968760136304610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9Xj3i6B_I/AAAAAAAAD84/BsZQQxMpC5Y/s1600-h/weekend_majowy_30.04+028.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9Xj3i6B_I/AAAAAAAAD84/BsZQQxMpC5Y/s320/weekend_majowy_30.04+028.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5196968768726239218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9Xk3i6CAI/AAAAAAAAD9A/VzOtanSIqgQ/s1600-h/weekend_majowy_04.05+017.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9Xk3i6CAI/AAAAAAAAD9A/VzOtanSIqgQ/s320/weekend_majowy_04.05+017.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5196968785906108418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-1815154678323981850?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/1815154678323981850/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=1815154678323981850' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/1815154678323981850'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/1815154678323981850'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/05/syrenka.html' title='syrenka.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SB9R2Xi6B4I/AAAAAAAAD8A/Kq9wdMImkV0/s72-c/weekend_majowy_26.04+032.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-5918807794986117780</id><published>2008-05-02T00:47:00.002+02:00</published><updated>2008-05-02T01:08:37.604+02:00</updated><title type='text'>Alo Alo? Pt. 3</title><content type='html'>Dziś czwartek, 1 maja, więc wszystko mysiało być świątecznie - i było. Było super.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim - wyspaliśmy się porządnie, bo wczoraj zaszliśmy (środa, a jakże) do Husetu i wróciliśmy dość późno (przy czym okazuje się, że rowery są jednak niezastąpione, że nocne autobusy jeżdżą co godzinę i z różnych dziwnych miejsc, przez co nasze plany podbicia Kopenhagi nocą spaliły na pierwszej panewce, gdy okazało się, że spóźniliśmy się na kolejkę i cały misterny plan runął i nie pozostaje nam nic innego jak wrócić do domu z nosami na kwintę. To nie było super.)  - - więc to było super na starcie, że wyspaliśmy się porządnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nad ranem (no, nad szeroko rozumianym ranem) okazało się, że pada, co nie było super, bo mieliśmy w planach piknik pierwszomajowy z grillowaniem. Ale też po śniadaniu i po kawie okazało się - że jednak są dziś otwarte muzea i to było super, bo trafiliśmy do bardzo fajnego muzeum Miasta Kopenhaga, gdzie oglądaliśmy rury, nocniki i stare butelki. Było fanie, choć wyprosili nas już o 16.00, co nie było super, no ale dobrze, z domu wygrzebaliśmy się dopiero o 14.30 więc niech im będzie. Tymczesem okazało się, że już nie pada, co więcej, że nawet zanosi się na słońce - więc pojechaliśmy na kawę (i znów - przeciwność losu, tani Huset zamknięty kontra dar losu - bardzo miła knajpka na miłej, uroczej ulicy). Rozochoceni brakiem deszczu ruszyliśmy jednak na ów pierwszomajowy piknik - by chociaż rzucić okiem na to, co Dunasy robią 1 maja.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A robią - jak się okazuje bajzel jakich mało. Nie dość, że urządzili w ogromnym parku ogromny festyn ze stoiskami politycznymi na których serwowano tanie piwo, tanie kiełbaski i tanie sklogany (&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Chcemy wyjść z Unii Europejskiej, Czerwony 1 maj &lt;/span&gt;i takie tam) - ale także tuż obok zrobili mecz piłkarski. I my zjechaliśmy na miejsce zdarzeń akurat w momencie gdy tłum sportowy zmieszał się z polityczną tłuszczą. O matko - to dało się skwitować tylko jednym: ALE FESTYN. Dzikie tłumy pijanych Dunoli, którzy cieszyli się na przemian z meczu (choć nie wiem, czy pamiętali jeszcze jakiego), i z pierwszego maja (choć nie wiem czy wiedzieli jaki jest dziś dzień). Niesamowite. Dzi-kie tłu-my. No więc zobaczyliśmy, obejrzeliśmy i wróciliśmy do domu, zaliczając po drodze jeszcze dzielnicę domków z 16 wieku (M: "Musimy tam pojechać" "U i A: Ale co tam jest?" "te żółte domki?" "No?" "No, te żółte domki, no, są, no.. żółte są")  i Rosenborg Slot (A: "Ale jedźmy już do domu, głodna jestem" U: "No jak już tu jesteśmy to chodź przejdziemy się przez ten park, zobaczę ten zamek i jedziemy" (po chwili marszu przez park, nie można tam jeździć rowerami). A: "A moze przejedziemy kawałek, nikt nie zauważy?" U: "Asia, jeszcze kawałek, zaraz za tymi drzewami" (po chwili, drzewa się przerzedzają) A: "Zobaczyłaś już?" U: Aaaaa!!!").&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I było też niefajnie - bo przypomnieliśmy sobie,  ze nie mamy nic na śniadanie, a sklepy 1 maja zamknięte. I było też super - bo trafilismy na otwarty sklep, i kupilismy tam wszystko, co potrzeba, łącznie z cytrynami na drinka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I było super, bo ponownie zaczęło padać dopiero jak wróciliśmy do domu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I było tym bardziej super, że Asia i Ula ugotowały burrito, które było przepyszne i przepyszne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I było jeszcze lepiej, bo drink LWC smakował wybornie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I było najlepiej, bo zagraliśmy rewelacyjną partię scrabbli. (Zmienne prowadzenie, wzloty i upadki, nowe wyrazy, archaizmy i mrożący krew w żyłach finał!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I w ogóle - rewelacyjny dzień.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A jutro - na wschód. Coż, do Szwecji!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ahoj, przygodo!!!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-5918807794986117780?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/5918807794986117780/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=5918807794986117780' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5918807794986117780'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5918807794986117780'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/05/alo-alo-pt-3.html' title='Alo Alo? Pt. 3'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-5234481116881965237</id><published>2008-04-30T00:56:00.002+02:00</published><updated>2008-04-30T01:17:10.760+02:00</updated><title type='text'>Alo alo? Pt. 2</title><content type='html'>O rany, tu by można pisać i pisać - - generalnie dzieje się dużo, więc (jako, że jest późno, a spać się chce i szumi w głowach) w punktach:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- lecieliśmy (o dziwo) 1.10 z Wwy do Cph: matko, ale krótko, ja się tarabaniłem 24 h via Gdańsk by train/ferry boat/bus.  Unia  E. robi cuda!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Asi mieszkanie jest mega, mega lepsze niż to ostatnie, pokój większy, łazienka czystsza, kuchnia też, a piwo smakuje tu wybornie, wino 2008 smakuje jak 1995, kotlety z mikrofali smakują jak Gotuj z Okrasą no i takie tam&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- rowery mamy rewelacyjne, trochę duże, ale dają radę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- we Frederiksberg Park są ptaki. Siedzimy na kocyku - a ty nie wróbel, nie gołąb, ani nawet nie sikorka, ale za to: CZAPLA, ŻURAW, GĘŚ, KAWKA-GIGANT. Robi wrażenie, bez kitu. Tu stokrotka, tu trawnik, a tu ptak normalnie większy niż rower na którym się przyjechało&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- dziewczyny nie uznały mi w skrablach słów: KEPI i BEZIK. GROWWWWWWWWLLLLLL&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- pierogi mamy Asi są Me-Ga, Me-Ga, Me-Ga&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Ouzo anyżkowe z wodą jest be. Very be.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wino za 30 koron jest ok. Very ok.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Muzeum w Louisianie. Była tam taka super instalacja, całe pomieszczenie ruszało się widać było "backstage" tej instalacji i jej "scenę" - rewelacja. Taka wizja świata po 9/11, z retrospekcją i refleksją zrobiona z pocztówek, zabawek, kamerek, telewizorów, plakatów, luster, sloganów, zdjęć. Robiło wrażenie, choć trudno to opisać. Np.: w jednym kącie widzi się silniczek, któr porusza taśmę na której zaczepione są fotografie. No ok, żadna rewelacja. Ale: te fotografie kameruje kamerka, która przesyła obraz do telewizorów, i okazuje sie, że te pocztówki przesuwające sie i defilujące przed tą kamerką - układają się w całość  - - tworzy się widok NY tuż przed katastrofą samolotu (tam są jeszcze jakieś ustrojstwa deformujące obraz) - - robi wrażenie, w zestawieniu z masą - - ok 30 różnych multiplikujących się elementów - - części składowych. Polecamy!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- polecamy nawet jeśli dalej krąży tam ten mewi Moby Dick, który czatuje na turystów i - - bombarduje ich konkretnie. Orła i Asię trafił. Por. headphonesandcoffee.blogspot.com&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- cmentarze duńskie są ok. Ludzie tam leżą nie tylko po śmierci. Także za życia popijają piwko, wylegują się na trawie, opalają się topless, uprawiają jogging. No, fakt. Niektórzy też nie żyją. Ale jest cudownie na cmentarzach duńskich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jutro - o tym jak Orzeł kontynuuje swoją przygodę z rowerami wywalając się KONKRETNIE na prostej drodze (acz - dyskutując po winie o grillu. O tak.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozdrowienia od chrapuktów, pijutków co już śpią słodko,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Orzeł, the Sober One&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-5234481116881965237?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/5234481116881965237/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=5234481116881965237' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5234481116881965237'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5234481116881965237'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/04/alo-alo-pt-2.html' title='Alo alo? Pt. 2'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-7287073529630482388</id><published>2008-04-29T22:21:00.003+02:00</published><updated>2008-04-29T22:44:52.596+02:00</updated><title type='text'>nie chce zmywać garów.</title><content type='html'>&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-5df0167864da9daa" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v12.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3D5df0167864da9daa%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1331963304%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D512B068476915BDF386026378363C3D598EA90FA.2E5CE3E82B17987A6CF3CCF5ED5BE6E4DD6CAE04%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D5df0167864da9daa%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3D5oCCUrY4W0rrAQc2Oc4SzpY7qIA&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v12.nonxt3.googlevideo.com/videoplayback?id%3D5df0167864da9daa%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1331963304%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D512B068476915BDF386026378363C3D598EA90FA.2E5CE3E82B17987A6CF3CCF5ED5BE6E4DD6CAE04%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3D5df0167864da9daa%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3D5oCCUrY4W0rrAQc2Oc4SzpY7qIA&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-7287073529630482388?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='enclosure' type='video/mp4' href='http://www.blogger.com/video-play.mp4?contentId=5df0167864da9daa&amp;type=video%2Fmp4' length='0'/><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/7287073529630482388/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=7287073529630482388' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7287073529630482388'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7287073529630482388'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/04/nie-chce-zmywa-garw.html' title='nie chce zmywać garów.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-725290471131415574</id><published>2008-04-28T01:16:00.002+02:00</published><updated>2008-04-28T01:19:01.061+02:00</updated><title type='text'>Alo Alo?</title><content type='html'>Bzzz bzzz, halo, halo, tu prosto z CPH nadaje Orzeł, tak tak, to ja, we własnej osobie, na razie na zachętę scenki rodzajowe, a już jutro - mrożące krew w żyłach historie rodem z Hitchcocka, ptaki w roli głównej!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scenki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A: Zrobiłam ciasto cukiniowe&lt;br /&gt;U i M: O, super&lt;br /&gt;(po degustacji)&lt;br /&gt;U: Fajne. Ale smakuje jak marchewkowe&lt;br /&gt;M: Ale jak tak się głęboko wsmakować... to czuć cukinię&lt;br /&gt;U: Hm. Właściwie to smakuje jak piernik. Marchewkowe też smakuje jak piernik.&lt;br /&gt;A: No bo te warzywa to tylko po to, żeby ciasto było mokre&lt;br /&gt;M: Czyli ściem taka. Robisz ciasto marchewkowe i cukiniowe - a i tak wychodzi piernik.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(następnego dnia)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A: O, mam jeszcze kilo pomidorów&lt;br /&gt;M: To może zrobimy ciasto pomidorowe.&lt;br /&gt;U: Uhm, czyli piernik&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* * *&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A: A nie wiem czy wiecie, ze syrenka warszawska i duńska są siostrami&lt;br /&gt;M: Tia, to jakaś ściema, nie wiem skąd jest ta legenda, poza tym, że jest legendą z przewodnika&lt;br /&gt;A: No, ale wstydziłyśmy się z Natalią bo nie pamiętałyśmy tej legendy o syrence&lt;br /&gt;U: Czekaj, co to było, jakiś rybak? Wars i Sawa.&lt;br /&gt;M: Ale to była chyba normalna dziewczyna, Sawa i jeszcze do tego jakaś syrenka&lt;br /&gt;U: Nie, to była chyba Sawa syrenka&lt;br /&gt;M: A, no ok, Wars i Sawa. I siostra Praga.&lt;br /&gt;A: Ta, kurna i mieli siostrę Bemowo&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Będzie więcej!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-725290471131415574?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/725290471131415574/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=725290471131415574' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/725290471131415574'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/725290471131415574'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/04/alo-alo.html' title='Alo Alo?'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-687959021936126958</id><published>2008-04-26T00:54:00.004+02:00</published><updated>2008-04-26T01:15:14.821+02:00</updated><title type='text'>przyjechali.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SBJi33i6BwI/AAAAAAAAD58/pigBnWOuq-0/s1600-h/weekend_majowy+002.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SBJi33i6BwI/AAAAAAAAD58/pigBnWOuq-0/s320/weekend_majowy+002.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193322032254289666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/SBJi4Xi6BxI/AAAAAAAAD6E/B-zV28HHbqc/s1600-h/weekend_majowy+006.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/SBJi4Xi6BxI/AAAAAAAAD6E/B-zV28HHbqc/s320/weekend_majowy+006.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193322040844224274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SBJi4ni6ByI/AAAAAAAAD6M/oMRytEkE8OQ/s1600-h/weekend_majowy+003.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SBJi4ni6ByI/AAAAAAAAD6M/oMRytEkE8OQ/s320/weekend_majowy+003.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193322045139191586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SBJi43i6BzI/AAAAAAAAD6U/1aCJ9zA7Nlc/s1600-h/weekend_majowy+004.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SBJi43i6BzI/AAAAAAAAD6U/1aCJ9zA7Nlc/s320/weekend_majowy+004.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193322049434158898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;i zrobiło się swojsko, hyhy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/SBJi5Hi6B0I/AAAAAAAAD6c/s0NOwFZHQR8/s1600-h/weekend_majowy+007.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/SBJi5Hi6B0I/AAAAAAAAD6c/s0NOwFZHQR8/s320/weekend_majowy+007.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5193322053729126210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A potem odbyło się rytualne pompowanie materaca:&lt;br /&gt;M:Muszę zmienić pozycję.&lt;br /&gt;U:Ale zobacz, podnosi się...Bo to trzeba takie długie.&lt;br /&gt;M:Mówiłem!A nie - skaczesz jak ta żaba!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oddaję głos Mariuszowi, bo Ula stanowczo powiedziała, że nie napisze ani słowa;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-687959021936126958?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/687959021936126958/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=687959021936126958' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/687959021936126958'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/687959021936126958'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/04/przyjechali.html' title='przyjechali.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/SBJi33i6BwI/AAAAAAAAD58/pigBnWOuq-0/s72-c/weekend_majowy+002.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-5606845926264255167</id><published>2008-04-22T19:39:00.004+02:00</published><updated>2008-04-22T20:45:37.687+02:00</updated><title type='text'>politycznie.</title><content type='html'>Czyli "Polski hydraulik i inne opowieści ze Szwecji" Macieja Zaremby w roli głównej:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maria i Magdalena nie dorastały do wymagań stawianych profesjonaliście w służbie państwa opiekuńczego. (...)Jeśli się je obiad z jednym, trzeba być gotowym jeść ze wszystkimi.A nie jada się ze wszytskimi. Sympatia rodzi się spontanicznie, współczucie budzi nie zawsze ten, kto go najbardziej potrzebuje. I jeśli da się wyraz tym uczuciom i przerodzą się one w czyn, powstaje przywilej i cierpi na tym równość. Naszym celem i obowiązkiem jako urzędników państwa opiekuńczego jest wszakże promowanie oprócz równości także godności ludzkiej. Pacjent czy klient jest od nas uzależniony. Jeśli zauważy, że wzbudzając sympatię, może zjednać sobie bardziej osobiste traktowanie, będzie próbował tę sympatię wzbudzić. (...) Z punktu widzenia godności taka sytuacja jest nie do przyjęcia, przekształca bowiem pacjenta w petenta. Nasza opieka nie jest przywilejem, jest uprawnieniem przysługującym wszystkim bez różnicy. To odróżnia państwo opiekuńcze od poniżającej dobroczynności. (...)&lt;br /&gt;Wszystko poza zwykłą grzecznością jest niestosowne (...). Wynika z tego, że w państwie opiekuńczym każdy gest spontanicznej solidarności lub współczucia godzi albo w równość albo w godność pacjenta.&lt;br /&gt;Policja notuje: "Pierwszy uścisk miał miejsce w czasie Wielkanocy". "Podejrzana czytała pacjentowi gazety".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwłaszcza jedna z dziewcząt zasługuje na pochwałę:" Dostała kwiatek na Dzień Matki- nie przyjęła. Nie chciała zacierać stosunku służbowego".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wielu staruszków pragnie wiedzieć, jak się mają sąsiedzi. Odpowiedź zawsze brzmi "w porządku", nawet jeśli są umierający. Obowiązek zachowania tajemnicy służbowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podczas szkolenia 24 stycznia 1991 roku personel obozu dla uchodźców w Orfa dowiedział się, że:&lt;br /&gt;Przedszkolanka dopuszcza się przewinienia służbowego odwiedzając dziecko z okazji urodzin i dając się poczęstować tortem.&lt;br /&gt;Nauczyciel dopuszcza się przewinienia służbowego, jeśli udaje się do domu uchodźcy i razem przygotowują posiłek.&lt;br /&gt;Tłumaczowi nie wolno tłumaczyć listów w czasie wolnym od pracy.&lt;br /&gt;Próby pocieszania oczekujących na azyl są błędem ze strony tłumacza.&lt;br /&gt;Nauczycielowi nie wolno rozmawiać z rodzicami dziecka.&lt;br /&gt;Personelowi nie wolna obcować z uchodźcami w czasie wolnym od pracy.&lt;br /&gt;Odwiedzanie uchodźcy w domu lub picie z nim kawy jest wyrzeczeniem się swojego zawodu.&lt;br /&gt;Wzywa się pracowników by się wzajemnie obserwowali i pilnowali przestrzegania zasad. Przekroczenia należy zgłosić kierownictwu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;***&lt;br /&gt;I to się właśnie nazywa "państwo dobrobytu". Niewiarygodne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-5606845926264255167?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/5606845926264255167/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=5606845926264255167' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5606845926264255167'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5606845926264255167'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/04/politycznie.html' title='politycznie.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-4622055134123769815</id><published>2008-04-16T20:52:00.002+02:00</published><updated>2008-04-16T21:03:57.795+02:00</updated><title type='text'>urodziny u rodziny!</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SAZMeWt7FmI/AAAAAAAAD5U/u2ZVLrtSToM/s1600-h/urodziny_2.bmp"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SAZMeWt7FmI/AAAAAAAAD5U/u2ZVLrtSToM/s320/urodziny_2.bmp" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5189919704969057890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-4622055134123769815?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/4622055134123769815/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=4622055134123769815' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4622055134123769815'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4622055134123769815'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/04/urodziny-u-rodziny.html' title='urodziny u rodziny!'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/SAZMeWt7FmI/AAAAAAAAD5U/u2ZVLrtSToM/s72-c/urodziny_2.bmp' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-462105567758917406</id><published>2008-04-12T16:57:00.004+02:00</published><updated>2008-04-12T17:28:48.268+02:00</updated><title type='text'>żart.</title><content type='html'>Wychodzę wczoraj z koleżanką z imprezy (impreza bardzo udana, więc jest ok.4.00), nie marzę o niczym innym jak tylko o tym, żeby jak najszybciej znaleźć się w łóżku, i co widzę?!&lt;br /&gt;Kompletny flak, a nawet dwa- po jednym w każdym rowerze, choć nawet nie stały obok siebie. Dojechałam bez problemu, więc podejrzewam, że ktoś dla zabawy spuścił nam powietrze z kół i w  dodatku perfidnie zabrał "zakrętki", żebyśmy czasem nie mogły napompować.&lt;br /&gt;Pominę już fakt, że:&lt;br /&gt;a)bilet na komunikację miejską kosztuje nocą dwa razy tyle co zwykle (nawet nie będę przywoływać tej kwoty)&lt;br /&gt;b)bilet na rower też trzeba kupić&lt;br /&gt;c)padało&lt;br /&gt;Bo najgorsze w tym wszystkim było to, że zielonego pojęcia nie miałam, jak dotrzeć komunikacją miejską do domu, a w dodatku- jak się okazało- nocny rozkład to już w ogóle wyższa szkoła jazdy (bo nie ma na przykład- tak jak u nas -jednego miejsca skąd ruszają wszystkie autobusy). I bądź tu człowieku mądry.&lt;br /&gt;W efekcie podróż zajęła nam mniej więcej 1,5 godziny (choć rowerem to jakieś 25 minut), co gorsze rano okazało się, że muszę z naprawą poczekać do poniedziałku, bo dziś wszystko pozamykane.&lt;br /&gt;Jednym słowem- bardzo śmieszny żart.Ha.Ha.&lt;br /&gt;(Choć jest pewien highlight całej sytuacji- drepcząc tak w tym deszczu i mając na ustach mało cenzuralne wyrażenia, przypomniałam sobie Mariuszową przygodę...Pamiętacie jak "Orzeł jeździł na rowerze"?Prawie déjà vu!;))&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-462105567758917406?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/462105567758917406/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=462105567758917406' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/462105567758917406'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/462105567758917406'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/04/art.html' title='żart.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-2936625269237791798</id><published>2008-04-08T00:08:00.004+02:00</published><updated>2008-04-08T00:27:16.354+02:00</updated><title type='text'>50:50</title><content type='html'>Bo w końcu najważniejsze, żeby plusy ujemne nie przeważyły plusów dodatnich. Tak?&lt;br /&gt;W takim razie nie wiem, czy był dziś dobry, czy zły dzień;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1.Nie mogę pominąć faktu, że udało mi się wreszcie załatwić odkładane już od jakiegoś czasu sprawy administracyjno-formalne. Byłam w zeszłym tygodniu 3 razy, zwykle w okolicach  godziny 14.00, może 15, i okazywało się zawsze, że o tej porze, to można co najwyżej klamkę pocałować. W żadnym biurze żywego ducha mimo zapewnień, że pracują do 16.00. Ale dziś się udało, więc &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;plus&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2.Wróciłam do domu i napisałam maila do „baby” (bo inaczej nazwać jej nie mogę) z Uniwersytetu Warszawskiego, z serią pytań dotyczących wyjazdu. Najpierw odesłała mnie do kogoś innego, z racji tego, że kwestia wykraczała podobno poza jej kompetencje (nie muszę chyba dodawać, że nie wykraczała, tylko po prostu źle przeczytała maila!), a potem odpowiedziała załączając w mailu wyłącznie link do strony, którą rzecz jasna przewertowałam 100 razy zanim zdecydowałam, że jednak napiszę, żeby wyjaśnić wątpliwości.&lt;br /&gt;„Szanowna Pani, Proszę mi wierzyć, że nie jestem na tyle nierozgarnięta, żeby nie zapoznać się z informacjami zawartymi na stronie instytutu” było naprawdę wygładzoną wersją tego, co zamierzałam napisać na początku. Zdenerwowała mnie okropnie. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Minus&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3.Rano koleżanka napisała, że udało jej się zdobyć dla mnie bilet na jutrzejszy koncert w Vedze, który został wyprzedany dawno, dawno temu. Co więcej miałam za ów bilet zapłacić niewiele ponad połowę ceny,  więc mimo że nazwy zespołów (Lykke Li (S) &amp;amp; El Perro Del Mar) brzmiały raczej obco, to jednak rekomendacja koleżanki i ogólna radość czerpana zwykle z chodzenia na koncerty sprawiły, że otrzymana informacja wprawiła mnie z rana w niezwykle dobry humor. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Plus&lt;/span&gt;, nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4.Wieczorem koncert odwołali, bo gwiazda straciła głos. Jakby &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;minus&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5.Ale również wieczorem odebrałam telefon (a właściwie 2!) z zaproszeniem na rozmowę w sprawie pracy. Nowe, zapowiadające się bardzo interesująco miejsce w Kopenhadze (klubokawiarnia), więc jestem dosyć podekscytowana, tym bardziej, że to chyba pierwsza aplikacja, która nie pozostała bez odpowiedzi. Przepis na sukces? Napisałam ją po duńsku. Wszyscy pięknie mówią po angielsku, ale jak przychodzi co do czego, to jednak by się chciało, żeby kelner w knajpie potrafił się w języku ojczystym wysłowić. Niby rozumiem, ale uwierzcie, że kiedy kolejny mail pozostaje bez odpowiedzi, to się człowiek zaczyna poważnie zastanawiać, czy jego kwalifikacje spadły aż tak bardzo, że nawet się na kelnera nie nadaje, a stąd prosta droga do depresji;). Zatem mimo wszystko (bo pracy jeszcze wszak nie ma) &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;plus&lt;/span&gt;!(a w środę o 12  proszę oba kciuki mocno trzymać).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i w którą stronę przeważyło?;)&lt;br /&gt;Z pozdrowieniami,&lt;br /&gt;Panna Joanna w zawieszeniu.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-2936625269237791798?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/2936625269237791798/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=2936625269237791798' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/2936625269237791798'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/2936625269237791798'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/04/5050.html' title='50:50'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-20077571770019735</id><published>2008-04-02T21:45:00.002+02:00</published><updated>2008-04-02T21:55:33.429+02:00</updated><title type='text'>copenhagen freeze!</title><content type='html'>"Pause for thought. Pause for human kind. Pause for our planet. A prank for a laugh!"&lt;br /&gt;We wtorek zamarzliśmy o 18 na dworcu głównym w Kopenhagdze. Bardzo fajna inicjatywa, także serdecznie polecam, jeśli tylko pojawi się w Warszawie!&lt;br /&gt;I nawet załapałam się w kadr!Film niestety słabej jakości, ale to tylko 6 minut!&lt;br /&gt;Aha, a z głośnika słychać:&lt;br /&gt;"This is a message to all passengers. It seems like some people are trapped in time. So be careful out there."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="425" height="355"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/xAf7sq5h_zE&amp;hl=en"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="wmode" value="transparent"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/xAf7sq5h_zE&amp;hl=en" type="application/x-shockwave-flash" wmode="transparent" width="425" height="355"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-20077571770019735?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/20077571770019735/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=20077571770019735' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/20077571770019735'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/20077571770019735'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/04/copenhagen-freeze_6420.html' title='copenhagen freeze!'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-107042629382290147</id><published>2008-03-13T16:29:00.005+01:00</published><updated>2008-03-13T18:06:19.692+01:00</updated><title type='text'>koniec świata.</title><content type='html'>Kammerjunke (przetłumaczone na ang. jako small sweet rusks), to pyszne, twarde, chrupiące duńskie ciasteczka śniadaniowe, które dodaje się do mleka (lub kefiru- wedle upodobań) zamiast oklepanych muesli czy nesquicka. Miłością do nich zaraził mnie Mariusz, kiedy przyjechał do Kopenhagi we wrześniu i pokazał z czym to się je.&lt;br /&gt;Zanim przejdę do meritum musicie wiedzieć, że:&lt;br /&gt;a)kammerjunke pojawiają się w sklepie wyłącznie w sezonie letnim&lt;br /&gt;b)są tanie jak barszcz (4-5 dkk za paczkę), co jest rzecz jasna dodatkową zaletą&lt;br /&gt;c)kupuje się je hurtowo, bo znikają w zastraszającym tempie ( zresztą "junke" oznacza "do drugs").&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Możecie więc sobie wyobrazić jaka była moja radość (zwłaszcza, że leje od rana i nic nie wskazuje na to, że zaczął się inny od chlapowatej zimo-jesieni sezon), kiedy krążąc między sklepowymi półkami, po 5 czy 6 miesiącach znowu natrafiłam na kammerjunke!Jednym słowem wiosna!&lt;br /&gt;Nauczona doświadczeniem zapakowałam do koszyka od razu dwie paczki (patrz punkt b i c), pobiegłam radośnie do półki z jogurtami,  dorzuciłam co trzeba i ustawiłam się w kolejce do kasy (nie zwracając nawet uwagi na to, że jak zwykle ciągnie się ona przez cały sklep, i jak zwykle tylko jedna kasa jest czynna). Podchodzę, pani skanuje kolejne towary, a kwota do zapłaty nieprzyjemnie wzrasta, mimo że koszyk specjalnie pełny nie jest. Nie było za bardzo czasu, żeby się nad tym w sklepie zastanowić (przez tę kolejkę, co się ciągnęła była), więc wróciłam do domu już w nieco mniej radosnym nastroju, wyciągam rachunek i oczom własnym nie wierzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kammerjunke, cholerne kammerjunke, 22 dkk za paczkę!!! Koniec świata.&lt;br /&gt;Wyciągam te "pyszne" ciasteczka, oglądam ze wszystkich stron, i dopiero po dłuższej chwili dostrzegam różnicę.&lt;br /&gt;Bo to nie są zwykłe kammerjunke, moi drodzy, ale "kammerjunke original, by appointment to the Royal Danish Court". Pfff.&lt;br /&gt;Chyba aż Ci Mariusz jedną paczkę przywiozę, żebyś ocenił eksperckim okiem.&lt;br /&gt;Mi tymczasem nie pozostaje nic innego jak urządzić jutro jednoosobowy protest, no bo jeśli do sklepów nie wrócą moje pyszne, TANIE i najwyraźniej nieoryginalne ciasteczka, to będę chyba zmuszona dodawać po jednym dziennie, żeby starczyło do końca pobytu;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ps. Mariusz, o dziwo miałeś rację, bo "junke" wymawia się nieco z angielska. "J" wyjątkowo czyta się jako "dż", i wychodzi mniej więcej "dżanke".&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-107042629382290147?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/107042629382290147/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=107042629382290147' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/107042629382290147'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/107042629382290147'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/03/koniec-wiata.html' title='koniec świata.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-5556635243789085776</id><published>2008-03-10T17:54:00.006+01:00</published><updated>2008-03-10T21:56:09.271+01:00</updated><title type='text'>spiesz się powoli.</title><content type='html'>Już dawno zauważyłam, że we wszelkiego rodzaju urzędach, czy bankach udziela się pracownikom leniwa atmosfera miasta i bardzo spokojny- by nie rzecz powolny- tryb życia.&lt;br /&gt;No, ale dzisiejsza sytuacja przerosła moje najśmielsze oczekiwania!I do końca życia będę żałować, że nie miałam przy sobie aparatu.Film byłby pierwszoligowy!&lt;br /&gt;A scenka wyglądała mniej więcej tak (choć obawiam się, że słowami oddać się tego nie da):&lt;br /&gt;Wchodzę do banku, biorę numerek, patrzę- wszystkie okienka czynne (ale nie wiedzieć czemu, tylko przy dwóch obsługiwani są klienci), przede mną 1 osoba, więc myślę- będzie szybko.&lt;br /&gt;Ale gdzie tam!Przez następne 15 minut:&lt;br /&gt;-pani nr 1 usilnie wpatruje się w monitor, i udaje, że jest bardzo zajęta (i będzie tak udawała do samego końca).&lt;br /&gt;-pani nr 2 wychodzi i już nie wraca, prawdopodobnie przeraża ją ustawiająca się za mną kolejka.&lt;br /&gt;-pan nr 3 dosyć długo obsługuje dziewczynę, która stała przede mną, potem również zniknie w czeluściach banku i pojawi się dopiero pod koniec akcji.&lt;br /&gt;-pani nr 4 również obsługuje klienta, ku mojej wielkiej radości nie znika, więc stoję w gotowości, że to już moja kolej, ale oto w tym samym momencie, ni stąd ni zowąd, przebiega mi przed nosem mały kundelek, i jako że pani nr 4 siedzi najbliżej, udaje się w jej kierunku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozczulona widokiem pani nr 4 (dobra, przyznaję, pies był śliczny, no ale BEZ przesady), odchodzi od okienka, żeby psa pogłaskać, zaczyna z nim rozmawiać, a ja czekam. Czekam, a za mną ustawia się kolejka (przypomnę, że 2 bohaterów akcji już zniknęło, a jeden pozostaje nadal bardzo zajęty). Myślę sobie- farsa, ale ok- jeśli przestanie w ciągu 15 sekund, zostanie jej przebaczone.Pani jednak nie wygląda jakby miała przestać, owszem, po chwili wstaje, ale bynajmniej nie po to by wrócić do pracy, lecz by poczęstować psa kanapką, bo na pewno jest głodny!Nie wierzę.&lt;br /&gt;Wszystko trwa dobre 5-7 minut, na szczęście pojawia się facet z okienka nr 3, bo pani nr 4 najwyraźniej zakończyła na dziś pracę. Odetchnęłam z ulgą. Za wcześnie!&lt;br /&gt;Bo oto Pan, zamiast skierować sie w stronę stanowiska również zaczyna zabawę z psem, a ja się zastanawiam, czy aby na pewno jestem w banku.Dosyć szybko wraca jednak do swoich obowiązków, ale okazuje się, że ważniejsze od czekających w naprawdę już długiej kolejce klientów jest porządkowanie papierów.Mhm.&lt;br /&gt;Przez moment mam ochotę delikatnie przywołać wszystkich do porządku, ale cała sytuacja wydaje mi się na tyle absurdalna, że mimowolnie uśmiecham się do siebie, i czekam na dalszy rozwój wydarzeń. Najwyraźniej wpływa to uspokajająco na panią nr 4, która chwilę później idzie do łazienki i wraca z miską wody...!&lt;br /&gt;Wreszcie na tablicy pojawia się mój numerek, podchodzę do pani nr 4, zostaję obszczekana przez psa (a jak, zagrożeniem wszak jestem poważnym) i mówię (po angielsku), że chciałabym to i to. W odpowiedzi słyszę duński bełkot, więc uprzejmie pytam : Excuse me..?&lt;br /&gt;A pani na to roześmiana: Oh, I'm sorry, I was talking to a dog. How can I help you..?&lt;br /&gt;HOW?!Naprawdę jestem przeciwna oczekiwaniu od człowieka wydajności robota, ale przechyleniu w drugą stronę również stanowczo mówię nie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w ogóle to właśnie po raz pierwszy w życiu upiekłam chleb. Oto do czego doprowadziły mnie paskudne duńskie ceny za równie paskudne duńskie pieczywo;).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-5556635243789085776?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/5556635243789085776/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=5556635243789085776' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5556635243789085776'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5556635243789085776'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/03/spiesz-si-powoli.html' title='spiesz się powoli.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-3738426308120572862</id><published>2008-03-06T11:57:00.006+01:00</published><updated>2008-03-06T23:19:43.924+01:00</updated><title type='text'>powtórka z rozrywki.</title><content type='html'>Nowy semestr, nowi ludzie, i stare zwyczaje, czyli kolejna cabin trip za mną. Miałam o niej nie wspominać, bo formułę znacie  i "24 hour party people" nadal bardzo precyzyjnie opisuje ideę wyjazdu.Nie mogę jednak całkiem pominąć tego wydarzenia ze względu na co najmniej 2 istotne kwestie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze, zdjęcie roku, czyli Phillip (tak, ten Phillip) w roli księżniczki (dodam, że ma na sobie własnoręcznie- no, z pomocą koleżanki- zrobioną sukienkę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/R8_PKB2EeQI/AAAAAAAAD38/BLK2ThkVIUo/s1600-h/phillip.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/R8_PKB2EeQI/AAAAAAAAD38/BLK2ThkVIUo/s320/phillip.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5174582268072851714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;A po drugie mrożące krew w żyłach opowieści, serwowane przy śniadaniu przez brazylijskie dziewoje.&lt;br /&gt;Wszystko zaczęło się od tego, że w Kopenhadze wybuchły ostatnio dwie bomby, obie w solariach, w niewielkim od siebie odstępie czasowym. Wydarzenia odbiły się dosyć szerokim echem w mediach, i zasiały niepokój w żyjącym błogo i bezstresowo społeczeństwie.&lt;br /&gt;Susanne (Norwegia): My parents were shocked, and my grandmother kept calling me and asking if I am fine!&lt;br /&gt;Dziewczyny z Brazylii też były shocked, ale z nieco innego powodu:&lt;br /&gt;-Well, it happens all the time in Brasil (z nudą w głosie). Our parents were scared, when they made rebellion in prisons. Who would care about single bomb..?&lt;br /&gt;No to ja dziękuję.&lt;br /&gt;A potem było o karnawale (wiadomo) i okazało się, że to czas, kiedy dosyć mocno rozluźniają się wszelkie zasady moralne(które i tak specjalnie restrykcyjne nie są).I że to wcale nie taka frajda znaleźć się w falującym tłumie, bo zamiast tańczyć i dobrze się bawić, trzeba się głównie opędzać od namolnych, żądnych przygód i wrażeń mężczyzn, którzy jeśli akurat mają ochotę cię pocałować, to po prostu cię pocałują i pytać o zgodę nie będą. I choć z jednej strony strony dziewczyny mówiły o tym w kategorii nieakceptowalnych zachowań, zaraz potem można było mieć wątpliwości czy naprawdę im się to aż tak bardzo nie podoba ( i tu mała wskazówka dla Panów, gdyby im się kiedyś zdarzyło obcować z gorącymi Brazylijkami;))!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Danish guys are so terrible!They are talking, and talking and talking. And I am sitting, pretending to listen, and thinking: Shut up and kiss me!If I like it, then we can talk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym słowem- całuśny naród. Całowanie jest czynnością niemal tak naturalną jak nie wiem, podanie ręki, i nikogo to specjalnie nie dziwi.&lt;br /&gt;Cóż, cultural differences. (Tu pomyślałam ciepło o mieszkającej z Ulą Chince: "I don't like kissing. I like swimming and skiing".Myślę, że w Brazylii czułaby się świetnie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A propos cultural difference: wspomniałam, że po naszej pamiętnej kłótni Katia powiedziała, że w Szwajcarii nikt nigdy nie zaproponowałby drugiej osobie zrobienia imprezy z udziałem "jej/jego terytorium" (pokoju), gdyby ta osoba sama nie wyszła z taką inicjatywą...???!&lt;br /&gt;Z dwóch skrajności zdecydowanie wybieram Brazylię;)&lt;br /&gt;Ave!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-3738426308120572862?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/3738426308120572862/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=3738426308120572862' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3738426308120572862'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3738426308120572862'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/03/powtrka-z-rozrywki.html' title='powtórka z rozrywki.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/R8_PKB2EeQI/AAAAAAAAD38/BLK2ThkVIUo/s72-c/phillip.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-3645757533261768087</id><published>2008-02-27T20:33:00.008+01:00</published><updated>2008-02-27T21:48:40.056+01:00</updated><title type='text'>silence please, czyli wizyta w ddc.</title><content type='html'>Od dłuższego czasu planowałam wybrać się do Danish Designe Center, bo w końcu design to jedno z tych skojarzeń, które jako jedno z pierwszych przychodzi na myśl, gdy pada hasło "Skandynawia".&lt;br /&gt;Chciałam zmieścić się w 4 godzinnym przedziale czasowym, w środę między 17 a 21 (wstęp wolny), no i okazało się, że to wcale nie takie proste, bo a to pogoda nie taka, a to spotkanie, a to zajęcia,  a to impreza, jednym słowem zawsze coś. Aż do dziś.&lt;br /&gt;Po 15 minutowej, stoczonej w myślach bitwie (jechać- nie jechać), spowodowanej wiejącym 150 km/h wiatrem,  zdecydowałam po Czarkowemu: "A, jadę!", no i pojechałam (i szybko się zorientowałam, że wyjście z domu nie było najlepszym pomysłem, bo każdy podmuch wiatru spychał mnie kolejno to na prawą, to na lewą stronę ścieżki, i modliłam się w duchu, żeby tylko nie spaść z roweru i uniknąć gazety na twarzy.Uff, udało się).&lt;br /&gt;Szczęśliwie dojechałam i jakże bardzo się rozczarowałam.&lt;br /&gt;Taki świetny mają dizajn, a tam ledwo pięć eksponatów na krzyż. No żenada. Większość ekspozycji w formie zdjęć z opisami- dziękuję bardzo, mogę sobie album kupić i w domu pooglądać.&lt;br /&gt;Wyprawę wybronił tylko jeden projekt: wystawa zatytułowana "FLOWmarket".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/R8XH7Zk16SI/AAAAAAAAD3s/HtfXOxXC_Bs/s1600-h/collage.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/R8XH7Zk16SI/AAAAAAAAD3s/HtfXOxXC_Bs/s320/collage.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5171759570396506402" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Co byście sobie zakupili...?:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wracając mijałam Vegę, i bardzo żałowałam, że nie mogę wstąpić.&lt;br /&gt;Panic!At the disco grają,bilet 320 DKK.&lt;br /&gt;No bez przesady jednak...!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-3645757533261768087?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/3645757533261768087/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=3645757533261768087' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3645757533261768087'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3645757533261768087'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/02/silence-please-czyli-wizyta-w-ddc.html' title='silence please, czyli wizyta w ddc.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/R8XH7Zk16SI/AAAAAAAAD3s/HtfXOxXC_Bs/s72-c/collage.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-444670084385184107</id><published>2008-02-22T16:47:00.004+01:00</published><updated>2008-02-22T17:02:24.481+01:00</updated><title type='text'>skål!</title><content type='html'>Bo każda okazja jest dobra, żeby się napić.....;-).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/R77vypk16RI/AAAAAAAAD3I/X38cLFCn9oE/s1600-h/tuborg.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 342px; height: 216px;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/R77vypk16RI/AAAAAAAAD3I/X38cLFCn9oE/s320/tuborg.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5169833075700787474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p&gt;"If you like your beer, you could do a lot worse than taking a trip to Denmark around Easter.&lt;br /&gt;An old Danish tradition marked the coming of Easter by changing the thin everyday beer with a stronger version &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;to celebrate the religious period&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p&gt;At the beginning of the 20th century a couple of Danish breweries decided to capitalize on this tradition and introduced a bottled Easter Brew. Since then various Danish breweries have brought out a new Easter Brew every year, which is stronger than normal beer and usually experiments with different ingredients.&lt;/p&gt;&lt;p&gt;The Easter Brew has become so popular in Denmark that new traditions have been created around the beer. One of these traditions is the “P-dag” or “P-day”(22nd of February this year), the annual day when the breweries introduce their Easter Brew.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;The “P” stands for “Påske”, which is the Danish word for Easter.&lt;/p&gt; &lt;p&gt;On P-day any self-respecting beer enthusiast (and hordes of students) will meet up with other beer enthusiasts to taste and discuss some of the new Easter Brew. Nowadays more than 100 different Easter Brews are introduced on P-day, so needless to say many beer drinkers end P-day on very shaky legs.".&lt;/p&gt;&lt;p&gt;Zatem do usłyszenia, jak wytrzeźwieję....;-).&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-444670084385184107?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/444670084385184107/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=444670084385184107' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/444670084385184107'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/444670084385184107'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/02/skl.html' title='skål!'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/R77vypk16RI/AAAAAAAAD3I/X38cLFCn9oE/s72-c/tuborg.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-1774689712076624544</id><published>2008-02-20T22:18:00.002+01:00</published><updated>2008-02-20T23:04:09.554+01:00</updated><title type='text'>rekord.</title><content type='html'>Ja wiem, że już wiele razy było o cenach.Wiem. Ale tym razem naprawdę nie mogę sobie tego odmówić, bo chyba padł dziś kolejny rekord.&lt;br /&gt;Po pół roku powinnam była przestać się dziwić (i po części tak się stało, zduńczyłam się z lekka, zresztą gdybym dalej liczyła każdą koronę, to chyba byłabym już siwiusieńka), ale przyjazd Natalii i jej przerażenie w oczach przy każdej sytuacji związanej z płaceniem, przypomniał mi jak paskudnie tu drogo.&lt;br /&gt;Ale do rzeczy: będzie o usługach fryzjerskich.&lt;br /&gt;Nie zrobiła na mnie specjalnego wrażenia rzucona przez fryzjerkę kwota rzędu 150 zł za najzwyklejsze w świecie strzyżenie, w zupełnie normalnie wyglądającym salonie. Nie zachęciła mnie jednak na tyle, żeby z usługi skorzystać.&lt;br /&gt;Pewnego razu przechadzając się z Natalią po kopenhaskich uliczkach, zauważyłam plakat "Models wanted". Z doświadczeń brytyjskich oferta taka kojarzyła mi się z usługą po bardzo preferencyjnych cenach, przy założeniu, że fryzjer może zrobić na głowie co mu się podoba. W praktyce jednak ustalało się zwykle szczegóły (no, większość), i można było zasiąść na fotelu, będąc pewnym, że nic złego się nie stanie. Jedynym minusem był fakt, że niekiedy trwało wszystko ponad przeciętnie długo (ok. 2h), ale za to płaciło się grosze (nawet gdy były to funty, to nadal- grosze).&lt;br /&gt;Logika wskazywałaby na to, że w Kopenhadze będzie podobnie, i że to dobry sposób by uniknąć odchudzenia portfela o 300 DKK.&lt;br /&gt;Więc wybraliśmy się dziś, z desperacko poszukującym taniego fryzjera kolegą, i szczęki nam opadły. Dosłownie.&lt;br /&gt;No nie zgadniecie ile kosztuje taki luksus!Ja w każdym razie zamarłam.&lt;br /&gt;Oferta specjalna: zaledwie 630DKK dla Panów, i 680DKK dla Pań.&lt;br /&gt;(&amp;amp;@#^&amp;amp;(*!@)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego ja wybrałam Skandynawię?!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-1774689712076624544?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/1774689712076624544/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=1774689712076624544' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/1774689712076624544'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/1774689712076624544'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/02/rekord.html' title='rekord.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-5673148683508962625</id><published>2008-02-17T18:12:00.002+01:00</published><updated>2008-02-17T18:37:26.566+01:00</updated><title type='text'>Ostatni post Natalii, czyli generalne spostrzeżenia</title><content type='html'>Mój pobyt w Kopenhadze dobiega końca, pora zatem na kilka uwag ogólnych i doniesień z życia Joanny na obczyźnie:&lt;br /&gt;1) Czy wspominałam, jak tu drogo?&lt;br /&gt;2) Czy wy wiecie, co z tą Joanną się stało? Zrobiła się pyskata (jeszcze bardziej:)), chciała się ze mną całować na imprezie, ciągle szaleje na Erasmus parties, nie ma prawie zajęć, w ogóle Sodoma i Gomora!&lt;br /&gt;3) Duńczycy są przystojni, chociaż przyznać muszę, że po pewnej (niewielkiej właściwie) ilości alkoholu, Włosi też (Erasmus we Włoszech, tyle pokus, ale nie mam zamiaru ulec, o nie!)&lt;br /&gt;4) Joanna NARESZCIE, dzięki MNIE obejrzała trochę więcej Kopenhagi ("ojej, tu jest kościół! nigdy go wcześniej nie zauważyłam!") i okazało się, że jest w niej nawet coś do zobaczenia&lt;br /&gt;5) Kopenhaga z góry jest brzydka&lt;br /&gt;6) Ale z dołu jest ładna&lt;br /&gt;7) Kierkegaard ma rozczarowujący grób, takie płyty zdechłe, bez sensu&lt;br /&gt;8) Ale Andersen za to ma taki, jak trzeba&lt;br /&gt;9)  Nie  umiem prawą ręką puścić kierownicy, więc stanowię zagrożenie na kopenhaskiej drodze, bo ni cholery nie jestem w stanie pokazać, że skręcam w prawo&lt;br /&gt;10) A wczoraj był w ogóle mega trendy totalny wypas, bo poszłyśmy na kawę z reżyserem duńskiego kandydata do oscara - to się nazywa mieć odpowiednie znajomości w Kopenhadze!&lt;br /&gt;Ech, wychodzić na lotnisko trzeba, do zobaczenia w Warszawie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-5673148683508962625?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/5673148683508962625/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=5673148683508962625' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5673148683508962625'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5673148683508962625'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/02/ostatni-post-natalii-czyli-generalne.html' title='Ostatni post Natalii, czyli generalne spostrzeżenia'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-4078522086685111590</id><published>2008-02-11T21:57:00.000+01:00</published><updated>2008-02-11T22:29:47.983+01:00</updated><title type='text'>Akt pierwszy, czyli nieustające zdumienie Natalii oraz akt drugi, czyli: czy Szwajcaria nie wydaje się Wam najmniej potrzebnym krajem świata?</title><content type='html'>Akt pierwszy: Kopenhaga jest urocza i śliczna, i w ogóle, ale od czasu do czasu ma się ochotę zapytać z ciężkim westchnieniem: "ależ dlaczego, dlaczego tu jest tak drogo?" Pomińmy może colę za 9zł, piwo za 20, wycieczkę kawałeczek za miasto za 120 w jedną stronę itp. Dzisiaj jednak, w Netto obok Asi, stanęłyśmy przed półką z nabiałem, spojrzałyśmy na żółty ser i doszłyśmy do wniosku,  że naprawdę nie możemy sobie na niego pozwolić. To troszkę smutne było. Zwłaszcza, iż chwilkę wcześniej Asia spędziła 10 minut porównując długość cukinii, "bo przecież są na sztuki, trzeba znaleźć największą!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Akt drugi: jak wiecie, Joanna ma dzisiaj urodziny. Z tej okazji planowała zrobić pierwszą w drugim mieszkaniu imprezę. Nie jest to jednak, jak się okazało, takie łatwe. Otóż Joanna ma współlokatorkę. Współlokatorka jest ze Szwajcarii. Współlokatorka ma większy pokój. Współlokatorka na pytanie, czy możemy zrobić imprezę urodzinową w całym mieszkaniu, odpowiedziała "I have to think about it". No i myślała, najwyraźniej bardzo intensywnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Współlokatorka: So, are you going to make a party?&lt;br /&gt;Asia: Well, I don't know, what do you think about it?&lt;br /&gt;W: Well, I don't really want people in my room. Have you seen my room? It's bigger and everybody is going to stay in my room and I don't know them.&lt;br /&gt;A: You know some of them...&lt;br /&gt;W: But I don't like them and they don't like me.&lt;br /&gt;Ja (w myślach): and now we know, why...&lt;br /&gt;A: ok, what can I say.&lt;br /&gt;W: But you're not letting me explain! It's a very difficult situation for me.&lt;br /&gt;Ja (w myślach): no w ryjka, domówka na 20 osób, faktycznie zajebiście difficult situation.&lt;br /&gt;A: so please, explain.&lt;br /&gt;W: you can put your furniture in my room but I don't like people invading my privacy. How do you think this party will look like?&lt;br /&gt;A: Yyyy? I don't know, like a party...&lt;br /&gt;W: I've seen these parties, there will be a crowd in my room and I am not paying for my room so that some people I don't know or I don't like stay in it.&lt;br /&gt;A: Ok, it's your choice, what can I say.&lt;br /&gt;W: But you're not letting me explain, I want to stay in my room...&lt;br /&gt;I w tym momencie uprzejma Asia nie wytrzymała.&lt;br /&gt;A: Fine, just stay in it!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No a teraz, wszyscy razem: O MAMUSIU!&lt;br /&gt;Gdyby mieszkanie nie było tak ładne,  trudno byłoby zrozumieć, jak można wytrzymać taką panienkę. Asia rozważa kolejne przenosiny, a imprezę zrobimy w jej pokoju i w kuchni. I będziemy bardzo, bardzo głośno.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-4078522086685111590?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/4078522086685111590/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=4078522086685111590' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4078522086685111590'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4078522086685111590'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/02/akt-pierwszy-czyli-nieustajce-zdumienie.html' title='Akt pierwszy, czyli nieustające zdumienie Natalii oraz akt drugi, czyli: czy Szwajcaria nie wydaje się Wam najmniej potrzebnym krajem świata?'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-2151284682354210842</id><published>2008-02-08T18:34:00.000+01:00</published><updated>2008-02-08T19:20:07.592+01:00</updated><title type='text'>O wódce i innych nieporozumieniach, czyli Natalii w Kopenhadze dzień pierwszy</title><content type='html'>A zaczęło się tak: w kolejce do odprawy na Etiudzie przypomniałam sobie,  ze linie norwegian wymagają opłaty za każdy nadawany bagaż. Opłaty oczywiście nie uiściłam, pomyślałam jednak, że mój plecaczek w zasadzie nadaje się na bagaż podręczny. Pani się ze mną zgodziła, po czym zapytała: a ma pani jakieś płyny?&lt;br /&gt;No tak, w mordkę, płyny, o płynach nie pomyślałam.&lt;br /&gt;Na to pani mówi mi: no to proszę tam do okienka skoczyć, 12zł za bagaż uiścić i go nadamy. Idę do okienka, przy okienku 20 osób, ja 12zł nie mam, bo na taksówkę resztę waluty narodowej wydałam, bankomatu nie widzę, w ogóle mi się nie chce, więc myślę sobie: cholera, może ja się tych płynów pozbędę i tyle. Resztka szamponu znalazła swe przeznaczenie w koszu, co wielką stratą nie było, ale wódka, cholera, wódka. Patrzyłam na nią, głaskałam, ukradkiem dałam całusa, może jednak ją wezmę, tych 12zł jakoś uiszczę, taka by szkoda była. Zegar jednak nieubłaganie wskazywał rychły koniec odprawy, także, no trudno, no smutno - wyrzuciłam.&lt;br /&gt;Wracam do pani, z miną z lekka zafrasowaną oznajmiam,  że pozbyłam się płynów, że już go wezmę na pokład,  ze trudno, na co ona odpowiada: ależ on taki ciężki, niech go już pani nada bez uiszczania. I przykleiła mi naklejeczkę, wręczyła karteczkę, puściła wolno.&lt;br /&gt;No nie, ale co z wódką? Bez wódki? To ja nadaremno takie poświęcenie, taką ofiarę z wódki w imię przestrzegania przepisów złożyłam? No to się nie godzi!&lt;br /&gt;I podbiegłam cichutko z powrotem do kosza i zanurkowałam w nim prędziutko i odzyskałam naszego Absolwencika ślicznego, którego się zaraz napijemy z sokiem pomarańczowym z Netto.&lt;br /&gt;Prawdziwa Polka wódce nie przepuści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co jednak dalej? Asia poprosiła mnie o dwie rzeczy z Polski jedynie, dwie zaledwie. Krem jakiś, to proste, i soczewki. Dla człowieka szczęśliwie pozbawionego wad wzroku, kupowanie soczewek to czarna magia, ale bardzo się starałam i, jak mi się wydaje, kupiłam właściwe. Wydaje mi się, ponieważ oczywiście do Kopenhagi ich nie wzięłam, a co.&lt;br /&gt;A kiedy rozkładałam sobie wieczorem karimatę i jakiś kocyk na podłodze, Asia z zafrasowaniem pytała, czy na pewno nie będzie mi twardo. Patrzę na ten kocyk, na karimatę,  myślę, że będzie ok, czekam, aż Asia podaruje mi jakąś poduszkę może, kołderkę, coś? Asia stoi niewzruszona.&lt;br /&gt;A: no chyba wzięłaś śpiwór?&lt;br /&gt;N: A powiedział mi ktoś, żeby wziąć śpiwór?&lt;br /&gt;A:...&lt;br /&gt;Dostałam poduszkę, drugi kocyk. Minęło pół godziny.&lt;br /&gt;A: Ale mnie się wydawało,  że mówiłam ci, żebyś zabrała śpiwór...&lt;br /&gt;N: A mnie się wydawało, że zabrałam twoje soczewki!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem minął cały piątek, ale o Kopenhadze kiedy indziej:)&lt;br /&gt;Natalia&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-2151284682354210842?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/2151284682354210842/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=2151284682354210842' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/2151284682354210842'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/2151284682354210842'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/02/o-wdce-i-innych-nieporozumieniach-czyli.html' title='O wódce i innych nieporozumieniach, czyli Natalii w Kopenhadze dzień pierwszy'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-7901802289196422196</id><published>2008-02-01T17:34:00.000+01:00</published><updated>2008-02-01T17:39:56.786+01:00</updated><title type='text'>V.I.D. : 01.02.2008</title><content type='html'>Właśnie mnie oświeciło, że dziś V.I.D., czyli very important day.&lt;br /&gt;Piątek, 1.02.2008.&lt;br /&gt;Wiecie dlaczego?:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-7901802289196422196?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/7901802289196422196/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=7901802289196422196' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7901802289196422196'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7901802289196422196'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/02/vid-01022008.html' title='V.I.D. : 01.02.2008'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-2338971897788655783</id><published>2008-01-31T17:29:00.001+01:00</published><updated>2008-01-31T18:09:04.726+01:00</updated><title type='text'>"tłusty" czwartek.</title><content type='html'>Jak się okazało, w Kopenhadze o pączku można co najwyżej pomarzyć. Domyślacie się zatem, że jako miłośniczka słodyczy wszelakich, jestem z tego powodu w wyjątkowo podłym nastroju.&lt;br /&gt;Ile bym bym dała, żeby schrupać pyszniutkiego pączka z marmoladą (nie jednego rzecz jasna;))....!&lt;br /&gt;Ale gdzie tam! Nie ma!&lt;br /&gt;Okazało się zresztą, że nie ma nie tylko pączków, ale- co ciekawe- cukierni jako takich. Wiecie, takiego naszego Bliklego powiedzmy.&lt;br /&gt;Owszem- są sklepy, w których sprzedawane są różnego rodzaju bezsmakowe "słodkie" bułki , są kawiarnie, ale cukierni nie widać.&lt;br /&gt;Musiałam się więc zadowolić jakimś produktem pączkopodobnym, który w dodatku kosztował- o zgrozo- 6 zł!&lt;br /&gt;Myślę, że to skandal, i że czas umierać. No, a przynajmniej wracać do ojczyzny.&lt;br /&gt;No bo co to ma być?!?!?!&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/R6H-LipI-1I/AAAAAAAADgU/nb4LSD1EB3g/s1600-h/donuts.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 235px; height: 256px;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/R6H-LipI-1I/AAAAAAAADgU/nb4LSD1EB3g/s320/donuts.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5161686122174675794" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Aha, i wysyłanie mi linków z TAKIMI obrazkami, jest co najmniej nietaktowne;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/R6H_DCpI-3I/AAAAAAAADgk/gc77rmsU4IU/s1600-h/paczek_2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 266px; height: 211px;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/R6H_DCpI-3I/AAAAAAAADgk/gc77rmsU4IU/s320/paczek_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5161687075657415538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-2338971897788655783?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/2338971897788655783/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=2338971897788655783' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/2338971897788655783'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/2338971897788655783'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/01/tusty-czwartek.html' title='&quot;tłusty&quot; czwartek.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/R6H-LipI-1I/AAAAAAAADgU/nb4LSD1EB3g/s72-c/donuts.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-3802510648854396851</id><published>2008-01-25T15:02:00.001+01:00</published><updated>2008-01-25T17:09:12.999+01:00</updated><title type='text'>akcja.</title><content type='html'>Miejsce: Stacja N&lt;span style=";font-family:georgia;font-size:100%;"  &gt;ø&lt;/span&gt;rrebro.&lt;br /&gt;Czas: 10.00&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Kopenhadze wieje dziś jak sto pięćdziesiąt. Wracam z duńskiego (mimo paskudnej pogody oczywiście na rowerze), a przede mną baba (w sumie szkoda, że nie jakaś odstawiona lala, bo by było jeszcze zabawniej). Zatrzymujemy się na skrzyżowaniu i czekamy na zielone światło.&lt;br /&gt;Ruszamy (jak dobrze, że jej nie wyprzedziłam), i w tej samej chwili wiatr poderwał jakąś gazetę z ulicy, i jej prosto w twarz tą gazetą (taką brudną, fuj). Myślałam, że spadnę z tego roweru.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ona oczywiście nie mogła się z nią uporać, dopóki nie przejechała przez skrzyżowanie, więc tak jechała z tą gazetą na twarzy;-).A ja za nią śmiejąc się do łez (choć to wcale śmieszne nie było, bo przecież nic nie widziała, i mogła jeszcze na jakiś słup wpaść czy coś...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mariusz: o rany, jakbyś spadła, to byłby normalnie skecz sezonu! (kochany brat)&lt;br /&gt;Nie spadłam.&lt;br /&gt;Ale skecz miesiąca murowany;-).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-3802510648854396851?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/3802510648854396851/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=3802510648854396851' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3802510648854396851'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3802510648854396851'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/01/akcja_25.html' title='akcja.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-3488261134366274108</id><published>2008-01-21T17:48:00.000+01:00</published><updated>2008-01-21T20:03:35.808+01:00</updated><title type='text'>procedura.</title><content type='html'>Myślałam, że do tematu kradzieży już nie wrócę, a jednak. Okazało się bowiem, że wyrobienie duńskiej karty Nordei i dokumentów, to żaden problem (poza finansowym rzecz jasna), za to otrzymanie nowej karty Citibanku graniczy niemal z cudem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia zaczyna się we wtorek, a właściwie we wrześniu, ale w obliczu obecnej sytuacji, wprowadzenie mnie w błąd w kwestii tego czy w Kopenhadze są bankomaty Citibanku czy ich nie ma (nie ma oczywiście ani jednego, a byłam w 3 oddziałach i w 3 zapewniano mnie, że są), wydaje się błahostką.Wróćmy więc do stycznia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. Pamiętnego piętnastego, natychmiast po incydencie chciałam zablokować swoją kartę, i o zgrozo, nie mogłam się dodzwonić na numer alarmowy (!).&lt;br /&gt;Nie, nie że zajęte. Po wykręceniu numeru dało się słyszeć poprzedzone charakterystyczną melodią :Nie ma takiego numeru vel Połączenie nie może być zrealizowane. Pięknie.&lt;br /&gt;Udało się mamie, jako że jest współwłaścicielem konta.Uff.&lt;br /&gt;Musiałam co prawda potwierdzić (i tu zapytuję o istotę współwłasności konta), ale najważniejsze, że pieniądze były bezpieczne.&lt;br /&gt;Wróciłam do domu, sprawdzam jeszcze raz ten niby alarmowy numer (myślałam, że może coś z nerwów pomyliłam, ale nie), wykręcam i to samo. Jest dobrze.&lt;br /&gt;Znalazłam jakiś inny numer na stronie internetowej i pierwszy raz w życiu, słysząc automatyczne powitanie: "Witamy w Citibanku (...)", poczułam ulgę (choć zwykle automatyczne menu doprowadza mnie do szewskiej pasji). Znaczy, że się udało!&lt;br /&gt;Rozmowa z konsultantem przebiegała sprawnie, do momentu, kiedy zapytałam o nową kartę:&lt;br /&gt;- Dobrze, w tej sytuacji chciałabym oczywiście otrzymać nową kartę.&lt;br /&gt;- Tak, tak, proszę chwileczkę poczekać.&lt;br /&gt;- (Czekam, a stan konta telefonu komórkowego zmniejsza się z sekundy na sekundę)&lt;br /&gt;- Bardzo mi przykro, ale to niemożliwe.&lt;br /&gt;- ????&lt;br /&gt;- Niestety nie ma pani nadanego Citikodu (ja oczywiście pierwszy raz słyszę o jakimś Citikodzie), więc kartę należy odebrać osobiście w oddziale banku na ul. Płockiej.&lt;br /&gt;- Aha, ale jest Pani pewna, że to niemożliwe? Nie mogę teraz przyjechać teraz do Polski.&lt;br /&gt;- Tak, niestety tylko osobiście.&lt;br /&gt;Rozłączyłam się i ręce mi opadły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. Wieczorem byłam zaaferowana zmianą zamka, więc już następnego dnia (środa) dzwonię do mamy, opowiadam jej całą historię i proszę, żeby się upewniła, czy to naprawdę niemożliwe.&lt;br /&gt;Po chwili mama oddzwania, i wyjaśnia PROCEDURĘ.&lt;br /&gt;Że muszę z telefonu stacjonarnego lub budki telefonicznej (co w dobie telefonów komórkowych jest wielce rozsądnym rozwiązaniem), zadzwonić na infolinię, nadać sobie 6-ścio cyfrowy Citikod, zadzwonić ponownie i bez problemu otrzymam nową kartę i że wyślą mi ją na wskazany adres, do samej Kopenhagi.&lt;br /&gt;Telefonu stacjonarnego oczywiście nie mam, a ile naszukałam sie budki telefonicznej to moje;). No, ale znalazłam i dzwonię. 80887933. Nie ma takiego numeru.&lt;br /&gt;Piszę smsa, mama wysyła jakiś inny numer (też infolinia). 801322484. Nie ma takiego numeru, a ja stojąc w tej budce, dostaję szału.&lt;br /&gt;Piszę kolejnego smsa, w międzyczasie mama dowiaduje się, że jednak należy dzwonić przez numer kierunkowy, choć miały być to numery przeznaczone dla osób przebywających w Danii, i tak jak wspominałam- alarmowe- bez konieczności poprzedzania ich czymkolwiek.&lt;br /&gt;004880887933, nie ma takiego numeru. 0048801322484, również nie.&lt;br /&gt;Wychodzę, mało nie demolując przy tym budki telefonicznej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Czwartek. Mama przysyła kolejny numer.Tym razem dźwięk automatycznej sekretarki nie wzbudza już we mnie takiej radości, wybieram opcję, która wydaje mi się najbardziej adekwatna i słyszę:&lt;br /&gt;-Proszę wprowadzić 16-cyfrowy numer karty.&lt;br /&gt;-???!&lt;br /&gt;(szkoda, że została skradziona).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego samego dnia mama udaje się do banku, w celu wyjaśnienia sprawy, nie dowiaduje się niczego nowego, a pan ze stoickim spokojem zaleca "próbować do skutku" (chyba w rynnę i o parapet), no bo musi się w końcu udać dodzwonić. Mi natomiast świta w głowie mały przekręt: zadzwoni siostra, i będzie udawać, że to ja. Innego wyjścia nie widzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. W sobotę postanowiłam dać im ostatnią szansę (bo akurat przejeżdżałam koło jakiejś budki telefonicznej). A nuż się uda. Wypróbowałam wszystkie możliwe opcje: z zerem, bez zera, z dwoma zerami, bez, z numerem kierunkowym i bez, i generalnie możecie się domyślić jaki był efekt.&lt;br /&gt;A potem była niedziela, więc mama nawet jakby chciała (a chciała;)) nie mogła zabarykadować się w banku. Zadzwoniła po raz pięćdziesiąty na infolinię (bo o dziwo z Polski można dodzwonić się na nią bez problemu), po raz pięćdziesiąty wyjaśniła o co chodzi, i dowiedziała się, że mogę zadzwonić na numer, na który dzwoniłam, żeby potwierdzić zablokowanie karty. Ale to już nie była infolinia, więc musiałam poczekać do dziś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. W bojowym nastroju dzwonię na wskazany numer, bez problemu łączę się z konsultantem i odpowiadam na serię pytań w celu identyfikacji. Pytam o nową kartę.&lt;br /&gt;-Mhm, musi pani zadzwonić na infolinię... (słowo infolinia działa na mnie jak płachta na byka, ale udaje mi się opanować nerwy).&lt;br /&gt;-Tam się nie da dodzwonić.&lt;br /&gt;-Aha, to ja pani podam inny numer(rychło w czas). Chciałbym jednak wcześniej zweryfikować dane kontaktowe, które podała pani w umowie.&lt;br /&gt;Tu pada mój adres, polski numer komórkowy i domowy.&lt;br /&gt;-Tylko, że ja jestem teraz w Kopenhadze, więc te dane właściwie nie są aktualne jeśli chodzi o mnie, natomiast mama jest współwłaścicielem, także proszę się z nią kontaktować.&lt;br /&gt;-Aha, to proszę chwileczkę poczekać (i włącza mi tę cholerną muzyczkę, a ja już dostaję białej gorączki).Wraca.&lt;br /&gt;-No więc najpierw musi pani nadać sobie Citikod (WTF?!). Proszę zadzwonić z numeru domowego lub komórkowego na infolinię i...&lt;br /&gt;-Ale ja jestem w Kopenhadze...A moja karta telefoniczna również została skradziona. Poza tym powiedziano mi, że mam dzwonić z numeru stacjonarnego lub budki telefonicznej.&lt;br /&gt;-Aha, nie, nie, to źle pani powiedziano.&lt;br /&gt;-????!!! (płacz i zgrzytanie zębami niemalże)&lt;br /&gt;-W takim razie musi nam pani napisać pismo  i uaktualnić dane kontaktowe. Albo zapraszam po osobisty odbiór karty.&lt;br /&gt;-(Policzyłam do 10, żeby nie zacząć krzyczeć).A czy nie mogę panu teraz podać tego numeru? Przecież właśnie z niego do Pana dzwonię! I właśnie pan zweryfikował serią pytań, że ja to ja!&lt;br /&gt;-Bardzo mi przykro, PROCEDURA mi na to nie pozwala...&lt;br /&gt;- (!@#^&amp;amp;*!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spisałam podany adres i sprawa po tygodniu wygląda tak, że muszę wysłać pismo, z duńskim numerem telefonu, co zajmie pewnie najbliższy tydzień (nie wspominając już o tym, ile pieniędzy pochłonęły i pochłoną kolejne rozmowy). Jednocześnie na stronie banku nadal widnieje informacja, że w przypadku kradzieży "dostarczamy nową kartę w ciągu 48 godzin". Bardzo ciekawe. Jeśli dobrze pójdzie dostanę ją w okolicach przyszłego czwartku, czyli jakby źdźiebko dłużej niż 2 doby.&lt;br /&gt;Mogę też nie dostać jej wcale, bo najpierw przecież muszę dodzwonić się na infolinię.&lt;br /&gt;Help!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-3488261134366274108?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/3488261134366274108/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=3488261134366274108' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3488261134366274108'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3488261134366274108'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/01/procedura_21.html' title='procedura.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-3019441721432904885</id><published>2008-01-15T20:41:00.000+01:00</published><updated>2008-01-15T21:04:38.061+01:00</updated><title type='text'>always look on the bright side...;)</title><content type='html'>Okradli mnie!&lt;br /&gt;Cóż-nieszczęścia chodzą po ludziach.Byle nie parami;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zadzwoniłam natychmiast do swojej współlokatorki, i poinformowałam ją o zdarzeniu, bo ukradli nie tylko portfel (w którym oczywiście były dokumenty i karty), ale i klucze do mieszkania. Mieszanka oczywiście dosyć ryzykowna, więc trzeba było zmienić zamek w drzwiach (350 zł, bagatela).Wracam do domu, pukam do drzwi, i widzę, że Katia uważnie i badawczo przygląda mi się przez wizjer.&lt;br /&gt;Otwierając wyjaśniła:&lt;br /&gt;-Sorry, I had to check if it was you or thief!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I zgodnie z polskim przysłowiem: nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!&lt;br /&gt;Marudziłam, że nuda, to sobie teraz po urzędach polatam;-).&lt;br /&gt;Ech, życie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-3019441721432904885?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/3019441721432904885/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=3019441721432904885' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3019441721432904885'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3019441721432904885'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/01/always-look-on-bright-side.html' title='always look on the bright side...;)'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-3633315742287480107</id><published>2008-01-12T15:33:00.000+01:00</published><updated>2008-01-12T16:51:21.508+01:00</updated><title type='text'>sezon ogórkowy.</title><content type='html'>Przez ostatnie dni to właściwie tylko pisałam, pisałam i pisałam. Skończyłam i okazało się, że nie ma co robić. Sezon ogórkowy, mili państwo. Pogoda nie rozpieszcza, znajomi albo jeszcze nie powracali, albo już powyjeżdżali (na stałe). Z kolei Ci, którzy teoretycznie są, wciąż kończą swoje prace, albo też zastosowali plan B, i zgodnie z zaleceniami opuścili Kopenhagę na kilka dni, w celu zaabsorbowania odpowiedniej dawki słońca, którego tutaj zdecydowanie brak&lt;br /&gt;Są i tacy, co pojechali do Oslo, no ale tego to już nie jestem w stanie racjonalnie wyjaśnić.&lt;br /&gt;Do tego Studenterehuset zamknięty, a nowa zmiana pilnie uczy się duńskiego. Jednym słowem klops. Niby są teraz ogromne wyprzedaże, ale ile można chodzić po sklepach?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba z tego wszystkiego wybiorę się jutro do muzeum, albo zacznę szukać pracy, albo zapiszę się na jakiś bardziej intensywny kurs duńskiego, który będzie mi zajmował 4 godziny dziennie, a nie 6 w tygodniu. Przekonajcie mnie tylko, że warto, bo jakoś nie jestem w stanie pojąć, jak to możliwe, że chodząc na zajęcia codziennie robi się jeden etap dokładnie tak samo długo, jak gdyby się chodziło dwa razy w tygodniu?!&lt;br /&gt;A może po prostu kupię jakieś bilety i polecę gdzieś, jak reszta. Warszawa tylko za 170 zł w dwie strony....;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec ciekawostka: w międzyczasie udało mi się popsuć niezawodną szarlotkę i tym samym zwracam honor Mariuszowi.&lt;br /&gt;Jabłka &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;mają&lt;/span&gt; znaczenie...;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-3633315742287480107?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/3633315742287480107/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=3633315742287480107' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3633315742287480107'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3633315742287480107'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/01/sezon-ogrkowy.html' title='sezon ogórkowy.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-9067019759366751216</id><published>2008-01-03T17:07:00.000+01:00</published><updated>2008-01-04T21:27:29.059+01:00</updated><title type='text'>juppiii!!</title><content type='html'>Dotarłam do Kopenhagi!!&lt;br /&gt;W obliczu wczorajszych przygód wciąż rozpatruję ten fakt w kategoriach cudu;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałam wylecieć, o 19.35 (w środę). Na lotnisku byłam o 18 i ustawiłam się na końcu kolejki, która ciągnęła się przez całą szerokość budynku i zakręcała co najmniej 5 razy. Etiuda jest świetna!&lt;br /&gt;Odprawiłam się właściwie w ostatniej chwili, i już miałam dosyć (tłoku, gorąca i ciężkiego bagażu;)), a okazało się, że to dopiero początek. Bo wyobraźcie sobie, że o 19.30 wciąż nie siedziałam w samolocie, nie pojawiła się też żadna informacja o opóźnieniu lotu, i generalnie nikt nic nie wiedział. Więc czekałam, a razem ze mną ok. 100 osób, które z minuty na minutę robiły się coraz bardziej poirytowane.&lt;br /&gt;O 20.00 nadal cisza, i wreszcie o 20.20 zaczęli nas wpuszczać na pokład (autobusu, dopiero potem samolotu:D), ogłaszając w międzyczasie przez pomyłkę "sytuację alarmową";-).&lt;br /&gt;Z godzinnym opóźnieniem byliśmy gotowi do lotu. Ale i tu przygody się nie skończyły.&lt;br /&gt;Po standardowych instrukcjach bezpieczeństwa znowu czekaliśmy 10 minut, żeby się dowiedzieć, że musimy poczekać kolejne 40, ze względu na duży ruch w powietrzu. Fantastycznie.&lt;br /&gt;Ale pomyślałam- ok, faktycznie skoro samolot się opóźnił, to muszą go jakoś wpleść w grafik pozostałych planowych lotów, więc powód wydawał się wiarygodny.Odetchnęłam z dużą ulgą, kiedy po owych 40 minutach wreszcie ruszyliśmy z miejsca i  zaczęliśmy zmierzać w kierunku pasa startowego.&lt;br /&gt;Moje szczęście nie trwało jednak długo, bo po chwili się zatrzymaliśmy i po 10 minutach złowieszczej ciszy pani (!) siedząca za sterami, poinformowała ze stoickim spokojem, że niestety musimy zawrócić, bo w samolocie wykryto usterkę techniczną(!). No jasna cholera.&lt;br /&gt;Stewardessy żegnały nas słowami "do widzenia",  więc jakoś przeczuwałam, że chyba już raczej nie polecimy. No i nie polecieliśmy.&lt;br /&gt;Odstawiono nas do hali przylotów, i znowu zero informacji. Mieliśmy odebrać swoje bagaże, ale skąd?! Przecież nie pojawią się na tablicy przylotów, skoro nasz samolot nawet nie wystartował;). Nie wiem ile by to wszystko jeszcze trwało, gdyby nie znalazła się wśród nas trzeźwo jeszcze o tej porze myśląca kobieta, która poszła i zapytała, co dalej. I okazało się, że lot odwołany, i że lecimy jutro (tj.dziś) o 10.25. Rewelacja.&lt;br /&gt;Hotel oczywiście był zapewniony, ale na szczęście przyjechali po mnie rodzice- niektórzy klucze do pokoju otrzymali po 2-3 godzinach, co -zważywszy na fakt, że nagle trzeba było przygotować ok.100 łóżek- nawet jakoś specjalnie mnie nie zdziwiło.&lt;br /&gt;A dziś rano wszystko od początku, znowu kolejka, znowu tłok i czekanie. Ale myślę sobie- skoro to specjalnie dla nas podstawiony samolot, to już naprawdę musi być bez wpadek (w końcu ludzka cierpliwość też ma swoje granice).&lt;br /&gt;Ale gdzie tam. Pół godziny przed odlotem poinformowano nas (tak, tak, tym razem szczęśliwie ktoś coś powiedział), że jest godzinne opóźnienie. W efekcie wystartowaliśmy prawie 2 godziny później, w Kopenhadze byłam o 13.20.&lt;br /&gt;Na domiar złego na stacji koło mojego domu popsuła się winda, za to na stacji na której się przesiadałam, była tylko taka, która jeździła do góry (a ja potrzebowałam w dół!), więc byłam skazana na pomoc jakiegoś miłego pana, który zechciałby znieść po schodach 100 kg walizkę...&lt;br /&gt;No, ale już jestem w domu, cała szczęśliwa, że się udało.&lt;br /&gt;W Kopenhadze nic się nie zmieniło, tylko jakby zimniej?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbliższe dni poświęcam na pisanie pracy, więc raczej nie będzie żadnych "donosów".&lt;br /&gt;Chyba, że znowu pojawią się niespodzianki...;).&lt;br /&gt;No i  mam nadzieję, że was nie zniechęciłam tą opowieścią i wszyscy przylecicie w zapowiedziane odwiedziny!Bo to w ogóle wszystko przez Ulę, która mi wczoraj życzyła, żebym najlepiej nigdzie nie leciała i została w Warszawie.&lt;br /&gt;No, to wykrakała...&lt;br /&gt;Ściskam,&lt;br /&gt;j.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-9067019759366751216?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/9067019759366751216/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=9067019759366751216' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/9067019759366751216'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/9067019759366751216'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2008/01/juppiii.html' title='juppiii!!'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-1931615215492249785</id><published>2007-12-15T19:04:00.000+01:00</published><updated>2007-12-15T20:23:06.990+01:00</updated><title type='text'>świątecznie.</title><content type='html'>Chciałam tylko na wstępie spytać, co się tu dzieje. Zostawiłam na chwilę tę moją pisaninę i proszę- niespodzianka.&lt;br /&gt;Pięknie;-).&lt;br /&gt;Jeśli ktoś jeszcze ma ochotę zabawiać czytelników bloga pod moją nieobecność- serdecznie zapraszam. Jak widać hasło złamać może nawet H. Kier;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale, do rzeczy- a miało być o świętach.&lt;br /&gt;Przy tej okazji nie sposób nie wspomnieć o tutejszych zwyczajach, bo Duńczycy to jednak specyficzny naród.&lt;br /&gt;Weźmy na przykład na warsztat choinkę. Czy nie wydaje Wam się lekką przesadą, żeby ubierać świąteczne drzewko w łańcuch z duńskich flag..?&lt;br /&gt;W pierwszej chwili trochę się zdziwiłam (bo to tutaj bardzo powszechny zwyczaj), ale zaraz potem pomyślałam, że to całkiem zabawny i pozytywny wymiar patriotyzmu. Tak samo zresztą jak pakowanie prezentów urodzinowych w papier z duńskimi flagami. Inaczej wręcz podobno nie wypada.&lt;br /&gt;Jeśli zaś chodzi  o przysmaki świąteczne, póki co miałam tylko okazję skosztować Glögg- czyli po prostu wino grzane, które do naszego się nie umywa, głównie chyba dlatego, że jest paskudnie słodkie i ma zaledwie 4% alkoholu;) oraz æbleskiver, które wyglądem przypominają nasze pączki, smakiem natomiast nieprzyprawione zupełnie ciasto drożdżowe. Jednym słowem lipa.&lt;br /&gt;Zresztą święta w Danii są przede wszystkim pretekstem do organizowania "Xmas parties", które od zwykłych imprez różnią się tylko nazwą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym totalne szaleństwo zakupowe. Odkąd tu jestem nie widziałam jeszcze chyba takich tłumów na ulicach. A wydawać by się mogło, że sezon turystyczny w Danii dawno powinien był się skończyć. W każdym razie się nie skończył i nie dalej jak dziś utknęłam w korku przechadzając się po Stroget. Najdłuższa ulica handlowa w Europie kusi najwyraźniej cały rok. Ceny, niestety,  nieco mniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W kwestii świąt pozostaje tylko jeszcze tylko jedno pytanie: jaką polską potrawę wigilijną można przygotować, mając do dyspozycji duńskie składniki i uwzględniając masowość produkcji...?;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na koniec mały off-topic: czym można otworzyć butelkę piwa, jeśli pod ręką nie ma akurat otwieracza?&lt;br /&gt;Po wczorajszej imprezie stwierdzam, że pytanie, w przypadku Duńczyków, powinno raczej brzmieć: Czy istnieje coś, czym piwa otworzyć się nie da?;). Trzeba przyznać, że mają panowie fach w ręku: gazetą i rolką papieru toaletowego też można.&lt;br /&gt;Bo w te opowieści, że okiem (?!) i zębami wolałabym nie wierzyć...;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-1931615215492249785?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/1931615215492249785/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=1931615215492249785' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/1931615215492249785'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/1931615215492249785'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/12/witecznie.html' title='świątecznie.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-3081348115918384597</id><published>2007-12-15T18:01:00.000+01:00</published><updated>2007-12-15T18:16:18.310+01:00</updated><title type='text'>H. Kier czyli J23 nadaje</title><content type='html'>Ekhm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako, że Joanna jest ciężko zapracowana a z bloga wieje nudą, postanowiłem wziąć sprawy w swoje zręczne ręce, włamać się postanowiłem, po sukcesie hakerskim - napisać post. Ciekawy, pożywny, prosto z Warszawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A chciałbym napisać, że w Warszawie też jest fajnie, bo można się poocierać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na przykład wczoraj otarłem się koło sklepu mojego bliskiego o niejakiego Ediego, znanego także jako Cegiełka vel Ten Drugi Nie Łobodziński Z Podróży Za Jeden Uśmiech. Tak tak. Szedł z kolegami i wszyscy razem wyglądali dokładnie tak, jak Edi wygląda w filmach - to tego stopnia, że zacząłem poprawiać fryzurę, ogarnąłem się i rozejrzałem (kolejność nieprzypadkowa), czy aby wkoło nie ma jakiejś kamery. Nie było, a ja nie zostałem gwiazdą filmową. Ale o Ediego się otarłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jakiś czas temu z kolei piłem kawę z Leszkiem Kołakowskim. Chyba już o tym wspominałem - i nie bedzie to zaskoczeniem, ze kawę faktycznie z nim piłem, ale jakieś trzy stoliki dalej. W każdym razie - to było bardzo ciekawe doświadczenie, bo działo się to wszystko nie w kawiarni Literacka, ani w innym Czułym Barbarzyńcy, ale w takim bistro nowym naprzeciwko uniwerku - - i profesor wyglądał w tym bistro jak z innego świata. Miałem wrażenie, że nastąpiło jakieś pęknięcie czasoprzestrzeni. Maniery, spokój - a jednocześnie ciabatta i latte w jakiejś marnej szklance. Bardzo ciekawe otarcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A z tydzień temu otarłem się o ex-wielką politykę w osobie Jana Marii Rokity, nawet w drzwiach go przepuściłem, nawet widziałem z bliska jak kapelusz na głowę zakłada i zastanawia się na głos czy jechać autobusem czy taksówką. I jak papierosa zapala - bo tego media nie pokazują, że Janmarian Pali Papierosy Cienkie Cieniutkie. O.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dziś - i to mnie skłoniło to przerwania owej ciszy blogowej - otarłem się o maszerującego w wojskowej kurtce, w wojskowych spodniach, z lekko potarganymi włosami - nikogo innego, jak samego Radosława Radka Sikorskiego. Tak tak. W centrum handlowym się o niego otarłem. A potem jak już mnie minął, to obejrzałem się czy aby ma obstawę - i nie miał, albo miał niewidoczną, może ta babcia o kulach za nim to był przebrany tajniak, tego nie wiem, w każdym razie - otarłem się o ministra, ho ho ho.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niewiele natomiast brakowało, a otarłbym się wczoraj o Prezia, bo miał ponoć być w radio, ale się nie otarłem, bo jadłem obiad w stołówce, naleśniki z serem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A sera, jak wiadomo - w Danii nie ma.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję.&lt;br /&gt;H. Kier&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-3081348115918384597?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/3081348115918384597/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=3081348115918384597' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3081348115918384597'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3081348115918384597'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/12/h-kier-czyli-j23-nadaje.html' title='H. Kier czyli J23 nadaje'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-5566723219296228929</id><published>2007-12-10T00:04:00.000+01:00</published><updated>2007-12-10T02:26:51.626+01:00</updated><title type='text'>w oparach absurdu.</title><content type='html'>Jakiś czas temu znajomy dostał wypowiedzenie umowy o wynajem mieszkania (pokoju).&lt;br /&gt;Oto do czego może prowadzić nadużywanie czosnku i zapraszanie do domu fińskich niewiast;-).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A już zupełnie poważnie - bez komentarza, bo nie wiem czy się śmiać czy płakać.&lt;br /&gt;Poniżej dowód na to, że głupota ludzka jednak nie zna granic:&lt;br /&gt;&lt;ol&gt;&lt;li&gt;It's understood from the house rules that the tenant is welcome to have as many guests in the room as he or she wishes, but it must be stated that the noise level must not be so that it is heard outside that part of apartment. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;The part of visitors X introduced, as for instance the two biggish finnish girls, who for some reason squezzed themselves into the small toilet to pee together, is not the type of guest I had in mind, when I hired the room to a foreign student and said that guests were welcome. &lt;/span&gt;I must remind X that he is responsible for the action of his guests, and damages might be drawn from the deposit.&lt;/li&gt;&lt;li&gt;When seeing the kitchen before taking the room it was clearly stipulated, how much room was reserved for the tenant, and stressed was based on light or student cooking. It was also stressed that cooking of smelling food was not allowed as a daily routine. X said, that for the economics reasons he had to cook every day, but it was "just some rice or something". &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;That X uses 5 cloves of garlic just to cook sth for himself is far beyond what I imagined, when I stipulated the rules. One clove of garlic once or twice a week is maximum, and should be not compensated for by other smelly items".&lt;/span&gt;&lt;/li&gt;&lt;/ol&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span&gt;Inna sprawa, że&lt;/span&gt; spoglądając z takiej perspektywy na moje stare mieszkanie, wciąż utrzymuję, że miałam dużo szczęścia...;)&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Ps. Formal dress code na imprezie fińskiej nie był absolutnie żadnym żartem. Akcenty kulturowe - od odśpiewania hymnu, przez przekąski, muzykę (nie black metal, o dziwo), po "gry i zabawy ruchowe" (z których 2 Wam zaprezentuję, bo są świetne) nadały jej niecodziennego charakteru. Jednym słowem cel osiągnięty- w końcu Dzień Niepodległości obchodzi się tylko raz w roku.&lt;br /&gt;Z obserwacji bardziej uniwersalnych- imprezy tematyczne sprawdzają się rewelacyjnie i stanowią miłą odmianę od tych zwyczajnych, erazmusowych, których notabene ostatnimi czasy bez liku. Trudno się dziwić- w końcu dla niektórych to już koniec przygody.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A ja nawet nie jestem na półmetku.......!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-5566723219296228929?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/5566723219296228929/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=5566723219296228929' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5566723219296228929'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5566723219296228929'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/12/duczyk-potrafi.html' title='w oparach absurdu.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-7945594733305122168</id><published>2007-12-04T20:56:00.000+01:00</published><updated>2007-12-04T22:26:49.988+01:00</updated><title type='text'>survival.</title><content type='html'>Miało być o sposobach na podróżowanie komunikacją miejską bez biletu, ale że mi sąsiad od 2 godzin wierci nad głową, to w pierwszej kolejności chyba powinnam zacząć się zastanawiać, jak przetrwać w takich warunkach i nie zwariować..;-).Bo niewiele brakuje.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No, ale przechodząc do rzeczy: chyba już nie raz wspominałam, że bilety w CPH drogie jak diabli- bilet miesięczny to 300 DKK (ok. 15o zł). Poza tym, można ewentualnie zainwestować w tygodniowy- 200 DKK (szalona oferta) lub w tzw. klip kort, ale to już się kompletnie nie opłaca, bo 10 przejazdów kosztuje 120 DKK. Jednym słowem- dramat. A jednak jak się czasem wyjrzy przez okno, i leje jak z cebra, to chętnie by się zamieniło rower na pociąg vel autobus.&lt;br /&gt;I kiedy wydawałoby się, że sytuacja jest już kompletnie beznadziejna ( a powyższe ceny mówią chyba same za siebie), to na ratunek przychodzi karta turystyczna CPH! Student potrafi..;).&lt;br /&gt;W pierwotnym założeniu kosztuje 200 DKK i jest ważna przez 24 godziny- ale od czego jest czarny marker i zmywacz do paznokci??;).&lt;br /&gt;Oczom własnym nie mogłam uwierzyć, jak na jednej z ostatnich imprez okazało się, że wszyscy, bez wyjątków korzystają z tego dobrodziejstwa (tylko ja jakaś niedoinformowana chodziłam..;)).&lt;br /&gt;Kto by tam kupował bilet miesięczny, skoro karta może służyć co najmniej 3?&lt;br /&gt;Niestety system nie jest doskonały, bo: a) raz w roku zmienia się kolor kart (już jestem poinformowana- obecne fioletowe ważne są do marca, w następnej kolejności mają zostać wprowadzone niebieskie, od kwietnia), b) po kilkunastokrotnym potraktowaniu owej karty zmywaczem do paznokci widać jednak pewne ślady użytkowania, i podróżowanie na niej może stać się ryzykowne. Nie zmienia to jednak faktu, że niektórym udaje się od września,  więc wszystko wskazuje jednak na to, że system działa.&lt;br /&gt;A jako, że to karta turystyczna, nie muszę chyba dodawać, że bonusem są między innymi bezpłatne wejścia do wszystkich muzeów i Tivoli (gdzie jednorazowe wejście to 80DKK)?;)&lt;br /&gt;Chyba rozważę tę opcję;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tutaj miałam skończyć dzisiejszą notkę, ale życie nieustannie dostarcza kolejnych inspiracji, a najnowsza właściwie doskonale mieści się w kategorii "survival";-).&lt;br /&gt;Wracam do domu, wchodzę do kuchni, a moja współlokatorka mówi:&lt;br /&gt;(K): Joanna, we can save the money!Look what I've found!&lt;br /&gt;(J): ????&lt;br /&gt;I wiecie co mi pokazała?;)&lt;br /&gt;Ziemniaki w słoiku, obrane i ugotowane, z Netto, za 5 DKK;). Mała rzecz, a cieszy;)&lt;br /&gt;Nie wiem jednak co rozbawiło mnie bardziej - fakt sprzedawania produktu, który wydaje mi się co najmniej dziwny (jakby nie można sobie było samemu ziemniaków ugotować), czy chęć oszczędzania- przez Szwajcarkę, na ziemniakach;).&lt;br /&gt;Pozdrawiam,&lt;br /&gt;Walcząca o przetrwanie Joanna&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-7945594733305122168?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/7945594733305122168/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=7945594733305122168' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7945594733305122168'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7945594733305122168'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/12/survival.html' title='survival.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-3793089790316644418</id><published>2007-12-01T14:36:00.000+01:00</published><updated>2007-12-01T15:32:38.734+01:00</updated><title type='text'>Ps.</title><content type='html'>Poza szarlotką furorę wśród towarzystwa międzynarodowego robią zupy;). Nie dalej jak wczoraj zachwycili się pomidorową i barszczem białym, Winiary instant;).Heh.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem za to czy nie pomyśleli sobie, że jesteśmy jakimś totalnie zwariowanym narodem, po tym jak zaprezentowałyśmy im kilka wróżb andrzejkowych.&lt;br /&gt;Zabawa była przednia!Najlepiej udało się chyba lanie wosku (mi wyszedł smok!-ogłaszam konkurs na najciekawszą interpretację) i oczywiście wróżba z butami- bo tradycji musiało stać się zadość, więc zaczęliśmy z najdalszego kąta mieszkania i przepędziłyśmy towarzystwo przez dwa piętra po dosyć wąskich schodach, co by but, w istocie znalazł się za progiem;)(nie, nie wyjdę za mąż pierwsza).Później impreza nieco wymknęła się spod kontroli, i opanowanie ponad 20 osobowego tłumu przerosło nasze możliwości, ale ważne, że polskiej tradycji choć trochę zasmakowali.Chyba im się podobało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/R1Fuyjw2EPI/AAAAAAAADRM/AOT9TiZEwgA/s1600-R/collage1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/R1Fuyjw2EPI/AAAAAAAADRM/sJ-86u_KWgs/s320/collage1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5139010464679071986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w ogóle ostatnio święta narodowe w modzie. W czwartek wybieram się na kolację z okazji Finnish Independence Day- nie ma żartów: "&lt;span style="font-style: italic;"&gt;The night will include some Finnish snacks, &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;information on Finland&lt;/span&gt;, Finnish music (&lt;/span&gt;strach się bać)&lt;span style="font-style: italic;"&gt; and &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;livefeed via internet from the Finnish President's&lt;/span&gt; Reception. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dresscode is formal&lt;/span&gt;.&lt;/span&gt;"&lt;br /&gt;(A Ty Ula zamiast celebrować takie ważne święto jedziesz do św.Mikołaja?! To chyba jakieś nieporozumienie!;))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobra, kończę, bo znowu zajmuję się nie tym co trzeba;)&lt;br /&gt;A trzeba pisać prace:( Ech.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-3793089790316644418?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/3793089790316644418/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=3793089790316644418' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3793089790316644418'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3793089790316644418'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/12/ps.html' title='Ps.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/R1Fuyjw2EPI/AAAAAAAADRM/sJ-86u_KWgs/s72-c/collage1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-636172992084012211</id><published>2007-11-30T12:13:00.000+01:00</published><updated>2007-11-30T12:56:37.804+01:00</updated><title type='text'>przepis na sukces.</title><content type='html'>Wszystko zaczęło sie od tego, że muszę na niedzielę przygotować obiad dla 7 osób. Niby nic takiego, ale jednak trzeba zrobić wrażenie (przez żołądek do serca w końcu, nie?;)), a przy okazji nie zbankrutować.&lt;br /&gt;Z góry należy wyeliminować wszelkie wariacje z makaronem, jako że to prawdopodobnie najczęściej spożywany przez studentów produkt. Zupy, choć bardzo polskie, też raczej odpadają, bo wtedy trzeba by było zrobić dwa dania, a to zdecydowanie za dużo pracy. No więc co?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uderzyłam do brata, nauczonego doświadczeniem Erazmusa, i dostałam przepis, który podobno nigdy jeszcze nie zawiódł:&lt;br /&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bierzesz ugotowany ryż, mieszasz z kukurydzą, papryką, pieczarkami, kawałkami kurczaka (mogą być podsmażone), (albo z mielonym mięsem indyczy/kurczaczym), pomidory - z puszki mogą być - - mieszasz to wszystko razem, przyprawiasz do oporu czym tam chcesz, zasypujesz duuuuuużą ilością sera, i zapiekasz&lt;/span&gt;".&lt;br /&gt;I na tym skończyła się rozmowa o daniu głównym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem przeszliśmy do deseru (dzięki któremu punktuję na wszystkich imprezach) , i to z kolei ja chciałam podzielić się rewelacyjnym przepisem na szarlotkę. I wiecie co?!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To była seria "stu pytań do..", a wydawać by się mogło, że przepis jest najprostszy na świecie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic; font-weight: bold;"&gt;M:a co z tą szarlotką?jaki to przepis?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J: no wiec, bierzesz jabłka i obierasz tyle, żeby wypełnić naczynie (czyli tortownicę zapewne) w którym chcesz ją zrobić, kroisz na kostki, nie specjalnie małe.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:ok, to się da zrobi&lt;/span&gt;ć&lt;br /&gt;J:hehe:)a potem bierzesz 150 g cukru 150 g masła i 300 g mąki&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:dobra zaczynają się schody, ale ok, dam radę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J:i wyrabiasz z tego ciasto, które ma konsystencję kruszonki&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:kupiłem sobie wagę ostatnio.stop!!!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J:co stop?!&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:co to znaczy konsystencja kruszonki?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J:no nie....;)ty nie wiesz co to jest kruszonka?????&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:wiem nie wiem, ale jak sie koncentruje na przepisie to nie wiem. lepiej powiedz mi jak krowie na miedzy:D&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J:w sensie, ze to nie jest takie ciasto ciasto, tylko ci się to powinno zlepić w takie okruszki, którymi posypiesz te jabłka w tortownicy. musi być sypka konsystencja innymi słowy;)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:taki granulat?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J:i koniec przepisu;) (tak mi się przynajmniej zdawało...;)) posypujesz jabłka i dajesz na 200 stopni  na mniej więcej 30 min:).Pyyyycha.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:ok,już kumam baze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J: (taaak,granulat;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale gdzie tam,pojawiły się wątpliwości:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:hej, zaraz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J:no, co ci znowu nie pasuje?;)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:a te jabłka jak wsypujesz do tortownicy, to nic pod spód nie dajesz?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J:nie&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:to nie szarlotka tylko jabłka z posypką...a nie przypalą się..?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J: ??! o w paszczę niedźwiadka;)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:nie natłuszczasz tortownicy?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J:no oczywiście ze natłuszczam....myślałam,ze to oczywiste...;)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:oczywista oczywistość...jasne, kaczyzm Cię zżarł do szczętu: dajesz przepis = mówisz od A do Z!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J:a potem czekasz chwilę i podajesz jeszcze ciepłą z lodami i polewą czekoladową:D.Aż bym zjadła:D&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:ale co, ta kruszonka wypełni przestrzeń między jabłkami?i z boku też?czy jakoś trzeba te jabłka specjalnie układać?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J: Aaaaaaaa!wypełni nie wypełni- nieistotne!A z jabłkami nie- nie trzeba nic robić;).A kruszonką- której jest dosyć sporo- po prostu posypać i się nie przejmowac;)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M: no ale jak nie wypełni - to się rozpadnie ciasto i kicha z wrażenia na chłopakach..&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J: nieistotne- ważne jak smakuje;)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;M:Bo jak mówisz "posypać" to ja widze taką strukture: blacha, tłuszcz jabłkajabłkajabłkajabłkajabłkajabłkajabłka i troszkę ciasta na wierzchu,ale ale..&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J: (tego ciasta nie jest aż tak mało)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:no dobrze...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J:wiec na wierzchu wychodzi całkiem pokaźna warstwa;)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:a cynamon można dodać?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J:no jasne:)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:a może by dać trochę tego ciasta na spód?i na boki?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J:myślałam o tym, ale sądzę , ze to się nie uda, bo jabłka puszczą sok, i się zrobi zakalec:)&lt;br /&gt;zaufaj siostrze MARUDO:)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:no dobra...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J: Jak mówię, że wychodzi świetnie, to znaczy, że wychodzi świetnie! Najprostszy przepis pod słońcem!&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:ja się tylko upewniam&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili....(kiedy sądziłam, że pytania naprawdę się wyczerpały...;))&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:no dobra, a jakie jabłka dać?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J:Rany, zaraz w ucho dostaniesz;). Nie wiem jakie, ja kupuję w netto, takie za 18 DKK za paczkę;). I bladego pojęcia nie mam jakie jabłka, ale robiłam już z najróżniejszych i generalnie nie bardzo ma to znaczenie.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M: no widzisz,a ja tu nie kupię ani w netto, ani - o zgrozo za 18 dkk za paczkę&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J:ech...no moze takie, co to się raczej będą rozpadać- tzn. nie za twarde, bo wtedy nic się z nimi nie zrobi.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:dobra dobra, a potem będzie "bo złe jabłka dałeś". o, widzsz, to jest podpowiedź. no dobra, dalej!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J:dalej, to ja sobie idę, bo już mam cię dosyć!:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(...)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M: a mozna jeść na zimno?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J: MOŻNA.ale można też przed podaniem wrzucić do mikrofalówki!I jest duuużo lepsza.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:aj...nie mam mikrofalówki...no to klops. Nie zrobię szarlotki. Nie mam mikrofalówki.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;J:to do pieca;)&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;M:A. No, spoko, to zrobię.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No ja mam nadzieję. Szkoda, żeby moje instrukcje poszły na marne;)&lt;br /&gt;A czytelnikom bloga wyznaczam misję specjalną: powiedzieć czy smakowało...;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-636172992084012211?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/636172992084012211/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=636172992084012211' title='Komentarze (26)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/636172992084012211'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/636172992084012211'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/11/przepis-na-sukces.html' title='przepis na sukces.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>26</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-6720191897700439889</id><published>2007-11-27T01:28:00.000+01:00</published><updated>2007-11-27T01:34:32.565+01:00</updated><title type='text'>hit.</title><content type='html'>Pewien przemiły profesor na stronie internetowej służącej komunikacji między wykładowcami a studentami napisał:&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;(...)I intend to continue to answer questions relating to the up-coming examinations during the remaining sessions of the course, but &lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;if you feel that sitting at home preparing synopses or papers will be better for you, I respect that.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; You can also mail to me questions you would like me to answer.&lt;/span&gt;"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ten kraj chyba nigdy nie przestanie mnie zadziwiać...;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-6720191897700439889?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/6720191897700439889/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=6720191897700439889' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/6720191897700439889'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/6720191897700439889'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/11/hit.html' title='hit.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-1238651987482918588</id><published>2007-11-22T23:32:00.000+01:00</published><updated>2007-11-23T13:43:51.828+01:00</updated><title type='text'>multi-culti.</title><content type='html'>Miałam napisać o Dniu Dziękczynienia, ale tak się nieprzyzwoicie objadłam na "mini" thanksgiving dinner przygotowanym przez Michelle, że ledwom żywa i chyba nie mam siły. Jednym słowem: mission completed, bo o to podobno chodzi- żeby się najeść za wszystkie czasy (a najlepiej, żeby jeszcze zostały "leftovers", bo inaczej to się nie liczy;)).&lt;br /&gt;Zabrakło co prawda indyka, ale wersja wegetariańska sprawdziła się w stu procentach. Było pysznie, tylko o kilka kęsów za dużo.&lt;br /&gt;Nie zabrakło za to akcentu polskiego, czyli szarlotki na ciepło, z lodami i polewą czekoladową- jak szaleć to szaleć, a co.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to i tak nic, w porównaniu z tym, co planuje przygotować Danielle-Amerykanka z krwi i kości (bo Michelle to bym do końca nie identyfikowała z amerykańskim stylem życia), dla której święto dziękczynienia, to niemal najważniejsze święto w roku. Wieść gminna niesie, że zamówiła na niedzielę trzy pięciokilogramowe indyki, jak również sprowadziła ze Stanów składniki niezbędne do zrobienia tradycyjnych potraw ( między innymi dziewięciu rodzajów ciast). Nie uwierzę dopóki nie zobaczę, choć z drugiej strony wiem, że ta dziewczyna nie rzuca słów na wiatr...;).Uh.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w ogóle, zmieniając na moment temat, zastanawiałam się czy aby nie porzucić swojej zacnej działalności blogowej, bo wróciłam na chwilę do Polski,  i nie było co opowiadać;)!&lt;br /&gt;Wszystko (no, prawie) wiecie, i zupełnie nie mam wrażenia, jakbym wracała z dalekiej podróży.&lt;br /&gt;Może nie popadałabym w skrajności, jak moja szanowna przyjaciółka Ula, która zastanawiała się ostatnimi czasy, jak rozwalić World Wide Web, ale nie da się ukryć, że internet ujmuje nieco uroku tego rodzaju wyprawom.&lt;br /&gt;Swoją drogą wizyta w Warszawie była fantastyczna. Niemcy i inni;), zakochali się w zupach i pierogach, więc chyba wiem, pod jakim hasłem odbędzie się następna impreza(mam tylko nadzieję, że nie chodziło o zupę rybną!;). Kraków, jako miasto, spodobał im się bardziej niż Warszawa, za to w kategorii "by night" wygraliśmy bezapelacyjnie!Heh.&lt;br /&gt;Ja jeszcze wciąż dochodzę do siebie, chociaż obawiam się, że w perspektywie nadchodzących tygodni nie będzie to w ogóle możliwe.&lt;br /&gt;Erazmus, ech;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/R0bKm7bSCVI/AAAAAAAADOs/9AFQh9qXEhM/s1600-h/collage.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/R0bKm7bSCVI/AAAAAAAADOs/9AFQh9qXEhM/s320/collage.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5136015195198589266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-1238651987482918588?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/1238651987482918588/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=1238651987482918588' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/1238651987482918588'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/1238651987482918588'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/11/multi-culti.html' title='multi-culti.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/R0bKm7bSCVI/AAAAAAAADOs/9AFQh9qXEhM/s72-c/collage.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-3509977144214250669</id><published>2007-11-13T18:39:00.001+01:00</published><updated>2008-04-04T20:47:17.659+02:00</updated><title type='text'>awaria.</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Około 18 przyjechały na naszą ulicę 4 samochody straży pożarnej na sygnale i przez kolejne kilkadziesiąt minut było niezłe zamieszanie, ale nie żebym wiedziała co się stało. Katia widząc wszystko z okna wpadła tylko do mojego pokoju i powiedziała: "I don't hope that they are evacuating us" (erazmus english, a jak!).Nie ewakuowali.&lt;br /&gt;Wyłączyli tylko prąd na 2 godziny, przez co straciłam darmowy bilet na koncert Cocorosie, bo moja szanowna współlokatorka źle się czuła (który to bohater literacki cierpiał na globus histericus?!- tak mi się jakoś skojarzyło;))i chciała mi go oddać , ale po tym jak zostałyśmy odcięte od świata (czytaj: internetu) stwierdziła, że jednak pójdzie "because there is nothing else to do".Co za pech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w ogóle, skoro przewinął się wątek erazmus english, to żeby tradycji stało się zadość, dorzucę 2 słowa na temat "danish cuisine": dziś w kantynie pojawiły się- oprócz wspomnianej wcześniej fasolki z surową cebulą- kalafior oraz brokuły, również z surową cebulą. W ogóle w całym barze sałatkowym nie było dziś ani jednej sałatki bez cebuli. Powinni chyba sprzedawać gumę do żucia w pakiecie.&lt;br /&gt;Poza tym zimno jak diabli. Po tym jak musiałam odśnieżać (!!!) rower, chyba przerzucę się na komunikację miejską, chociaż wcale mi się ten pomysł nie podoba, bo nie dość, że drogo, to wcale nie szybciej. Ino cieplej.(Już widzę ten komentarz Mariusza, że nie kupił przez cały pobyt żadnego biletu miesięcznego;)).Trudna decyzja przede mną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na ulicach oczywiście święta.Co prawda uroczysta iluminacja wszelkich dekoracji (a z tego co widzę chyba będzie gęsto) dopiero 15.11, ale śpiewające"aniołki" widziałam już ponad tydzień temu, a choinki na wystawach sklepowych to standard.&lt;br /&gt;Że nie wspomnę o imprezie(niemal chyba narodowej), która odbyła się 2 tygodnie temu, z okazji pojawienia się na rynku "Xmas Beer";).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I cóż- tyle na dziś.Bardzo to miłe uczucie móc napisać, że resztę (d)opowiem wkrótce:)&lt;br /&gt;Do zobaczenia!&lt;br /&gt;Stęskniona Joanna;)&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-3509977144214250669?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/3509977144214250669/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=3509977144214250669' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3509977144214250669'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3509977144214250669'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/11/awaria.html' title='awaria.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-5362655222493826190</id><published>2007-11-08T21:00:00.000+01:00</published><updated>2007-11-08T21:45:56.309+01:00</updated><title type='text'>Sprawa dla reportera.</title><content type='html'>Wszystko zaczęło się od tego, że podpisałam pierwszą umowę o pracę- teoretycznie od października jestem asystentką prof. J.R.Tyran'a w &lt;span style="font-size:100%;"&gt;Laboratory for Experimental Economics&lt;/span&gt; tutejszego uniwersytetu. W praktyce byłam tam raz przez 4 godziny, i przez owe 4 godziny z mikrofonem w dłoni czytałam instrukcję według której eksperyment powinien przebiegać.&lt;br /&gt;Ale to nieistotne.&lt;br /&gt;Istotne jest to, że wraz z podpisaniem umowy pojawił się  problem posiadania "tax card", bo w przeciwnym wypadku zabierają- barbarzyńcy- 60% (!!!!!!) pensji.&lt;br /&gt;Więc rzecz jasna pojechałabym gdzie tylko by mi kazali, żeby ową kartę otrzymać. No i pojechałam- w poniedziałek.&lt;br /&gt;Okazało się jednak, że bez umowy karty nie otrzymam- choć oczywiście na uniwersytecie powiedziano mi, że bez karty umowy podpisać nie mogę.&lt;br /&gt;No, dobrze się zaczęło.&lt;br /&gt;Wróciłam na Uniwersytet, o dziwo- umowę podpisać mogłam, i we wtorek ponownie zawitałam do tax office.&lt;br /&gt;Wszystko było na dobrej drodze, dopóki pani nie spytała mnie o "work permit". Więc ja jej na to: Jakie "work permit"?!?!?! Dodam, że będąc w urzędzie w poniedziałek dopytałam o wszystkie niezbędne dokumenty i nikt słowem nie wspomniał o żadnym work permit. Poza tym wraz z otrzymaniem pozwolenia na pobyt otrzymałam list, w którym czarno na białym napisane jest, że:&lt;br /&gt;"&lt;span style="font-style: italic;"&gt;You have the right to work in Denmark, however if you are citizien of (i tu wymieniona m.in. Polska) this right will cease if you stop studying in Denmark. In that event you must apply to the Danish Immigration Service."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ale pani się uparła, że muszę mieć stempelek w paszporcie, i że jest "exteremly sorry", że nikt mi wcześniej nie powiedział. Upewniłam się jeszcze, że zrozumiała, że ja tu studiuję i czy aby na pewno nie mam jednak racji twierdząc, że mogę pracować do 15 godzin, ale pani stwierdziła, że nie i odesłała mnie od "Imigration Service", które oczywiście znajduje się na drugim końcu miasta.&lt;br /&gt;Nie miałam szans zdążyć wczoraj, więc wstałam dziś rano i pojechałam zamknąć sprawę.&lt;br /&gt;Wchodzę, a przede mną kolejka 40 osób, świetnie. Nauczona doświadczeniem pomyślałam, że podejdę do informacji i zapytam czy aby na pewno potrzebuję stempelek, i czy na pewno muszę czekać w tej upiornej kolejce.&lt;br /&gt;Okazało się, że muszę.&lt;br /&gt;Czekałam ponad półtorej godziny.&lt;br /&gt;Podchodzę do okienka, opisuję swój przypadek, a Pani mi mówi- I'm sorry, but it's not the right place to get it.&lt;br /&gt;Myślałam, że zwariuję. Ale zachowałam zimną krew i pokazuję palcem przemiłego pana z informacji który powiedział, że mam czekać.&lt;br /&gt;Sprawa się wyjaśniła, okazało się, że takie przypadki nie zdarzają się często (co już wzbudziło moje podejrzenia), i że to jednak tu. Wyłożyłam wszystkie dokumenty od nowa, po 15 minutowej konsultacji Pani wreszcie dowiedziała się  jak wygląda procedura i już miałam dostać stempelek, ale postanowiłam zapytać, czemu wprowadzają ludzi w błąd wysyłając list, którego fragment zacytowałam powyżej.&lt;br /&gt;Pani zdębiała.&lt;br /&gt;I po raz kolejny straciła orientację w temacie. Zwołała chyba w sumie 4 osoby, i przez dobre 20 minut wpatrywali się w ów paragraf.&lt;br /&gt;I zgadnijcie jaka była konkluzja.Zgadnijcie.&lt;br /&gt;You don't need any stamp as a work permit...!!!! Nic nie potrzebuję!!!Nic!Żadnego "work permit", żadnego stempelka!Aaaa!&lt;br /&gt;Pani przeprosiła, twierdząc, że przepisy są "sooo complicated".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rano jadę do tax office,podejście trzecie.&lt;br /&gt;Jeśli mi nie przejdzie, to jutro im tam kapcie pospadają, jak słowo daję.&lt;br /&gt;Trzymajcie kciuki.&lt;br /&gt;Z pozdrowieniami,&lt;br /&gt;Joanna, w bojowym nastroju;)&lt;br /&gt;Ps.Dla równowagi dobra wiadomość- od poniedziałku wznawiam lekcje duńskiego!!:) Hurra!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-5362655222493826190?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/5362655222493826190/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=5362655222493826190' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5362655222493826190'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5362655222493826190'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/11/sprawa-dla-reportera.html' title='Sprawa dla reportera.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-6013251841221023427</id><published>2007-11-06T18:39:00.000+01:00</published><updated>2007-11-06T18:40:53.611+01:00</updated><title type='text'>Ps.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RzCnCznGUnI/AAAAAAAACEU/6BJBOyLectw/s1600-h/cabin+trip_14.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RzCnCznGUnI/AAAAAAAACEU/6BJBOyLectw/s320/cabin+trip_14.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5129783642230772338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Chciałam tylko pokazać wieloryba.....;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-6013251841221023427?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/6013251841221023427/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=6013251841221023427' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/6013251841221023427'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/6013251841221023427'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/11/ps.html' title='Ps.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RzCnCznGUnI/AAAAAAAACEU/6BJBOyLectw/s72-c/cabin+trip_14.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-7226676642322847380</id><published>2007-11-05T23:20:00.000+01:00</published><updated>2007-11-05T23:48:18.843+01:00</updated><title type='text'>24 hour party people</title><content type='html'>czyli będzie o Cabin Trip, co zresztą zaanonsował mój brat w komentarzach, wywołując mnie jednocześnie do tablicy.&lt;br /&gt;Wczoraj z różnych względów nie za bardzo byłam w stanie cokolwiek napisać, ale już nadrabiam zaległości, bo jest o czym opowiadać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cabin Trip to wieloletnia tradycja uniwersytecka.Mentorzy z poszczególnych wydziałów organizują dla studentów tychże wydziałów weekendowe wyjazdy integracyjne. Wydarzenie to wymieniane jest w kategorii "a must", czyli nie można przegapić. Nie przegapiłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Już w autokarze stało się jasne, że ów weekend upłynie w atmosferze szkolnego wyjazdu na "zieloną szkołę", bo w czasie drogi do miejscowości położonej "in the middle of nowhere" -( bardzo zresztą uroczej, nad samym morzem- szczegółów niestety brak, bo co ciekawe, nie do końca jesteśmy świadomi, gdzie nas wywieziono: fakty podane w mailu, nie za bardzo zgadzają się z rzeczywistością;)) byliśmy zabawiani grami w stylu "Quick dating game".&lt;br /&gt;Potem już było tylko lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wspólne gotowanie(które dawało zaskakująco dobre rezultaty) , spanie w pokojach 30-sto osobowych, lodowata woda w łazience, różnego rodzaju "gry i zabawy ruchowe" (choć tych na szczęście nie było za wiele, bo nauczeni doświadczeniem mentorzy doszli do wniosku, że sami się wystarczająco dobrze integrujemy) i oczywiście imprezy, choć jakby się zastanowić, to właściwie cały wyjazd był jedną wielką imprezą, co zgodne jest zresztą z duńską "way of partying all week-end long";). Działo się, oj działo- grupa studentów niemieckich utrzymuje na przykład, że ok. 6 nad ranem w sobotę widzieli wieloryba.W chwili zdarzenia zawartość alkoholu we krwi przekraczała z pewnością wszelkie dopuszczalne normy, a zdjęcia niestety nie są wystarczającym materiałem dowodowym;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I rzecz jasna nie obyło się bez chrztu.&lt;br /&gt;Próbowaliście kiedyś wypić butelkę piwa na czas, obrócić się wokół siebie 10 razy i wrócić do celu?To chyba było najtrudniejsze zadanie, bo wyciągania lukrecji z miski pełnej mąki, po uprzednim wyciągnięciu jabłka z miski z wodą( bez użycia rąk)udało mi się na szczęście uniknąć dzięki soczewkom przywiezionym przez Mariusza oraz dzięki 3 wolontariuszom, którzy nieświadomi co ich czeka, zgłosili się do jego wykonania;-).&lt;br /&gt;Ta konkurencja zmieni chyba jednak mój stosunek do języka francuskiego (którego- jak może niektórzy nie wiedzą-nie lubię), bo przekleństwa wyrzucane jedno po drugim przez studentkę z Paryża brzmiały wyjątkowo świetnie;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec wspomnę jeszcze imprezie zatytułowanej "Great Ages in History". Mam nadzieję, że nikt nie ma wątpliwości jakie lata reprezentowałam (co ciekawe sukienki nie znalazłam w second handzie, ale w h&amp;amp;m, za 30 DKK;)). Zabawa była przednia, ale to chyba dosyć oczywiste:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/Ry-aGznGUlI/AAAAAAAACEE/9iOQ3aVYfzc/s1600-h/cabin+trip_2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/Ry-aGznGUlI/AAAAAAAACEE/9iOQ3aVYfzc/s320/cabin+trip_2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5129487942322377298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Ry-aHTnGUmI/AAAAAAAACEM/bUkcZmMLYPM/s1600-h/cabin+trip_4.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Ry-aHTnGUmI/AAAAAAAACEM/bUkcZmMLYPM/s320/cabin+trip_4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5129487950912311906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I cóż- wszystko co dobre szybko się kończy, a najbliższa przyszłość nie zapowiada się raczej ekscytująco. Po nadmiernej ilości "wakacji" wypadałoby wreszcie zabrać się do pracy, bo egzaminy zbliżają się wielkimi krokami.&lt;br /&gt;Chociaż jakby to podsumował jeden z moich byłych współlokatorów: "It's not what Erasmus is about";), więc podejrzewam, że skończę jak Ula: w noc poprzedzającą "deadline" będę "myśleć", a z rana przelewać na papier;).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-7226676642322847380?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/7226676642322847380/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=7226676642322847380' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7226676642322847380'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7226676642322847380'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/11/24-hour-party-people_05.html' title='24 hour party people'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/Ry-aGznGUlI/AAAAAAAACEE/9iOQ3aVYfzc/s72-c/cabin+trip_2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-6170299755933921167</id><published>2007-10-31T22:30:00.000+01:00</published><updated>2007-10-31T22:54:59.680+01:00</updated><title type='text'>zaległości mieszkaniowe.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Ryj5abMFWNI/AAAAAAAACDE/IRBVv_GZerM/s1600-h/collage2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Ryj5abMFWNI/AAAAAAAACDE/IRBVv_GZerM/s320/collage2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5127622408131664082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Ryj5ibMFWOI/AAAAAAAACDM/gnNx1nbmVM0/s1600-h/collage3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Ryj5ibMFWOI/AAAAAAAACDM/gnNx1nbmVM0/s320/collage3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5127622545570617570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak to mniej więcej wygląda:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-6170299755933921167?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/6170299755933921167/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=6170299755933921167' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/6170299755933921167'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/6170299755933921167'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/10/zalegoci-mieszkaniowe.html' title='zaległości mieszkaniowe.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Ryj5abMFWNI/AAAAAAAACDE/IRBVv_GZerM/s72-c/collage2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-5440877085963533886</id><published>2007-10-30T19:45:00.000+01:00</published><updated>2007-10-30T22:40:10.274+01:00</updated><title type='text'>erazmus english&amp; danish cuisine, I</title><content type='html'>To jest chyba dobry moment, żeby rozpocząć nową serię wątków, bo zarówno "erazmus english" jak i "danish cuisine" (choć prawdopodobnie "cuisine" to za duże słowo) chyba nigdy nie przestaną mnie zadziwiać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Może najpierw o jedzeniu, bo Ula pytała mnie dlaczego mi nie smakuje to, serwowane w kantynie uniwersyteckiej. I jakoś nie mogłam sobie nic konkretnego przypomnieć, bo oczywiście za często nie zaglądam zrażona kolejnymi wizytami.&lt;br /&gt;Ale dziś poszłam.&lt;br /&gt;I myślałam, że się przewrócę. Naprawdę nie wiem, skąd oni mają tak "kreatywne" pomysły, ale żeby nie było, że zmyślam, to przedstawię Wam dzisiejsze menu sałatkowe:&lt;br /&gt;kapusta czerwona z mandarynkami (??!), pieczarki w occie ze szczypiorkiem, buraki (pokrojone w dosyć duże kostki) z sałatą i jajkiem (bez żadnego sosu- myślę, że można się nieźle zapchać), kalafior z papryką w majonezie (coraz lepiej), no i mój faworyt- fasolka szparagowa z cebulą (surową).&lt;br /&gt;Skończyło się na kanapce. Z pomidorem, sałatą, serem żółtym i- uwaga- cukinią i kabaczkiem. Nie może być normalnie, chociaż akurat kanapki są chyba z tego wszystkiego najlepsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A erazmus english na pewno wszyscy znają, ale ostatnio wyostrzył mi się zmysł obserwacyjny, i mam wrażenie, że moja współlokatorka bije w tej dziedzinie wszelkie rekordy. Oczywiście dogadujemy się bez najmniejszego problemu, więc może mały słownik dla gości, co by ani przez chwilę nie poczuli się zagubieni:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;1. I will send you a texture- Napiszę Ci smsa (to chyba moje ulubione).&lt;br /&gt;2. Where is the measurement- Gdzie jest miarka?&lt;br /&gt;3.I don't hoping- Mam nadzieję, że nie.&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:11;"&gt;&lt;span style="color: rgb(255, 121, 18); font-weight: bold;font-size:14;" &gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Ciąg dalszy nastąpi:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS.W poprzednim poście nie wspomniałam, że nie mam (nie miałam) w nowym mieszkaniu łóżka. Ikea chyba nigdy nie przestanie mnie prześladować- wczoraj spędziłyśmy tam z Katią pół dnia. Najpierw niewiele brakowało, a kupiłabym łóżko bez nóg (najwyraźniej nie jestem najlepsza w "komponowaniu" mebli), potem czekałyśmy do północy na dostawę (i musiałyśmy wnieść na 3 piętro tony zakupów, co by nie płacić 400 DKK za tę usługę), a na koniec składałyśmy szafę do 1 w nocy, robiąc przy tym nie mało hałasu. Myślę, że nasi sąsiedzi już nas pokochali;).&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-5440877085963533886?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/5440877085963533886/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=5440877085963533886' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5440877085963533886'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5440877085963533886'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/10/erazmus-english-danish-cuisine-i.html' title='erazmus english&amp; danish cuisine, I'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-4049954449911874265</id><published>2007-10-28T18:34:00.000+01:00</published><updated>2007-10-28T20:34:08.501+01:00</updated><title type='text'>big brother!</title><content type='html'>Czyli się przeprowadziłam. I mieszkam teraz ok(n)o w ok(n)o z kilkudziesięcioma mieszkańcami sąsiadującego bloku. A że duńskim zwyczajem większość z nich nie ma w oknie nawet kawałka szmatki, to widać prawie wszystko. Póki co straszne nudy, ale kto wie, może trafi się jakaś filmowa scena, byle tylko nie z Hitchcocka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zmieniło się tyle, że mam znacznie więcej przestrzeni życiowej, nowoczesną i dobrze wyposażoną kuchnię , łazienkę trochę przymałą (a śmiałam się z tych co biorą prysznic siedząc na sedesie- teraz właściwie niewiele brakuje), ale za to czystą, i dużą szafę na ubrania, więc mój słynny wieszak z IKEI będzie teraz służył komuś innemu, choć może z sentymentu powinnam go zabrać ze sobą;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jest świetny strych, dwupoziomowy.Niżej typowo- każdy ma swój "schowek". Wyżej jeszcze nie wchodziłam, ale drabina stoi.I kusi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście nie można mieć wszystkiego, więc w całym mieszkaniu ( 65-cio metrowym, co jest w tym przypadku dosyć istotną informacją) są- uwaga- tylko dwa malutkie kaloryfery- po jednym w każdym pokoju. Dobrze, że mam ten mniejszy.&lt;br /&gt;Wiem, że zima w Danii to pewnie taka nasza chłodniejsza jesień, ale naprawdę nie rozumiem tej całej polityki grzewczej. Chociaż z drugiej strony Duńczycy hartują się od dziecka (przy wietrze wiejącym 100 km/h biegające bez czapek i szalików maluchy nikogo nie dziwią), więc pewnie im wszystko jedno. Mi chyba nie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A mieszkam z Katią (ze Szwajcarii)- nie z sześcioma osobami jak wcześniej. Jak wiadomo wszystko ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne, więc chwilowo jakoś tak pusto.No ale za to nikt nie hałasuje po nocach i nie brudzi w tempie błyskawicznym wszystkich szklanek i talerzy. Coś za coś.&lt;br /&gt;Uprzedzając pytania- zdjęcia będą, w późniejszym terminie:). Obecnie wciąż jeszcze oswajam przestrzeń, więc uwiecznię na fotografii stadium końcowe.&lt;br /&gt;Adios amigos!:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-4049954449911874265?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/4049954449911874265/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=4049954449911874265' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4049954449911874265'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4049954449911874265'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/10/big-brother.html' title='big brother!'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-7028617477620380536</id><published>2007-10-24T21:52:00.000+02:00</published><updated>2007-10-24T22:50:46.382+02:00</updated><title type='text'>epizody helsińskie.</title><content type='html'>Nie macie już dosyć tej mojej pisaniny?&lt;br /&gt;No obiecuję, to już ostatni post o Finlandii, ale parę rzeczy muszę Wam jeszcze opowiedzieć.&lt;br /&gt;Zdjęcia też będą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznę może od tego, że wszyscy-z mamą Uli włącznie-twierdzą, że Helsinki to nic szczególnego, i że "dwa dni to o półtora za dużo" (by Teresa Skórzewska;)).&lt;br /&gt;Ja się zupełnie nie zgadzam- może to nie najpiękniejsze miasto na świecie, ale naprawdę jest co pozwiedzać, jest gdzie pochodzić, a jak ktoś się na przykład interesuje designem to już w ogóle można wsiąknąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W Helsinkach rzucają się w oczy przede wszystkim kościoły- ogromne. Poza tym świetne są muzea, no ale jak się jedzie do jakiegoś miasta na 2 dni i jest to niedziela i poniedziałek, to niestety nie ma zbyt wiele czasu, żeby je pozwiedzać .&lt;br /&gt;I jest też wyspa/twierdza- Suomelinna- która Uli podobała się najbardziej- "bo tak cicho i spokojnie, jak w Lappeenrancie" (ja Wam mówię, ona nam kiedyś na te Mazury wyjedzie).&lt;br /&gt;Najlepsza była "monumental gate", która miała być niby symbolem wyspy.&lt;br /&gt;No ja nie wiem, mogli chyba znaleźć jakieś inne określenie?;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx-nKILZkjI/AAAAAAAABig/xGw7Hx8Bcf4/s1600-h/photos+304.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx-nKILZkjI/AAAAAAAABig/xGw7Hx8Bcf4/s320/photos+304.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5124998693406741042" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Aha, no i a propos tego, że jest gdzie pochodzić- kupiłyśmy z Ulą przewodnik "Helsinki on foot"- bardzo fajny i praktyczny , z 7-mioma- jeśli dobrze pamiętam- różnymi trasami "tematycznymi". I któregoś wieczoru postanowiłyśmy przejść się szlakiem "Design District"- zwykle prowadziła Ula, ale tym razem ster przejęłam ja.&lt;br /&gt;Żeby oddać komizm sytuacji muszę dodać, że każda mapa miała pozaznaczane numerki, które były przypisane do konkretnych obiektów, i o każdym z tych obiektów była krótka notka.&lt;br /&gt;W pewnym momencie dochodzimy do drzewa, które wyglądało mniej więcej tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx-nsILZkkI/AAAAAAAABio/qeBAI8369Oc/s1600-h/photos+319.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx-nsILZkkI/AAAAAAAABio/qeBAI8369Oc/s320/photos+319.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5124999277522293314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;otwieram przewodnik i czytam:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"In the park (a park akurat tam był), one of the trees is the Tree of Independence, planted to commemorate Finland's independence. The tree was donated to the Finnish Parliament by Consul General Rudolf Ray in 1930's."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Ula: Ale przecież to jest kurde zwykłe drzewo!&lt;br /&gt;Ja: No wiem, widzę. Dziwne, bo nawet żadnej tabliczki nie ma. No ale popatrz! Numer 20?! 20.Tak tu napisali.Więc to nie jest zwykłe drzewo, a Drzewo Niepodległości!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wyjmuję aparat, bo skoro to takie ważne drzewo, to głupio zdjęcia nie zrobić, nie? Zdjęcia zrobione, biorę mapę ponownie w swoje ręce, chcę nas poprowadzić dalej, ale patrzę, że mi się coś nie zgadza.&lt;br /&gt;Owszem, drzewo stało, tam gdzie powinno, z tym, że mapę miałam otwartą nie na tej stronie co trzeba:). A że dziwnym zbiegiem okoliczności właściwe Tree of Independence miało ten sam numer, co triangular park, w rogu którego stało zwykłe drzewo liściaste, to już inna sprawa.&lt;br /&gt;Ula zastanawiała się tylko w co jeszcze mi podczas tej wycieczki uwierzyła, a ja nie za wiele miałam na swoją obronę;). Jednym słowem przewodnik ze mnie pierwsza klasa, więc jakbyście kiedyś chcieli coś pozwiedzać- dajcie znać:).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i to by było na tyle kochani, na koniec jeszcze parę zdjęć:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx-sU4LZklI/AAAAAAAABiw/X_IwenF_8Kw/s1600-h/collage.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx-sU4LZklI/AAAAAAAABiw/X_IwenF_8Kw/s320/collage.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5125004375648473682" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;i przestroga:Będąc w Finlandii nigdy nie kupujcie takiego jogurtu, bo jak to słusznie ujęła Ula: ani przełknąć, ani pogryźć;). Okropna konsystencja;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx-s5YLZkmI/AAAAAAAABi4/E4kADwaT4AU/s1600-h/photos+263.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx-s5YLZkmI/AAAAAAAABi4/E4kADwaT4AU/s320/photos+263.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5125005002713698914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Do usłyszenia:)!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-7028617477620380536?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/7028617477620380536/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=7028617477620380536' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7028617477620380536'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7028617477620380536'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/10/epizody-helsiskie.html' title='epizody helsińskie.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx-nKILZkjI/AAAAAAAABig/xGw7Hx8Bcf4/s72-c/photos+304.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-3197356271619946122</id><published>2007-10-24T14:38:00.000+02:00</published><updated>2007-10-24T14:52:23.199+02:00</updated><title type='text'>wybory,czyli złote myśli Urszuli S.</title><content type='html'>Pojechałyśmy do ambasady, za 2,20 Euro (co za poświęcenie), zagłosowałyśmy w nieco bardziej uroczystej niż zwykle oprawie, wyszłyśmy- i na gorąco oczywiście dzielimy się ze sobą wrażeniami.&lt;br /&gt;Że bez sensu takie wybory jak się o większości kandydatów nic nie wie i że właściwie zawsze głosuje się na pierwszą osobę z listy- bo ta jest najbardziej znana.&lt;br /&gt;Do senatu jest zwykle lepiej-tym razem znałyśmy wszystkie nazwiska.&lt;br /&gt;Wymieniamy nasze uwagi, komentujemy decyzje, i ja- wypytując o kolejne typy rzucam przypadkowo jedno nazwisko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ja: Smoktunowicz?&lt;br /&gt;Ula : Nie,no co ty!!! Na niego nie głosowałam. &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czytałam na Pudelku, że na dzieci nie płaci.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie ma to jak dobry argument.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dodam na koniec, że wyprawa na wybory kosztowała nas w sumie 4,40;). Miałyśmy wrócić korzystając z tego samego biletu(ważny przez godzinę), ale spotkałyśmy na przystanku jakiegoś chłopaka z Polski, jakoś się zagadaliśmy i zapomnieliśmy wszyscy, że to nie Polska, i żeby autobus się zatrzymał, trzeba pomachać.&lt;br /&gt;No nie pomachaliśmy.&lt;br /&gt;A następny autobus za 40 minut.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem chciałyśmy z Ulą znaleźć jakiś miły pub, ale w niedzielę wieczorem to nie takie proste znaleźć jakikolwiek pub, a miły to już w ogóle.&lt;br /&gt;Podążając za wskazówkami z przewodnika udałyśmy się w stronę Kallio (tak, tak to tam gdzie mieszkałyśmy), która została zareklamowana tak:&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;"If you are not interested in more trendy downtown nightclubs/bars, or are on a budget, you might want to head over to Kallio district that has heaps of bars with relatively cheap beer and an &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;offbeat atmosphere&lt;/span&gt;. Popular places include Stellar pub, Roskapankki, Kola and Tauko but there are lots more to choose from - walking along Helsinginkatu or Vaasankatu will get you past many of them. The sometimes "&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;decadent" bar culture&lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt; here might not be everyone's cup of tea, though."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;No więc pomyślałyśmy- w sam raz dla nas. Ale szybko się okazało, że nieco inaczej rozumiemy słowo "decadent"i "offbeat atmosphere". Tak mrocznych i właściwie mało przyjemnych miejsc to ja dawno nie widziałam. Łyse głowy, skóry- naprawdę zrobiło się nieciekawie.&lt;br /&gt;W końcu znalazłyśmy pub, któremu do decadent było daleko, i przez resztę wieczoru delektowałyśmy się fińskim piwem Koff, za 4 € (a jak mi Ula mówiła, że drogo, to nie wierzyłam, że może być gorzej niż tu- a może. W sklepie piwa tańszego niż 2€ się nie znajdzie, w Kopenhadze mamy przynajmniej Pilsner Harboe za 2,75 DKK. Niedobre bo niedobre, ale jest;)).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-3197356271619946122?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/3197356271619946122/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=3197356271619946122' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3197356271619946122'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3197356271619946122'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/10/wyboryczyli-zote-myli-urszuli-s.html' title='wybory,czyli złote myśli Urszuli S.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-8535911950806672215</id><published>2007-10-24T11:00:00.000+02:00</published><updated>2007-10-24T12:12:36.778+02:00</updated><title type='text'>couchsurfing.com</title><content type='html'>Idea jest prosta: w serwisie couchsurfing.com rejestrują się żądne przygód osoby i tym oto sposobem powstała już całkiem spora społeczność internetowa, dzięki której- metodą "handlu wymiennego" -można mieć nocleg za darmo. Na całym świecie.&lt;br /&gt;I niekoniecznie trzeba zaraz oferować kanapę w swoim domu- wystarczy na przykład kawa, albo po prostu spacer, z osobą która zawita do Waszego miasta, a wcześniej się z Wami skontaktuje i będzie chciała spotkać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A że z Ulą na obczyźnie za dużo pieniędzy nie mamy, to oczywiście postanowiłam poszukać nam jakiejś darmowej kanapy,  a jak;).&lt;br /&gt;I jak to stwierdziła Ula- mam chyba niezłe szczęście do ludzi: udało mi się w Gdyni, udało mi się we Wrocławiu, no i bez wątpienia- udało nam się w Helsinkach!&lt;br /&gt;Nie mogę niestety zamieścić zdjęć (podejrzewam, że to może być niezgodne z jakimś regulaminem), ale mieszkałyśmy w bardzo fajnym mieszkaniu, w jednej z lepszych dzielnic(Kallio), u Arho, studenta PhD.&lt;br /&gt;W jednym pokoju, wszyscy razem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przywitał nas na dworcu, i stwierdziłyśmy, że już jest dobrze- wyobraźcie sobie: jeansy, trampki, skórzana kurtka, kręcone włosy, okulary takie trochę kujonkowate,w starym stylu, duże, i- uwaga- torebka z materiału(lniana?), taka z krótkimi uszami (co się jej nie da na ramię założyć), mała, czarna (no babska po prostu). Z kotem.&lt;br /&gt;Zakręcona persona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale naprawdę nie mogłyśmy trafić lepiej- bardziej otwartą i jak to mawiają Anglicy- easy going- osobę trudno sobie wyobrazić, więc oczywiście było super, chociaż nie wiem co on sobie o nas pomyślał, bo w niedzielę wieczorem miałyśmy w pubie tylko jeden temat- wybory (o tym jeszcze napiszę:D).&lt;br /&gt;Za to w poniedziałek poszliśmy razem na koncert do klubu Liberte, i mit o tym, że Finowie słuchają ponurej, ciężkiej muzyki, został obalony, bo trafiliśmy na  koncert młodych i naprawdę miłych dla ucha, zupełnie niemetalowych zespołów. Panom polecam zwłaszcza Goldsmith, bo wokalistkę mają śliczną;). Drugi zespół muzycznie chyba nawet ciekawszy, bo oprócz standardowego składu- sekcja dęta w postaci puzonu i saksofonu, a także dwie wokalistki.I podobno teksty niezłe-niestety nie zrozumiałam;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A o samych Helsinakch jeszcze opowiem (epizody helsińskie są chyba jeszcze lepsze niż lappeenranckie), ale teraz będzie notka o wyborach, w której dowiecie się między innymi dlaczego nie można głosować na Roberta Smoktunowicza;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-8535911950806672215?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/8535911950806672215/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=8535911950806672215' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/8535911950806672215'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/8535911950806672215'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/10/couchsurfingcom.html' title='couchsurfing.com'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-632928426104347658</id><published>2007-10-23T23:16:00.000+02:00</published><updated>2007-10-24T01:18:21.801+02:00</updated><title type='text'>epizody lappeenranckie;)</title><content type='html'>1.&lt;br /&gt;Stoimy w kolejce do klubu przed imprezą "upside down". W pewnym momencie zorientowałam się, że nie mam przy sobie żadnych dokumentów, a w Finlandii kontrola wieku jest dosyć rygorystyczna.&lt;br /&gt;Do domu daleko, autobusy nie jeżdżą, roweru brak.&lt;br /&gt;No to cóż, nie miałam specjalnie nic do stracenia i wzięłam dowód Uli(a dodać należy, że Ula stała jakieś dwie osoby przede mną ze swoją legitymacją studencką;). Przywdziałam Einsteinowskie okulary, które z pewnością fantastycznie komponowały się z hitlerowskim wąsikiem i w przeprowadzonej rozmowie byłam pewna siebie, jak nigdy:&lt;br /&gt;Doorman (przyglądając się bacznie to zdjęciu, to mi): Hmmmm, I don't think it's your ID.&lt;br /&gt;Ja: Why?!! Of course it's me! I've just changed a little bit since I've made this photo.&lt;br /&gt;Doorman: Little bit?! ( I dalej patrzy z niedowierzaniem)&lt;br /&gt;Ja: Yeees, it's all because I am dressed up so weird!That's the same person, you have to belive!:)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Doorman się jeszcze chwilę poprzyglądał, spojrzał na zdjęcie, na mnie,co najzabawniejsze- na Ulę, która była w zasięgu jego wzroku, i skomentował: Well, it's really hard.For me it's not the same.(Nie?!)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Musiałam go jeszcze trochę poprzekonywać, ale na imprezę oczywiście weszłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. ( W trakcie pisania tego posta rozmawiam z Ulą na gadu-gadu).&lt;br /&gt;Ja: Pracuję nad epizodem z lasu, ale coś mnie chyba wena opuściła.&lt;br /&gt;Ula: Nie, no kurde, wiewióry muszą być, chyba aż Ci przypomnę jak to było.&lt;br /&gt;Ja: Hm?Dawaj.&lt;br /&gt;Ula: Najpierw szlysmy długo, długo prze las:), a potem nagle wyłoniła sie fińska wioska&lt;br /&gt;na to stwierdziłaś(a może ja),że trzeba zrobić zdjęcie.I co dalej??Aha,i robisz to zdjęcie, a na środku zdjęcia Fin, stary,z taczkami:D. I jak juz zrobilas zdjęcie, to on cos zaczyna po finsku nawijać(wersja ocenzurowana, Ula ujęła to nieco inaczej;)) (...), no a dalej to już chyba pamiętasz.&lt;br /&gt;Ja: Nie pamiętam, musisz mi przypomnieć. Dobrze Ci idzie.&lt;br /&gt;Ula: No kurde, wiewiórkę Ci pokazał- nie pamiętasz?!!Ale wcześniej to ja próbowałam się po fińsku wysłowić.&lt;br /&gt;*****&lt;br /&gt;Ale po tym jak się Pan dowiedział, że my po fińsku to jednak nie mówimy, dalej bardzo chciał nam coś powiedzieć (Ula ma teorię, że myślał, że robimy mu zdjęcie, i chciał zasugerować, że nie warto, co właściwie w kontekście późniejszych wydarzeń ma sporo sensu).Na szczęście poza mową werbalną zaczął używać też niewerbalnej i w istocie- pokazał nam wiewiórki.&lt;br /&gt;Musicie uwierzyć na słowo, że mówił o tym w taki sposób, jakby to były najważniejsze wiewiórki na świecie;)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx56z4LZkiI/AAAAAAAABiY/fnAzKLyY7Sk/s1600-h/photos+206.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx56z4LZkiI/AAAAAAAABiY/fnAzKLyY7Sk/s320/photos+206.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5124668457666318882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;3.&lt;br /&gt;Parafrazując Mariuszowe "Orzeł jeździ na rowerze", mogłabym napisać "Joanna jeździ na rowerze. Chińskim".A nie muszę chyba mówić, że Chińskie koleżanki Uli mają góra 1,40 m w kapeluszu. No i wyobraźcie sobie- ja na tym rowerze, dziecięcym. Mało się nie zabiłam, ale dojechałam;).&lt;br /&gt;W sumie i tak wybrałam bezpieczniejszą opcję, bo w pierwszej wersji miałyśmy pożyczyć rower od innego chińskiego chłopca. Już miałam klucze w ręku, ale na szczęście chłopię w ostatniej chwili sobie przypomniało, że "there is no breaks";-).Heh.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4.&lt;br /&gt;Wydawać by się mogło, że pytanie o to, gdzie jest poczta, skierowane na ulicy do młodych dziewczyn, nie ma szans sprowokować dziwnej/zabawnej sytuacji, a jednak;).&lt;br /&gt;Zgadnijcie jaka była reakcja?;)&lt;br /&gt;Zaczęły prawie uciekać(a tego dnia Ula naprawdę nie wyglądała jak Einstein;)), no i oczywiście nie odezwały się ani słowem.&lt;br /&gt;Czy ja już wspominałam, że Finowie są dziwni?;-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-632928426104347658?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/632928426104347658/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=632928426104347658' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/632928426104347658'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/632928426104347658'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/10/epizody-lappeenranckie.html' title='epizody lappeenranckie;)'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx56z4LZkiI/AAAAAAAABiY/fnAzKLyY7Sk/s72-c/photos+206.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-7537373047138465054</id><published>2007-10-23T21:02:00.000+02:00</published><updated>2007-10-23T23:23:33.409+02:00</updated><title type='text'>różności, part II;)</title><content type='html'>Niestety tym razem piszę do Was już z Kopenhagi:(&lt;br /&gt;Brak dostępu do internetu uniemożliwił mi nadawanie na bieżąco, i trochę się tego wszystkiego uzbierało, ale spróbuję Wam opowiedzieć, a działo się,oj,działo:)!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zacznę może od tego na czym ostatnio skończyłam, czyli o tym jak kolorowo jest w Lappeenrancie, i nie mam tu na myśli malowniczego krajobrazu...;)&lt;br /&gt;Otóż nasza Ula mieszka z dwoma Chinkami- LiLi i Hebe (lub jak mówi Ula: Hippi:))- miłe dziewczyny, tylko trudno się czasem z nimi dogadać, bo "chinese english" brzmi niekiedy dosyć skomplikowanie (chociaż "finis englis"też niczego sobie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale można się za to nauczyć przy nich gotować, bo gotują nieustannie (ryż z makaronem i ziemniakami), no i generalnie mają jakąś manię chomikowania. Zjadłyśmy im kiedyś pół chleba, ale można to tylko rozpatrywać w kategoriach dobrego uczynku, bo była to jedna spośród sześciu połówek znajdujących się w lodówce.&lt;br /&gt;Kiedyś były też mocno przerażone jak Ula chciała ugotować ryż nie myjąc go uprzednio;-). I komu jak komu, ale dziewczynom nie można się było w tej kwestii przeciwstawić, więc ryż został umyty. Dwukrotnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A już tak zupełnie serio: ciekawe to doświadczenie obcować z osobami z kompletnie innej kultury, bo to jednak totalnie odmienna mentalność, zwyczaje, zupełnie inne wychowanie.&lt;br /&gt;No i LiLi na przykład nie lubi "kissing", za to lubi "swimming and skiing", z mężem nie będzie spała w jednym pokoju, nie pije alkoholu, a jeśli już to po jednym kieliszku sake jest podobno kompletnie pijana. Ula próbowała sprowadzić je na złą drogę (a jak;)), ale tym razem chyba się nie udało. Przynajmniej na razie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza Chinkami jest jeszcze Jussi-anioł i jego żona z Japonii (wybaczcie, ale wszystkie imiona mi się poplątały). Chyba staną się moją ulubioną parą, bo porozumiewają się między sobą po chińsku (tak, tak, Jussi- Fin nauczył się jakimś cudem tego języka i jest w stanie swobodnie się w nim dogadać). Jussi- poza Ulą- opiekuje się jeszcze dwiema osobami z Japonii, i wszyscy razem wzięci tworzą-jak to się mówi- jedno towarzystwo (a drugie znacie z "upside down" party).&lt;br /&gt;I w sobotę zostałyśmy  zaproszone na "Japaneese Party"- było pysznie, zresztą zobaczcie sami:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx5RAoLZkWI/AAAAAAAABg4/uo9PO4nWvnU/s1600-h/photos+159.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx5RAoLZkWI/AAAAAAAABg4/uo9PO4nWvnU/s320/photos+159.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5124622497221284194" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx5RBYLZkXI/AAAAAAAABhA/hYEDsMrWMI8/s1600-h/photos+161.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx5RBYLZkXI/AAAAAAAABhA/hYEDsMrWMI8/s320/photos+161.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5124622510106186098" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Oczywiście dla równowagi nie mogło zabraknąć fińskiej muzyki, więc jak kogoś zachęca taki obrazek:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx5Xv4LZkYI/AAAAAAAABhQ/pXW-LxUAzQI/s1600-h/photos+168.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx5Xv4LZkYI/AAAAAAAABhQ/pXW-LxUAzQI/s320/photos+168.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5124629906039869826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;to proponuję przeszukać youtube pod kątem zespołu VERSNWARMU i TERASBETONI (z dwoma kropkami nad "A"). Oni naprawdę są dziwni, i naprawdę słuchają takiej muzyki. Chociaż podobno głównie właśnie w małych miasteczkach.&lt;br /&gt;No i na koniec jeszcze kilka ślicznych widoków z Lappenranty, bo potem przenosimy się do Helsinek!:)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx5f7oLZkcI/AAAAAAAABhs/PIkbDSoTQ_k/s1600-h/photos+196.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx5f7oLZkcI/AAAAAAAABhs/PIkbDSoTQ_k/s320/photos+196.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5124638903996355010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx5f74LZkdI/AAAAAAAABh0/KaAxaqtwvOQ/s1600-h/photos+197.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx5f74LZkdI/AAAAAAAABh0/KaAxaqtwvOQ/s320/photos+197.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5124638908291322322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx5f8YLZkeI/AAAAAAAABh8/KQjepex5Zoo/s1600-h/photos+198.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx5f8YLZkeI/AAAAAAAABh8/KQjepex5Zoo/s320/photos+198.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5124638916881256930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx5f8oLZkfI/AAAAAAAABiE/GglytWlptSI/s1600-h/photos+199.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx5f8oLZkfI/AAAAAAAABiE/GglytWlptSI/s320/photos+199.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5124638921176224242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx5f84LZkgI/AAAAAAAABiM/h4l1IdCuDdA/s1600-h/photos+200.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx5f84LZkgI/AAAAAAAABiM/h4l1IdCuDdA/s320/photos+200.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5124638925471191554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-7537373047138465054?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/7537373047138465054/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=7537373047138465054' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7537373047138465054'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7537373047138465054'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/10/rnoci-part-ii.html' title='różności, part II;)'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/Rx5RAoLZkWI/AAAAAAAABg4/uo9PO4nWvnU/s72-c/photos+159.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-1095983917642984475</id><published>2007-10-19T12:11:00.001+02:00</published><updated>2007-10-19T12:14:23.999+02:00</updated><title type='text'>roznosci.</title><content type='html'>Chyba wspomnialam, ze Ula zaplanowala program lesno- saunowy, i w istocie- wczoraj przeszlysmy chyba ze 20 kilometrow.Oczywiscie w lesie i nad jeziorem, a jak.&lt;br /&gt;Nog nie czuje;-).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdybym przyjechala latem, mozna by w nim poplywac (a musicie wiedziec, ze to nie jest byle jezioro, a 4 pod wzgledem wielkosci w Europie!), a gdybym przyjechala zima mozna by przyodziac biegowki. Jesienia pozostaja dluuugie spacery. I czuje sie jak na jakiejs wycieczce w gorach -tylko gor brakuje;-).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyznam szczerze, ze inaczej wyobrazalam sobie Finlandie, chyba bardziej- ze tak powiem- zachodnio i nowoczesnie.&lt;br /&gt;Ale sami Finowie podobno obrazaja sie, jesli mowi sie o ich kraju "kraj skandynawski". Zwiazki z kultura rosyjska pozostaja jednak bardzo duze, i to widac. Sklepy, niektore restauracje (nie tylko wystroj, ale i jedzenie)- wypisz, wymaluj zza wschodniej granicy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym nie lubia obnosic sie ze swoim bogactwem, ani generalnie- wyrozniac sie sposrod innych Finow- do tego stopnia, ze nie uzywaja na przyklad okreslenia "elita intelektualna", ani w ogole zadna elita. Po prostu troche madrzejsi od reszty ludzie.&lt;br /&gt;Nie lubia tez rozmawiac o pieniadzach- Uli profesor nie wie podobno ile zarabia jego zona.&lt;br /&gt;I generalnie sa troche dziwni...;-).&lt;br /&gt;Typowy Fin ma dlugie wlosy, brode, troche wiecej ciala niz potrzeba, ubiera sie na czarno i slucha metalu. Ciekawie.&lt;br /&gt;Ale zdarzaja sie wyjatki- i takim wyjatkiem jest Uli mentor-Jussi- aniol, a nie czlowiek.&lt;br /&gt;Takze Ula jest w dobrych rekach.I ja z nia teraz tez;-).&lt;br /&gt;Dzis wybieramy sie na japonska kolacje, bo ow mentor ma zone Japonke, z ktora nota bene porozumiewa sie po chinsku.&lt;br /&gt;I wieczorem obowiazkowo sauna.&lt;br /&gt;Opowiem Wam jeszcze z kim sie nasza Ula tutaj zadaje i czego mozna sie nauczyc ( i dowiedziec) mieszkajac z dwoma Chinkami. A teraz koncze, bo idziemy pozwiedzac miasto:-) (pozwiedzac i miasto to duze slowa;-)).&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RxiDEILZkSI/AAAAAAAABgQ/RGwwLbwQ5RI/s1600-h/Picture+001.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RxiDEILZkSI/AAAAAAAABgQ/RGwwLbwQ5RI/s320/Picture+001.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5122988683071951138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/RxiDEoLZkTI/AAAAAAAABgY/i5rX4IhkRzI/s1600-h/Picture+004.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/RxiDEoLZkTI/AAAAAAAABgY/i5rX4IhkRzI/s320/Picture+004.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5122988691661885746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/RxiDE4LZkUI/AAAAAAAABgg/DBb8Goxjz4U/s1600-h/Picture+018.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/RxiDE4LZkUI/AAAAAAAABgg/DBb8Goxjz4U/s320/Picture+018.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5122988695956853058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-1095983917642984475?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/1095983917642984475/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=1095983917642984475' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/1095983917642984475'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/1095983917642984475'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/10/roznosci.html' title='roznosci.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RxiDEILZkSI/AAAAAAAABgQ/RGwwLbwQ5RI/s72-c/Picture+001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-5028714886978966985</id><published>2007-10-18T11:37:00.001+02:00</published><updated>2007-10-18T11:45:01.734+02:00</updated><title type='text'>bez komentarza...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RxcqdYLZkNI/AAAAAAAABfo/Ns1U5Y7-b0Q/s1600-h/Picture+047.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RxcqdYLZkNI/AAAAAAAABfo/Ns1U5Y7-b0Q/s320/Picture+047.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5122609785352065234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/RxcqfILZkOI/AAAAAAAABfw/2gcDmxNNETI/s1600-h/Picture+046.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/RxcqfILZkOI/AAAAAAAABfw/2gcDmxNNETI/s320/Picture+046.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5122609815416836322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/RxcqhoLZkPI/AAAAAAAABf4/6WIgkzBInVk/s1600-h/Picture+037.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/RxcqhoLZkPI/AAAAAAAABf4/6WIgkzBInVk/s320/Picture+037.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5122609858366509298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/RxcqjILZkQI/AAAAAAAABgA/iUfBiBOngCY/s1600-h/Picture+038.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/RxcqjILZkQI/AAAAAAAABgA/iUfBiBOngCY/s320/Picture+038.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5122609884136313090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/RxcqkoLZkRI/AAAAAAAABgI/Aw7121OOb0A/s1600-h/Picture+044.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/RxcqkoLZkRI/AAAAAAAABgI/Aw7121OOb0A/s320/Picture+044.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5122609909906116882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;bo chyba nie trzeba...;-)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-5028714886978966985?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/5028714886978966985/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=5028714886978966985' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5028714886978966985'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5028714886978966985'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/10/bez-komentarza.html' title='bez komentarza...'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RxcqdYLZkNI/AAAAAAAABfo/Ns1U5Y7-b0Q/s72-c/Picture+047.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-1815583530185110312</id><published>2007-10-17T12:15:00.000+02:00</published><updated>2007-10-17T12:42:14.659+02:00</updated><title type='text'>W Finlandii znaki drogowe sa zolte....;)</title><content type='html'>Pewnie dlatego, zeby je bylo widac zima. W zaspach snieznych.&lt;br /&gt;Ale ten snieg to przereklamowana sprawa- wcale nie pada, i wcale nie jest zimno. Wrecz przeciwnie, Finlandia przywitala mnie piekna i sloneczna pogoda- Ula mowi, ze mam szczescie;-).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podroz zajela mi prawie caly dzien- samolot leci niewiele ponad godzine, ale to dopiero poczatek. Kolejny etap to 4 godzinna przeprawa autobusem. A wlasciwie dwoma lub trzema.&lt;br /&gt;I jadac tym autobusem przez owe 4 godziny caly czas podziwialam krajobraz przez okno i czekalam az sie zmieni.&lt;br /&gt;Ale sie nie zmienil:tylko jeziora i lasy. I od czasu do czasu jakas finska wioska. Zwykle malutka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Lappeenranta jest urocza, taka mazurska. Tylko troche na koncu swiata;-).&lt;br /&gt;Poki co widzialam niewiele, ale mamy za soba 40 minutowy spacer na uczelnie (bo Ula wlasnie jest na zajeciach z finskiego, a ja walcze w bibliotece z tutejsza klawiatura(stad brak polskich znakow)!). I droga oczywiscie prowadzi przez las. I nad jeziorem. Bajka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na popoludnie planujemy dla odmiany spacer po miescie, a wieczorem impreza upside down (czyli panowie przebieraja sie za panie, i na odwrot)- obiecuje, ze zamieszcze zdjecia (ale niestety po powrocie, bo Ula naprawde nie ma internetu w pokoju, a tu w bibliotece w ogole nie  mam sie jak podpiac).&lt;br /&gt;Poza tym jest cudownie, bo:&lt;br /&gt;1. Jest Ula (szkoda, ze nie ma Natalii!!), i naprawde cudownia ja zobaczyc po prawie 3 miesiacach.&lt;br /&gt;2. Jest cieplo w mieszkaniu (a nie, ze mi sztywnieja palce, jak pisze na komputerze)&lt;br /&gt;3. Nie musze gotowac! Bo w kantynie uniwersyteckiej mozna zjesc pyszny obiad za 2€!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym slowem wymarzone wakacje!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-1815583530185110312?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/1815583530185110312/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=1815583530185110312' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/1815583530185110312'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/1815583530185110312'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/10/w-finlandii-znaki-drogowe-sa-zolte.html' title='W Finlandii znaki drogowe sa zolte....;)'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-4914583682387970314</id><published>2007-10-13T12:38:00.000+02:00</published><updated>2007-10-13T14:47:30.397+02:00</updated><title type='text'>Słonecznie, 5°C!</title><content type='html'>Korzystając-po raz kolejny- z wyjątkowo pięknej pogody (i co z tego, że 5°C), pędzę zaraz na pchli targ, bo to jedna z ostatnich okazji, żeby poszperać w starociach- a znaleźć tam można dosłownie wszystko. Rzecz jasna, moje zainteresowania zorientowane są na dział ubrania i dodatki, ale  widziałam też świetne meble, z którymi tylko nie wiem jak bym wróciła do Warszawy;-) (bo po 20 h podróży samochodem i promem rodzice kategorycznie odmówili jakiejkolwiek współpracy na przyszłość;)).&lt;br /&gt;Szkoda, że sezon się kończy, bo niestety w second- handach- przynajmniej w tych, które do tej pory odwiedziłam- można co prawda znaleźć perełki, zwykle jakieś designerskie egzemplarze, ale niestety po raz kolejny- nie na studencką kieszeń.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wczoraj odkryłam jeden z pierwszych "undergroundowych" klubów w Kopenhadze, z cyklu- jeśli nie wiesz gdzie jest, raczej nie masz szans go znaleźć. I przy okazji oczywiście kilka młodych duńskich i szwedzkich zespołów- bardzo miłe dla ucha, choć odkrycie to prawdopodobnie za duże słowo (Our Broken Garden, &lt;span class="nametext"&gt;Peter Broderic, F&lt;/span&gt;&lt;span class="nametext"&gt;rederique Tiger oraz Taxi Taxi!).  Najciekawszy chyba z tego wszystkiego był chilloutowy duet Taxi Taxi!  ze Sztokholmu, bo to dwie  młodziutkie siostry bliźniaczki (zdaje się,  że  mają 17 lat), które dopiero co nagrały swoją pierwszą EP-kę. Myślę, że mają potencjał, fajne głosy, sprawnie posługują się kilkoma instrumentami,i pytanie tylko jak i czy się to rozwinie (i tu widzę uśmiech Pabla..;)).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale do czego zmierzam- a no do tego, że brakuje mi tu wciąż takich "moich miejsc", imprez innych niż międzynarodowe, w skrócie- alternatywy dla Studenterehuset- z całym szacunkiem, ale ile można;-).&lt;br /&gt;A wiadomo, że- gdzie by się nie było- w pierwszej kolejności trafi się pewnie na kluby w stylu warszawskich Hybryd, Stodoły czy Parku (zwłaszcza jak się ciągle jest w środowisku międzynarodowym, czytaj tak samo nie mającym pojęcia co się dzieje w mieście), a dopiero potem zacznie odkrywać Jadłodajnię, Melanż czy choćby Tygmont. Rzecz jasna najfajniej byłoby dopaść jakiegoś tubylca, ale już chyba wspominałam, że to nie takie proste.&lt;br /&gt;W każdym razie, mam nadzieję, że wszystko jeszcze przede mną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tymczasem przygotowuję się do wyjazdu do krainy śniegiem i lodem pokrytej. W Lappeenrancie(akcent na pierwsza sylabe, jak zawsze w finskim, dlugie rrrrrr i prawnie niesłyszalne "n", jak poinstruowała mnie Ula),  są tylko 2 kluby, więc nie będzie specjalnie czego odkrywać;).&lt;br /&gt;Ula zaplanowała program "leśno- saunowy", także w sam raz na wakacje.&lt;br /&gt;A potem 2 dni w Helsinkach, czyli pierwsze przygody z Couchsurfingiem i obowiązkowo- wybory. Szczegóły wkrótce- będę pisać na bieżąco, mimo że to przecież Panna Joanna w Kopenhadze;)!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="nametext"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-4914583682387970314?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/4914583682387970314/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=4914583682387970314' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4914583682387970314'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4914583682387970314'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/10/sonecznie-5c.html' title='Słonecznie, 5°C!'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-7299120025157807916</id><published>2007-10-06T20:38:00.000+02:00</published><updated>2007-10-06T20:51:56.419+02:00</updated><title type='text'>piknikowanie!</title><content type='html'>Pamiętam jeden z kopenhaskich maili Mariusza, w którym to rozpisywał się- najkrócej rzecz ujmując- o deptaniu trawy;). Że w Polsce można co najwyżej dostać za to mandat, a tu w Kopenhadze, to jest zupełnie normalne, że chadza się  skrótami i że można swobodnie usiąść w parku na środku pięknego, zadbanego trawnika, i nikt złego słowa nie powie.Bo przecież wszystko jest dla ludzi.&lt;br /&gt;I faktycznie- parki w Kopenhadze to fantastyczna sprawa.&lt;br /&gt;Jest ich tutaj co najmniej kilka (a przypomnę, że Kopenhaga jest jakieś 7 razy mniejsza niż Warszawa), są ogromne i oczywiście bardzo zadbane.&lt;br /&gt;Duńczycy uwielbiają urządzać pikniki i spędzać czas na świeżym powietrzu (co da się szczególnie zaobserwować w weekendy). Podobno- jeśli tylko pogoda dopisuje- urządzają w parkach różnego rodzaju uroczystości- od urodzin po piknik na cześć przyjaciółki wychodzącej za mąż;-) (to z przewodnika;)).&lt;br /&gt;Bo będąc w środku miasta można totalnie oderwać się od rzeczywistości i muszę powiedzieć, że chyba nie ma lepszego sposobu na wypoczynek.&lt;br /&gt;Wystarczy koc,jakieś drobne przekąski, piłka i oczywiście doborowe towarzystwo i miłe popołudnie zapewnione:-).A że pogoda była dziś przepiękna to spędziliśmy w parku kilka godzin- czysta przyjemność.&lt;br /&gt;Poniżej zamieszczam zdjęcie, które dedykuję Mariuszowi;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RwfNfYLZkII/AAAAAAAABeo/Ma08tiYKiC0/s1600-h/piknik_6.10+013.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RwfNfYLZkII/AAAAAAAABeo/Ma08tiYKiC0/s320/piknik_6.10+013.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5118285440479760514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A uzupełniając jeszcze "wieści z frontu" powiem, że demonstracja- zgodnie z planem- odbyła się w środę i zgromadziła około 200 osób. Muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem, bo organizacja była perfekcyjna- plakaty, ulotki, transparenty.&lt;br /&gt;Zresztą zobaczcie sami:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/RwfVDILZkJI/AAAAAAAABew/zvwK6WFBbsQ/s1600-h/kiss3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/RwfVDILZkJI/AAAAAAAABew/zvwK6WFBbsQ/s320/kiss3.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5118293751241478290" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RwfVDYLZkLI/AAAAAAAABfA/EQodPkC77vw/s1600-h/kiss5.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RwfVDYLZkLI/AAAAAAAABfA/EQodPkC77vw/s320/kiss5.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5118293755536445618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/RwfVDoLZkMI/AAAAAAAABfI/mn25PQ5Pj24/s1600-h/kiss6.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/RwfVDoLZkMI/AAAAAAAABfI/mn25PQ5Pj24/s320/kiss6.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5118293759831412930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RwfVDYLZkKI/AAAAAAAABe4/BrsJsp-N-IE/s1600-h/kiss4.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RwfVDYLZkKI/AAAAAAAABe4/BrsJsp-N-IE/s320/kiss4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5118293755536445602" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Prawdopodobnie nie wywoła to bezpośrednich skutków, bo okazało się w międzyczasie, że sytuacja jest bardziej skomplikowana niż by się mogło wydawać.&lt;br /&gt;W telegraficznym skrócie- nikt tak naprawdę nie chce szkoły zamykać, ale dyrektor dopuścił się defraudacji dosyć dużej sumy pieniędzy, więc zdaje się, że niebawem stanie przed sądem (a przestępstwa finansowe w Danii traktowane są gorzej niż zabójstwa,taka ciekawostka). W związku z tym szkoła nie może dalej funkcjonować, bo nie dość, że ma dług w wysokości ok. 4 mln DKK, to dyrektor jest właścicielem praw autorskich unikalnego systemu nauczania KISS.&lt;br /&gt;Nauczyciele oczywiście próbują coś niezależnie zorganizować, bo w tej chwili sytuacja wygląda tak, że 40 osób straciło pracę, 700 studentów- szkołę, a w innych placówkach nie ma dla nas miejsc.&lt;br /&gt;Innymi słowy, trzymajcie kciuki dalej, cdn.!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-7299120025157807916?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/7299120025157807916/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=7299120025157807916' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7299120025157807916'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7299120025157807916'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/10/piknikowanie.html' title='piknikowanie!'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RwfNfYLZkII/AAAAAAAABeo/Ma08tiYKiC0/s72-c/piknik_6.10+013.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-5099006050523249538</id><published>2007-10-01T22:57:00.000+02:00</published><updated>2007-10-01T23:12:30.751+02:00</updated><title type='text'>kiss.dk</title><content type='html'>KISS, czyli Kobenhavns Intensive SprogSkole, była do niedawna szkołą, w której miałam zamiar uczyć ( i nauczyć się) duńskiego.Była, bo w zeszłym tygodniu została zamknięta- z dnia na dzień.&lt;br /&gt;I o ile na początku sytuacja wydawała się zupełnie niedorzeczna (bo jak można zamknąć  najlepszą szkołę w Kopenhadze??!), tak dziś pojawiły się informacje o tym, że dyrektor szkoły nie był dobry ani z matematyki, ani z ekonomii i zrobił chyba jakiś niezły przekręt finansowy, doprowadzając szkołę do bankructwa (podobno kwota jaką jest winien komunie to ok. 4,5 mln koron).&lt;br /&gt;Nie zmienia to jednak faktu, że szkoda byłoby przekreślić cały dorobek metodologiczny szkoły, która wypracowała swój dosyć nietypowy sposób nauki duńskiego.I mimo że jestem tam dopiero od 4 tygodni (swoją drogą niezłego mam pecha, KISS funkcjonował nieprzerwanie od 35 lat, przyjechałam i go zamknęli;)) mogę powiedzieć, że ten system działa.&lt;br /&gt;W związku z tym studenci postanowili powalczyć. I to jest muszę przyznać imponujące.&lt;br /&gt;Bo pewnie jakby w Warszawie zamknięto Archibalda czy nie wiem, Metodystów, to nikt by palcem nie kiwnął.&lt;br /&gt;A tu od piątku ruszyła lawina pomysłów i zdaje się, że akcja ma być podjęta na szeroką skalę- strony internetowe, petycje, zaangażowanie mediów, organizacja spotkania, podczas której ma dojść do konfrontacji przedstawicieli Komuny odpowiedzialnych za podjęcie takiej decyzji i studentów, no i demonstracja.W środę o 11.&lt;br /&gt;Oczywiście się wybieram i zabiorę aparat;) Trzymajcie kciuki, a ja będę od czasu do czasu donosić o wydarzeniach na froncie!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-5099006050523249538?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/5099006050523249538/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=5099006050523249538' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5099006050523249538'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5099006050523249538'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/10/kissdk.html' title='kiss.dk'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-4017753576766574986</id><published>2007-10-01T00:15:00.000+02:00</published><updated>2007-10-01T02:07:38.588+02:00</updated><title type='text'>And the Golden Swan goes to.....!;)</title><content type='html'>Po małym offtopicu, wracamy do Kopenhagi, i do festiwalu. I zgodnie z obietnicą- filmowej relacji ciąg dalszy.&lt;br /&gt;Niewątpliwie szkoda, że to już koniec. I nie tylko ze względu na moje zamiłowanie do kina, ale i na fakt, że nie ma nic lepszego na tę paskudną pogodę jak zaszyć się na kilka godzin w sali kinowej i zapomnieć, że na dworze szaro i smutno, bo z tym ostatnio coraz gorzej.Coraz bardziej szaro i coraz bardziej smutno. Że zimno to nie wspomnę.Z tego wszystkiego aż kupiłam czapkę, co- zważywszy na fakt, że ostatni raz miałam czapkę na głowie jeszcze za czasów kiedy rodzice pilnowali, żebym jej z głowy nie zdejmowała-jest dowodem na to, że sytuacja jest kryzysowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety obowiązki natury wszelakiej nie pozwoliły mi na obejrzenie zbyt wielu pozycji, ale statystycznie miałam więcej szczęścia niż powiedzmy we Wrocławiu, i o dziwo- trafiałam w większości na dobre filmy. Inna sprawa, że trudno porównać repertuar obydwu festiwali- formułą zbliżony jest on raczej do WFF niż do ENH.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z refleksji najbardziej ogólnych- festiwal umocnił moją niezachwianą wiarę w kino skandynawskie. Mogę polecić zarówno norweskie "The Art of Negative Thinking", w którym  reżyser w nieco szokujący sposób rozprawia się z mitem pozytywnego myślenia, jak i szwedzkie "To love someone"- świetnie zagrany dramat, o dosyć nietypowym trójkącie (ona między psychopatycznym, byłym mężem, który po terapii stał się "nowym człowiekiem", i kochającym i troskliwym partnerem).&lt;br /&gt;Poza tym jeszcze kilka tytułów,które moim zdaniem warto mieć na uwadze:wspomniany już wcześniej, przepiękny wizualnie i emocjonalnie "The Band's Visit"(nagroda specjalna i nagroda publiczności), który jest debiutem izraelskiego reżysera Erana Korilina,szkocki "Hallam Foe", który poza intrygującą fabułą ma też bardzo miłą dla ucha ścieżkę dzwiękową, a także niemiecki dramat psychologiczny "Counterparts" oraz "The Diving Bell and Butterfly" :oparty na prawdziwej historii naczelnego dyrektora "Elle", który na skutek wylewu krwi do mózgu zostaje całkowicie sparaliżowany i może komunikować się ze światem mrugając powieką i posługując się specjalnym alfabetem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z ciekawostek: główną nagrodę zdobył film produkcji islandzkiej "Children".Węszę tu jednak pewien podstęp, bo film wyświetlano w wersji oryginalnej z duńskimi napisami,a z tego co mi wiadomo nie wszyscy członkowie jury znają język duński;-).&lt;br /&gt;After party raczej skromne ( i tu moją uwagę zwróciły na przykład dosyć mało wystawne stroje pań), żeby nie powiedzieć nudnawe.&lt;br /&gt;No i największe rozczarowanie- brak biletów na najnowszy film z udziałem Jude'a Law, Sleuth!Dwa dni przeżywałam, że nie udało mi się tego zobaczyć;).&lt;br /&gt;Celebrities też raczej zabrakło- z twarzy bardziej znanych pojawił się na przykład Mathieu Amalric, który notebene nie wiem czemu dostał główną nagrodę za rolę w filmie Heartbeat Detector.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale,ale!Ja się rozpisuję o festiwalu, a tu się ważniejsze rzeczy dzieją, bo oto z dnia na dzień zamknięto moją szkołę językową!&lt;br /&gt;O formach obywatelskiego oporu doniosę jednak jutro, bo już strasznie późna pora, a budzik bezlitośnie dzwoni o 8.30!&lt;br /&gt;Do usłyszenia:)!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-4017753576766574986?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/4017753576766574986/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=4017753576766574986' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4017753576766574986'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4017753576766574986'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/10/po-maym-offtopicu-wracamy-do-kopenhagi.html' title='And the Golden Swan goes to.....!;)'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-1164819601218224554</id><published>2007-09-24T16:14:00.000+02:00</published><updated>2007-09-24T16:24:30.329+02:00</updated><title type='text'>off topic.</title><content type='html'>Ula: I co?Kupiłaś już ten bilet? &lt;br /&gt;Ja: Niee, system strasznie wolno działa.&lt;br /&gt;Tu Ula wdzięcznie zmienia temat, a o to zajęciach, a to o pracy, którą właśnie pisze.&lt;br /&gt;Po chwili pytanie powraca:&lt;br /&gt;Ula: Iiiiii?&lt;br /&gt;Ja: Kupiłam!Od wtorku do wtorku!&lt;br /&gt;Ula: Super!Muszę zacząć planować, żebyś się nie zanudziła. Teraz Ci mogę powiedzieć, że strasznie tu nudno.&lt;br /&gt;Ja: Coś tak czułam, że szykujesz dla mnie jakąś niespodziankę.&lt;br /&gt;Ula: A czego tu sie spodziewać?Kilka drzew i jedno jezioro i tyle.&lt;br /&gt;(...)Pewnie jak przyjedziesz (w październiku) to już nawet liści nie będzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kochana przyjaciółka...;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-1164819601218224554?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/1164819601218224554/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=1164819601218224554' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/1164819601218224554'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/1164819601218224554'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/09/off-topic.html' title='off topic.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-4668600942173486838</id><published>2007-09-24T01:07:00.001+02:00</published><updated>2008-03-03T19:13:00.384+01:00</updated><title type='text'>filmowo.</title><content type='html'>Tak jak wspominałam, koniec września w Kopenhadze upływa pod znakiem festiwalu filmowego.&lt;br /&gt;Co za przewrotność losu- akurat pogoda dopisuje jak nigdy, a ja zamiast zażywać ostatnich kąpieli słonecznych, przesiaduję godzinami w kinie.&lt;br /&gt;Ale okazja szybko się pewnie nie powtórzy (choć to nie jedyny festiwal tutaj),a bilety do kina drogie paskudnie (i zniżek dla studentów- nie wiedzieć czemu- brak!), także zamierzam ją maksymalnie wykorzystać.&lt;br /&gt;Jak do tej pory udało mi się zobaczyć zaledwie kilka filmów (bo jednak trochę pańszczyzny muszę odrobić), z czego polecić mogłabym ewentualnie dwa- taki to już urok festiwali, że nigdy nie wiadomo, na co się trafi. Ale że to nie serwis filmowy, tylko relacja z Kopenhagi (prawie na żywo;)), to może raczej garść spostrzeżeń socjologicznych;-)- bo takie imprezy to dobra okazja do obserwacji wszelakich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze, życie tutaj jest naprawdę spokojne, żeby nie powiedzieć: powolne. Zero pośpiechu, zero stresu. Nie wiem z czego to wynika, ale można się tu kompletnie zatracić w błogim lenistwie.&lt;br /&gt;I na festiwalu również na swój sposób leniwie: seanse w dni powszednie zaczynają się o 16, w weekendy o 14. Bo po co się zrywać na 10?(jak we Wrocławiu?;)).&lt;br /&gt;Pewnie przyszłabym tylko ja, zaprawiona w bojach weteranka festiwalowa.&lt;br /&gt;Przyznam, że byłam szczerze rozczarowana takim ułożeniem programu, ale właściwie nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło- można dłużej pospać:).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza tym wszystko tu jest dla ludzi, i już wyjaśniam co mam na myśli: jeśli seans ma się rozpocząć o 16.15, a o 16.20 wciąż jest długa kolejka do kasy to jest tylko jedno wyjście: seans trzeba opóźnić, i poczekać cierpliwie na wszystkich tych, którzy mają ochotę film obejrzeć. I w ogóle nie ma żadnego problemu.(Prostota i funkcjonalność rozwiązań przekładają się zresztą na większość dziedzin życia.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co ciekawe znaczną część publiczności stanowią ludzie w wieku ok.60- 65 lat, czyli zupełnie odwrotnie niż powiedzmy we Wrocławiu.&lt;br /&gt;Podobnie zresztą rozkładają się proporcje w grupie wolontariuszy- owszem studentów jest dużo (i wreszcie mam szansę spotkać duńczyków!!), ale nie brakuje również przemiłych starszych pań i panów, którzy spokojnie mogliby być naszymi dziadkami, a co najmniej rodzicami.&lt;br /&gt;Aktywność jest zresztą chyba narodową cechą Duńczyków- podobno przeprowadzono na ten temat badania i okazało się, że statystyczny Duńczyk należy do 7 różnego rodzaju stowarzyszeń, które "organizują" mu życie. I zapewniam Was, że umówienie się z moją mentorką na kawę graniczy niemal z cudem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na koniec trochę ponarzekam i odczaruję ten wyidealizowany obraz- bo sprzedają w kinach "festiwalowych" popcorn!&lt;br /&gt;To akurat nie wzbudza mojej aprobaty, bo nie dalej jak wczoraj miałam "przyjemność" siedzieć osaczona dwoma kubłami popcornu w rozmiarze XXL i było to dosyć traumatyczne przeżycie.Od tego momentu obrałam nową taktykę- zajmuję miejsca jako ostatnia, żeby uniknąć podobnej sytuacji, ale chrupania niestety wyciszyć się nie da;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I cóż- jutro kolejne filmy przede mną, mam nadzieję, że w końcu coś mnie zachwyci(strasznie się robię wybredna).&lt;br /&gt;Tymczasem znikam na trochę dłużej niż zwykle, ale obiecuję podsumowanie stricte filmowe tuż po zakończeniu festiwalu.&lt;br /&gt;Vi ses!:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-4668600942173486838?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/4668600942173486838/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=4668600942173486838' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4668600942173486838'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4668600942173486838'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/09/filmowo_24.html' title='filmowo.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-5681141944535070163</id><published>2007-09-18T10:01:00.001+02:00</published><updated>2007-09-18T10:20:18.129+02:00</updated><title type='text'>Orzeł odlatuje</title><content type='html'>Tak tak, wszystko co dobre, szybko się kończy, kończy się też mój pobyt w Kopenhadze. I kończy się moja gościnna woltyżerka werbalna na blogu Asi. Mam jeszcze jednak chwilę - jeszcze stoję przy mikrofonie, niech mnie który przegoni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza refleksja jest taka - że czas mija. Niezbyt oryginalna. Ale jednak odczuwalna: miasto jest to samo, dobrze znane miejsca albo wcale (jak Stroget) albo prawie wcale się nie pozmieniały (jak Huset). A jednak nie jestem już studentem, który tu żyje i bawi się (i uczy, nie zapominajmy o tym ważnym elemencie dnia codziennego). (Swoją drogą, coś podejrzanie dużo się tu wszyscy uczą. Myślę, że jak zamykają się w tych swoich pokojach to rzucają skrypty w kąt i grają w Dead Or Alive. Albo czytają nowego Harry'ego Pottera). A że czas mija - nie uświadczyłem tu już moich znajomych, powyjeżdżali dawno. Ech. Nie wchadza się dwa razy do tej samej rzeki. Ani do tej samej Kopenhagi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A druga refleksja jest taka, że gonimy Europę i że chodź ceny dalej nie są przyjazne (i jest to eufemizm przez duże Ł), to jednak kurs korony do złotówki jest znacznie korzystniejszy, a dwa - jednak te ceny nasze trochę się zbliżyły do zachodnich, przez co szok nie jest wielki. A na przykład takie ciastko z kawą w Husecie (o, Mekko moich kopenhaskich wojaży, latarnio na odludziu drożyzny, gościńcu wśród cen zaporowych!) - - 6 zeta. Bardzo przyjemna kawa i bardzo smaczne ciastko. Marchewkowe. Słowem - da się przeżyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Refleksja trzecia jest taka - że musicie koniecznie skorzystać z okazji i przylecieć do Asi. Bo:&lt;br /&gt;1) lot trwa 1 godzinę! Dwa razy krócej niż do Białegostoku! Nieco tylko dłużej od przejażdżki z Młocin na Kabaty! Przypomnę tylko, że ja tłukłem się tu pociągiem, promem i furmanką - co zajmowało mi cały boży dzień. Warto!&lt;br /&gt;2) cena norwegianem jest absolutnie przyjazna, tak przyjazna, że z odpowiednim wyprzedzeniem można tu przyjechać za cenę przeciętnych spodni i skarpetek. Czyż nie warto oddać ostatniej koszuli za wizytę u Asi, a co dopiero spodni i skarpetek?&lt;br /&gt;3) Kopenhaga jest naprawdę super, a w towarzystwie Dżoany - to prawdziwe cudo! Tym bardziej, że niedługo Dżoana będzie miała super metę - i warto się na tej mecie stawić!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to by było na tyle. Czas się zwijać, bo jeszcze ostatnia kawa czeka, ostatni deszcz (swoją drogą - pogodę trafiłem super, padało tylko trochę! Na przykład teraz, na wyjazd, ale co tam), ostatni przejazd rowerem (czy się uda? Czy łańcuch nie spadnie? Czy kot nie wkręci się w szprychy?), ostatni spacer po Stroget - - i odlatuję tam gdzie rzucają kotletami o ziemię i strzelają z kapiszonów. Polsko, przybywam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kłaniam się nisko,&lt;br /&gt;kończę gościnne tournee,&lt;br /&gt;rachunek wystawię w koronach,&lt;br /&gt;wsiadam na rower i odjeżdżam w kierunku wschodzącego słońca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mariusz, The Orzeł&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-5681141944535070163?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/5681141944535070163/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=5681141944535070163' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5681141944535070163'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/5681141944535070163'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/09/orze-odlatuje.html' title='Orzeł odlatuje'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-3606065957691284689</id><published>2007-09-17T21:11:00.000+02:00</published><updated>2007-09-17T22:56:17.639+02:00</updated><title type='text'>Polish dinner czyli o musztardzie i kulinarnej petardzie</title><content type='html'>Masz wenę, pyta Asia - a ja jej na to, że zawsze mam wenę i dowodem tego niech będzie ten wpis, chyba niestety już ostatni. Ale za to jaki: krwisty i soczysty!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznę od przedstawienia osób dramatu, bo tego tu chyba jeszcze nie było. A zatem: z kim Asia mieszka, kim się otacza, kiedy nie ma przy niej nas, najwspanialszych przyjaciół na świecie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zacznę od Panów (bo Panie mają pierwszeństwo - w otrzymywaniu informacji też).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gunnar - hm. Jak wrócę to pokażę Wam czym charakteryzuje się ta przesympatyczna ciapa z sianem na głowie (dziewczęta ponoć namawiały go na nową fryzurę, ale namówić się nie dał). Jest strasznie pocieszny, przypomina sąsiada z Sąsiadów (jak wiał wiatr taki, że nie dało się jechać rowerem, Gunnar z pewnym takim flegmatycznym zapałem rozwieszał pranie na takiej chybotliwej rozkładanej suszarce. Dał się przekonać, że może jednak warto rozwiesić to pranie w domu. Bo rozwieszał je w ogrodzie). Generalnie - najbardziej powolny, flegmatyczny, tumiwisizmowy, typ w komunie. Taki - Kłapouchy wśród znajomych. Tylko ogona mu brakuje. Kraj - Austria.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Andreas - no, drogie Panie - przystojniejszy od Gunnara. Ma tatuaż w kształcie słoneczka na plecach. I coś ma na piersi wytatuowane. Uuuuuu... Właśnie się dowiedziałem ze to imię dziewczyny. Asia próbuje ratować sytuacje mówiąc, ze może to taki symbol, ze jak ma wytatuowane Eva, to znaczy moze ze w ogóle lubi wszystkie córki Ewy, w przeciwieństwie do synów Adama (ale nie Łażewskiego). Mnie to nie przekonuje. W każdym razie - Niemiec. Taki wypisz wymaluj. Jak grupa ustali jakąś trasę, a potem w trakcie jazdy okaże się, że warto skręcić wcześniej - Andreas pojedzie wcześniej ustaloną i sprawdzoną przez siebie trasą. Ale - muzyki słucha fajnej, to mu trzeba oddać. I generalnie - jest miły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Simone - Włoch, co słucha heavy metalu!? A jednak. Informatyk. Uwaga, uwaga - z bardzo dobrym angielskim. Żadne tam "green, green,I pink up the phone and say yellow?". No i ma plusa, bo zna polskie zespoły - Vader i Behemoth. Ale włosy ma krótkie, jak na metalowca przystało. I jest blondynem, jak na syna miasta Piza przystało. Spoko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lion - czytaj Leon, mój idol. Zdecydowanie najfajniejszy gość w całej komunie. Choć Niemiec. Jest fantastyczny, ma kapitalne, jowialne poczucie humoru, ciągle by tylko jadł, pił piwo, spał - i generalnie niczym się nie przejmował. No i uwielbia Kubę Błaszczykowskiego, mówi ze to świetny piłkarz - i za to ma plusa. A jak tańczy - to szczęka opada: połączenie Witka Pietrzaka, Adama i - Czarka. Wszystkich złączcie a będziecie mieli taneczny styl Liona. Mój idol. Sybaryta. Hedonista. Luzak. Czy byłby dobrym zięciem?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz panie:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michelle - od niej zacznę, bo już słyszę te dopytywania, zaczepki. Otóż Michelle jest w istocie tak ładna jak na zdjęciach. A nawet jeszcze ładniejsza, mówi Asia. A ja mówię - niekoniecznie. Ale za to na każdym zdjęciu wygląda super. Nie można zrobić jej złego zdjęcia, bez kitu. Natomiast powiem szczerze, ze nie jest tak miła jak ładna, tak kontaktowa jak zgrabna i tak towarzyska jak urocza. Jest fajna - ale bez rewelacji, muszę Was rozczarować, o Panowie. Choć, może wrecz przeciwnie - bardzo Was ucieszę, bo nie będę tu dla niej zostawał!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Katia - o, to najlepsza koleżanka Asi i wiem czemu. Jest super. Nic dodać nic ująć. Szwajcarka, która trzyma ten bajzel w garści, panowie przed nią zmykają sprzątać łazienkę i zmywać naczynia, i bardzo dobrze, bo inaczej byłaby tu sodoma i gomora. A jest całkiem spoko, jak na 7 osób i jedna kuchnie i jedna łazienkę. Wiwat Katia. Złoty medal za całokształt. No i ma najfajniejszy rower, a jeździłem na wszystkich. (Z wyjątkiem Gunnara, który zawsze miał dużo planów, ale jakimś dziwnym trafem zawsze zostawał w domu w dresach i kapciach).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plus Goście:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Danielle - bardzo sympatyczna i towarzyska Amerykanka, mistrzyni (ponoć) chocolate chip cookies i ciasta truskawkowego (tak tak tak!), nie odmawia piwa i innych trunków , nie bywa zmęczona, mówi po włosku. Generalnie - super kompan do zabawy i pożycia w Kopenhadze. Co rekomenduję siostrze na przyszłe miesiące.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze pare osób się tu przewijało - ale już mi się nie chce o nich pisać. Generalna uwaga: jest ok. Asia tu nie zginie. Ale trzeba ją od czasu do czasu odwiedzać, bo inaczej - zniemczeje. Na imprezie odsetek Niemców stanowił ok. 60-70%. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Koniec cz. 1!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w części 2 - obiad.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tradycja obiadów narodowościowych na stypendiach kwitnie w najlepsze. Oczywiście najłatwiej mają Włosi, bo pastą żywi się cały świat, a ugotować gar makaronu to żadna filozofia. A Polak - Polak ma problem. Tym bardziej, że rzuciwszy hasło o obiedzie polskim orientuje się, że ma do wykarmienia 10-11 wygłodniałych gąb. Tym bardziej, że słowo się rzekło w sobotę, a kobyłka stanęła u płotu w niedzielę - a niedziela to dzień wolny od pracy i sklepy nie pracują, z wyjątkiem tych nielicznych, które pracują i są przez to poważnie droższe od normalnych. Westchnęliśmy jednak głęboko i po pobycie w Glyptotece (gdzie przyjąłem imię Haruki Otosinawa i napstrykałem byłem 1000 fotek) udaliśmy się do Dogn Netto, zwanego z racji wystroju Niebieskim Netto. I jak spojrzeliśmy na ceny mięsa to miny nam zrzedły bardzo. Bardzo. Gulasz okazał się być potrawą niewykonalną. Kotlety schabowe takoż. Jedynie ziemniaki były w naszym zasięgu. Więc sięgnęliśmy po nie, oraz po naszą tajną broń, mityczne V1 polskiej kuchni, kałasznikowa wśród potraw znad Wisły - innymi słowy - - zawekowane gołąbki mamy Asi, co to je na własnych plecach taszczyłem tu, do miasta syrenki. Łza się w oku zakręciła, chlipnęło się na myśl o wydaniu gołąbków barbarzyńcom nieznającym kaszanki ni bigosu, ale wyjścia nie było. Bankructwo albo gołąbki. Wybraliśmy gołąbki. I - żeby jednak nie iść na łatwiznę i powalczyć o podniebienia zagraniczne - - postawiliśmy na nieśmiertelne placki ziemniaczane (wersja deserowa - z cukrem) i na nieśmiertelny biały barszczyk (zakwas robiliśmy z chleba, dzień wcześniej, udał się znakomicie, po czym obudziliśmy się i skorzystaliśmy z torebek knorra miksując żurek z białym barszczem).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie - obiad udał się znakomicie, wsparty wódką dębową (swoją drogą bardzo zacna!). Co prawda do zupy musielśmy dodać musztardy, bo coś nie nam samym nie smakowała, placki były wyliczone ledwo ledwo, gołąbki zaliczyły wtopę w postaci jednego niedowekowanego słoika, który musieliśmy ku zboleniu naszych serc wywalić, przez co dla piszącego te słowa dania drugiego nie starczyło - - ale było super. Zrobiliśmy wykład na temat polskiej kultury i historii, pouczyliśmy dzikusów kilku polskich słów etc. Udało się, wybrnęliśmy obronną ręką - która na deser zrobiła (tj. Asi ręka) pyszny budń waniliowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kuchnio polska - masz w nas walecznych reprezentantów!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-3606065957691284689?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/3606065957691284689/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=3606065957691284689' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3606065957691284689'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/3606065957691284689'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/09/polish-dinner-czyli-o-musztardzie-i.html' title='Polish dinner czyli o musztardzie i kulinarnej petardzie'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-2015869897246517078</id><published>2007-09-17T00:39:00.001+02:00</published><updated>2007-09-17T01:05:54.560+02:00</updated><title type='text'>Hej Hej, tu CPEjdż</title><content type='html'>Półmetek minął, czas na kolejnego posta, bo ani się obejrzę, a już mnie tu nie będzie. A zatem - kolejny występ gościnny czas zacząć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;Orzeł jeździ na rowerze&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie w Cph żyć bez roweru się nie da. Bo albo się płaci horendalne sumy za bilety miesięczne (jak na polskie warunki, bien sur) albo sie nie wychodzi z domu. Zreszta, nawet pomijajac kwestie finasowe - po prostu rowerem jest znacznie, I mean, ZNACZNIE szybciej niż autobusem. Przećwiczyłem to kiedyś, teraz też się sprawdza. No więc, żeby jakoś tu sobie działać - musimy pożyczać rowery. I pożyczamy. Od Simone pożyczyliśmy - wróciłem na flaku. (Ok, uprzedzał, że coś jest nie tak z kołem, miał rację. Co nie zmienia faktu, że przez pół dnia jeździło się na tym rowerze ok, a potem nagle zaczęło powietrze uchodzić w tempie uchodźcy - i już się nie dało nic z tym zrobić. Niby nie na sza wina, ale...). Ale potem - potem wsiadłem na rower Asi, pewnego wieczora, celem uzupełnienia finansów (byliśmy na imprezie i zabrakło gotówki na napój złocisty, z pianką) (nie w Husecie, nie nie nie), no więc wsiadłem na rower, dziarsko zmierzam w kierunku bakomatu - no i nagle czuję dziwny brak oporu w pedałach... i nagle nie mogę jechać... i nagle widzę, że coś nie gra z rowerem... i nagle - w tym samym momencie widzę, że spadł łańcuch... i że się urwał koszyk (jejku:  na wszystkich wybojach świata jeździł ten rower i nic. Łańcuch spadł - i koszyk z przejęcia się urwał, odlutowało się jakieś takie gówienko co trzymało koszyk ten przy kierownicy i nic się nie dało z tym zrobić, hwogh). I nagle widzę, że nie mogę tego łańcucha założyć, bo przykrywa go szczelnie osłona (taka, żeby się eleganckie suknie pań duńskich nie kalały smarem i brudem ulic kopenhaskich) - a zdjąć jej - - a jest 22.30 w - bez kluczy nie zdołam (a kluczy nie mam). I wtedy spadł (jak w filmie!!!) deszcz i zmoczył mnie, stojącego z tym urwanym, cholera, koszykiem, i z tym spadnietym, cholera, łańcuchem doszczętnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zakląłem szpetnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilka razy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kilkanaście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I poszedłem (bo oczywiście nie mogło to się stać w drodze powrotnej, nieee) po te pieniądze do bankomatu. A potem wróciłem na imprezę, i chłodny napój ukoił moje skołatane nerwy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;(Potem musieliśmy zapłacić jak za zboże za bilety na metro. I - oczywiście - także za rower. Wrrrrr. I - oczywiście - zabuliliwszy, kanara nie uświadczyliśmy.)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A nad ranem okazało się, że to nie łańcuch, tylko zębatka. Przednia. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I pierwszy koleś powiedzial, ze naprawi to za 650 koron.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrrrrr.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale w sumie znelezlismy nieco taniej naprawiacza i Asia znow ma rower. A ja pozyczam juz sprzety jezdzace z dusza na ramieniu. Oficjalnie stwierdzono: mam PH!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A dzis gotowalismy polski obiad. O tym, czy odnieslismy sukces - napisze jutro.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na razie klaniam sie niso i rzucam sie Wam na szyję!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrej nocy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ps.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W paczce Asi było:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;15 gołąbków&lt;br /&gt;15 kotletów&lt;br /&gt;mielonych&lt;br /&gt;schabowych (z kurczaka)&lt;br /&gt;też 15&lt;br /&gt;kiełbasy,dżemy,pierogi (ruskie!!), budynie, bigosy, kaszanki, mąka kartoflana, pasztety, słodycze, ziemia z nadwiślańskiej plaży, kawałek asfaltu z Krakowskiego Przedmieścia, woda z Bemowa i inne smakołyki, o których poeta musi zmilczeć, by ślinka Wam nie ciekła za bardzo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Generalnie - paczka nad paczki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale białego sera nie było. A winien był się znaleźć, bo tego tu ze świecą szukać. Zatem - kto tu przyjedzie, ser biały winien jest w bagażu zmieścić. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobranoc.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-2015869897246517078?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/2015869897246517078/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=2015869897246517078' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/2015869897246517078'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/2015869897246517078'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/09/hej-hej-tu-cpejd.html' title='Hej Hej, tu CPEjdż'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-8720259463343317641</id><published>2007-09-14T13:35:00.000+02:00</published><updated>2007-09-14T14:11:25.700+02:00</updated><title type='text'>Dzień 2 w obrazkach</title><content type='html'>Jako, że Joanna nie rozpieszcza Was dużą ilością zdjęć, rozpieści Was Mariusz. Proszę!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/Rup2kdAgfxI/AAAAAAAAAdo/wUdoisE1qfY/s1600-h/rozne+080.jpg"&gt;&lt;img style="float:center; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/Rup2kdAgfxI/AAAAAAAAAdo/wUdoisE1qfY/s320/rozne+080.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5110027095839375122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jesienna Joanna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Rup3HNAgfyI/AAAAAAAAAdw/eKIQe7EsY1E/s1600-h/rozne+070.jpg"&gt;&lt;img style="float:center; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Rup3HNAgfyI/AAAAAAAAAdw/eKIQe7EsY1E/s320/rozne+070.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5110027692839829282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Orzeł wylądował i leży&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/Rup1-dAgfwI/AAAAAAAAAdg/JwZvkzCstPs/s1600-h/rozne+050.jpg"&gt;&lt;img style="float:center; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/Rup1-dAgfwI/AAAAAAAAAdg/JwZvkzCstPs/s320/rozne+050.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5110026443004346114" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jesteś tutaj!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/Rup1mtAgfvI/AAAAAAAAAdY/T0FEy1q68mE/s1600-h/rozne+102.jpg"&gt;&lt;img style="float:center; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/Rup1mtAgfvI/AAAAAAAAAdY/T0FEy1q68mE/s320/rozne+102.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5110026034982452978" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RupzW9AgftI/AAAAAAAAAdI/VGGSoI1weyg/s1600-h/rozne+098.jpg"&gt;&lt;img style="float:center; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RupzW9AgftI/AAAAAAAAAdI/VGGSoI1weyg/s320/rozne+098.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5110023565376257746" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/RupyldAgfsI/AAAAAAAAAdA/Q9_z0_Tvi8Y/s1600-h/rozne+097.jpg"&gt;&lt;img style="float:center; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/RupyldAgfsI/AAAAAAAAAdA/Q9_z0_Tvi8Y/s320/rozne+097.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5110022714972733122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/Rup5btAgfzI/AAAAAAAAAd4/1CRB_8C-yoo/s1600-h/rozne+084.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/Rup5btAgfzI/AAAAAAAAAd4/1CRB_8C-yoo/s320/rozne+084.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5110030244050403122" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/Rup56dAgf0I/AAAAAAAAAeA/uq8EnDQo29M/s1600-h/rozne+085.jpg"&gt;&lt;img style="float:left; margin:0 10px 10px 0;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/Rup56dAgf0I/AAAAAAAAAeA/uq8EnDQo29M/s320/rozne+085.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5110030772331380546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Uniwersytet na Amager - funkcjonalny i śliczny!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-8720259463343317641?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/8720259463343317641/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=8720259463343317641' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/8720259463343317641'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/8720259463343317641'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/09/widoki.html' title='Dzień 2 w obrazkach'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/Rup2kdAgfxI/AAAAAAAAAdo/wUdoisE1qfY/s72-c/rozne+080.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-4597355835918074225</id><published>2007-09-14T08:41:00.000+02:00</published><updated>2007-09-13T23:41:30.318+02:00</updated><title type='text'>Orzeł wylądował</title><content type='html'>Halo, halo, tu z dalekich latyfundiów piszę do Was – na gościnnych występach na Asinym  blogu objawiam się ja, Mariusz. Bo okazuje się, że są rzeczy, które chcielbyście wiedzieć, a których właścicielka tych kilobajótw przestrzeni sieciowej Wam nie napiszę. A ja – i o wszem! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wylądowałem tu w środę o 9.00. To zupełnie niesamowite: ledwo samolot zakończył fazę startu, przeszedł do fazy lądowania. Samego lotu – godzina. A ja się tłukłem te 4 lata temu pociągiem i promem 24 godziny. Ale kto tam wtedy słyszał o tanich liniach z i do Polski...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wylądowałem, po czym okazało się, że bardzo dobrze, że przywożę Asi soczewki kontaktowe, bo nie zauważyła mnie z odległości 2 metrów i mrużąc oczy przeszła obok wypatrując brata, który miał przylecieć. Westchnąłem i zawołałem ją i tak się zobaczyliśmy i w ramiona sobie padliśmy i zapłakaliśmy z radość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Donoszę, że Asia się nic nie zmieniła i wygląda jak wyglądała. To dla zaciekawionych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A pierwsze dwie rzeczy, które mi się rzuciły w oczy i przypomniały z zamierzchłych czasów to duński design (rewelacja...) i – mniejszy zachwyt, raczej rozrzewnienie – zapach duńskich parówek, który spowija lotnisko, i większość miasta też. (Niezbyt smaczne – ale jednak charakterystyczne).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Asia nie napisała Wam, że mieszka w bardzo ładnej dzielnicy – może do willowego Mokotowa czy Żoliborza można by ją porównać. Jest ładnie i czysto i miło. Tak przedmiejsko – choć do centrum rzut brewiarzem.&lt;br /&gt;Nie napisała Wam Asia, że jak się do niej idzie – to się mija rzeźbę dyskobola z hitlerowskim wąsikiem.&lt;br /&gt;Nie napisała Wam również, że przed domem ma słomianą kukłę misia. Tak, misia. I oko się coś temu misiu odlepiło.&lt;br /&gt;A ja nie napisałem, że została mi powierzona misja przywiezienia Asi Paczki Od Rodziców W Postaci Walizki Dodatkowej. I teraz konkurs: co dostała Asia w walizce, w paczce? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest kilka hitów, oj jest. Jeszcze do tego wrócimy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pokój Asi jest uroczy. Po podłodze ma może 8 metrów kwadratowych, ale za to ściany są skośne. Śpi się tu jednak dobrze, zwłaszcza, że w nocy jest zimno, co dobrze wpływa na organizm i stan emocjonalny osoby śpiącej. &lt;br /&gt;Współlokatorzy mili – i mili. Tak tak, Michelle poznałem i rzeczywiście miła jest ta Michelle, jednak Asia nie napisała Wam, że biedaczka ma chłopaka i że tęskni za nim bardzo mocno. Drobiazg, ale z racji wielkich nadziei wyrażanych w postach pod zdjęciem ww. obywatelki – postanowiłem dopowiedzieć wszelką prawdę o rzeczonej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, tradycji (wyśmiewanej przez niejakiego Pabla S., ale co tam, zazdrośnik!) musiało się stać za dość i w środowy wieczór poszliśmy z Asią do Studenterhuset na International Party - - i muszę powiedzieć, że tak jakbym się przeniósł w czasie! Nic a nic się tam nie zmienilo, dalej gorąco, tłoczno, głośno - - i dalej jedno z najtańszych piw w mieście. Hosannah!&lt;br /&gt;A wyjątkowość wieczoru podkreślił udany powrót z Joanną (bo Asia to tu nie Asia, ani nie Joasia, ani nawet Aśka – tylko Dżoana. Asia? Who’s Asia? Is it her nickname?) rowerem jednym, ja powoziłem, Dźoana siedziała strachliwie na bagażniku. W istocie, raz czy dwadzieścia byśmy się wywalili – ale za to się uśmialiśmy serdecznie, i dojechaliśmy do domu w szampańskich nastrojach. I spać poszliśmy, posililwszy się wcześniej kanapkami z pasztetem i ogórkiem. Smaczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale zanim poszliśmy spać powalczyliśmy z materacem, który dostaliśmy w użytkowanie od Katii, miłej koleżanki Dżoany. Jeszcze w Husecie Katia tłumaczyła mi i Asi jak napompować ów materac (...red... white... pump... closed…. Got it? Yes, yes, sure I got it, I’ll know how to do it), ale kiedy przyszliśmy do domu okazało się, że jednak nie pamiętamy jak to było, coś z zaworkiem białym, czerwonym, coś zamknąć, coś otworzyć… W perspektywie spania na karimacie ruszyłem resztką sponiewieranego emocjami, alkoholem oraz środkiem nocy mózgu i po godzinie udało się materac napompować.&lt;br /&gt;I zaraz się na niego kładę i idę spać. Bo dziś zjeździliśmy całe miasto na rowerach i jednak taka podróż sentymentalna męczy. Poza tym Asia chce, żebym z nią porozmawiał, a nie tylko tak pisał i pisał. Zatem idę rozmawiać i spać. Albo odwrotnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-4597355835918074225?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/4597355835918074225/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=4597355835918074225' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4597355835918074225'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4597355835918074225'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/09/orze-wyldowa.html' title='Orzeł wylądował'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-2503907440739868466</id><published>2007-09-08T07:47:00.000+02:00</published><updated>2007-09-07T22:47:55.467+02:00</updated><title type='text'>uwaga,uwaga!konkurs!</title><content type='html'>Oficjalnie minęły już prawie dwa tygodnie od rozpoczęcia roku akademickiego.&lt;br /&gt;A jak!- Duńczycy zaczynają zajęcia najwcześniej w Europie- lepiej wybrać nie mogłam;).&lt;br /&gt;System nauczania, jak już wspominałam, jest tu zupełnie inny niż nasz- większy nacisk na niezależność i swobodę, czyli jednym słowem student powinien spędzać w bibliotece znaczną część swojego życia i z pasją pochłaniać kolejne teksty filozoficzno- teoretyczne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I właśnie- biblioteki!!! Zdaje się, że pochwaliłam za wcześnie! Owszem, niektóre są piękne, wszystkie mają imponujące zbiory, ale, ale...!&lt;br /&gt;Jak mi ktoś jeszcze kiedyś będzie narzekał na BUW, albo na biblioteki wydziałowe, to kupię bilet w jedną stronę do Kopenhagi i nie pozwolę wrócić;).&lt;br /&gt;Niektórzy już mogli zapomnieć, to przypomnę, że u nas w większości przypadków książkę z biblioteki można wypożyczyć co najmniej na dwa tygodnie.&lt;br /&gt;Tu teoretycznie też można.W praktyce jednak niemal graniczy to z cudem, bo albo jest tylko jeden egzemplarz i rzecz jasna zabrać go nie wolno, albo w nieco szczęśliwszym przypadku- są dwa egzemplarze, ale historię jednego już znamy, a do drugiego "ustawiła" się kolejka w systemie internetowym, i choć wydawało Ci się, że inni jeszcze nie wpadli na to, żeby zamówić książkę, która potrzebna będzie na zajęcia za miesiąc, okazuje, się że jesteś 10 w kolejce!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze lepiej jest w bibliotekach wydziałowych- tam przebiegle zabierają z półek wszystkie książki, które znajdują się na tzw. "reading lists" do poszczególnych kursów(czyli generalnie wszystkie te, które są najbardziej potrzebne) i ustawiają je na tzw. course shelves. Przyznaję- ułatwia to szukanie. Ale jest też równoznaczne z tym, że książki w ogóle nie da się zabrać do domu. Można skserować w ciągu godziny(o czym powinna być osobna historia, jak to w prawowitym kraju kwitnie nielegalny biznes handlu skryptami), lub czytać na miejscu. Do 17-stej. &lt;br /&gt;A jak ktoś czyta na miejscu, to jest to jego święte prawo, i wtedy rzecz jasna nawet skserować nie można. Jednym słowem trzeba mieć naprawdę dużo szczęścia, żeby w ogóle książkę zobaczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pozostaje zatem opcja numer 3: można książki kupować!&lt;br /&gt;O ile jednak nie jest się milionerem, o tyle nie jest to niestety najlepsze rozwiązanie.Ja nie wiem jaki tu jest podatek na książki, ale jako przykład podam taki oto (nie)miły zestaw liczb: 17$, 39 zł i uwaga, 250 DKK. Jakby ktoś miał wątpliwości, są to ceny za tę samą książkę.Moim faworytem jest jak do tej pory podręcznik do ekonomii, który powinna nabyć moja współlokatorka, za- bagatela- 1350 DKK.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Także uwaga kochani, pierwszy konkurs!!&lt;br /&gt;Nagrodzone zostanie najskuteczniejsze rozwiązanie alternatywne wobec powyżej przedstawionych:).&lt;br /&gt;Na propozycje czekam do 15.09,werdykt jednoosobowego jury zapadnie wkrótce potem:-).&lt;br /&gt;Nagroda dotrze szybciej niż by Wam się mogło zdawać, także zachęcam do udziału w konkursie i liczę na kreatywny odzew:)!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-2503907440739868466?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/2503907440739868466/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=2503907440739868466' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/2503907440739868466'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/2503907440739868466'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/09/uwagauwagakonkurs.html' title='uwaga,uwaga!konkurs!'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-8758439771761094677</id><published>2007-09-01T19:58:00.000+02:00</published><updated>2007-09-01T19:58:38.580+02:00</updated><title type='text'>fashion!</title><content type='html'>Już dawno miałam napisać o zwyczajach i "trendach" w Kopenhadze, bo bywają one tutaj- ze względu na pogodę i różne inne okoliczności- dosyć osobliwe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak nietrudno się domyślić dosyć duży szał panuje w dziale "Odzież i obuwie nieprzemakalne";). Kalosze można kupić niemal w każdym sklepie obuwniczym (nie to co u nas, że przypomnę Gdynię;))- niektóre są świetne, ale i ceny mają niczego sobie.&lt;br /&gt;Prawdopodobnie dlatego wciąż nie udało mi się jeszcze żadnych nabyć..;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo popularne są też płaszcze w charakterystyczne wzory (koła, a w nich na przykład łabędzie(?)), na które podobno trzeba się zapisywać i czekać kilka dni.Zapłacić też za nie trzeba- 1000 DKK:). &lt;br /&gt;A ja będę miała swój żółty sztormiak, a co;)(wspominałam już, że nie wzięłam płaszcza przeciwdeszczowego jadąc do Kopenhagi?:)Tak, tak, czekam na przyjazd Mariusza- rodzice przygotowywują paczkę;))!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaraz po przyjeździe rozgryzłam również trend legginsy plus spódnica vel legginsy plus szorty vel legginsy plus cokolwiek. Nigdy nie byłam zwolenniczką takiego rozwiązania, ale już jestem: legginsy kupiłam zaraz po tym jak kupiłam rower;).&lt;br /&gt;Bo jak się chce ładnie wyglądać, a przy tym czuć się komfortowo podczas jazdy na rowerze w wietrzne(!) dni, to nie ma innej możliwości!&lt;br /&gt;To obok tzw."rurek" (które chyba nie już są specjalnie na topie) chyba jedno z najczęstszych rozwiązań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i na koniec wisienka na torcie, czyli tzw. "Crocs"(http://www.crocs.com/),które opanowały chyba cały świat. W wersji najgorszej z "ozdobami" powpinanymi w dziurki.&lt;br /&gt;Tego naprawdę nie rozumiem, ale uwierzcie, że widać je na ulicach;)!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-8758439771761094677?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/8758439771761094677/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=8758439771761094677' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/8758439771761094677'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/8758439771761094677'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/09/fashion_531.html' title='fashion!'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-6786571296625797209</id><published>2007-08-28T19:10:00.000+02:00</published><updated>2007-08-28T20:19:14.230+02:00</updated><title type='text'>misz-masz.</title><content type='html'>Dzisiaj pokornie uzupełniam zaległe informacje- i zgodnie z planem będzie o duńskim, o uniwersytecie,imprezach i festiwalu filmowym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skończyłam w piątek 3-tygodniowy kurs języka duńskiego i się zakochałam. Na początku pisałam chyba, że duński jest uroczo paskudy, ale niezrażona postanowiłam zapisać się na kurs o obiecującej nazwie "Learn Danish in 9 months". Podobno można- powiem wam w czerwcu czy to naprawdę działa. Zaczynam od poniedziałku- 12 godzin w tygodniu. Nie wiem na ile jest to dobry pomysł, ale spróbuję.Myślę, że taka okazja może nigdy więcej się nie powtórzyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety już jutro mam pierwsze zajęcia na uniwersytecie- czyli jednym słowem- skończyło się rumakowanie. &lt;br /&gt;Zajęć jako takich dużo nie mam, natomiast zgodnie z oczekiwaniami tutejszych profesorów i obowiązującą zasadą "independence" powinnam poświęcić 10 godzin na zgłębianie problematyki poszczególnych przedmiotów, co daje w sumie 36 godzin studiowania w tygodniu. Sama jestem ciekawa jak się w tym systemie odnajdę, ale mogę powiedzieć już teraz, że zbiory w tutejszych bibliotekach i same biblioteki są imponujące , więc niewykluczone, że wsiąknę;).&lt;br /&gt;Z drugiej jednak strony nie wiem jak się to ma do całej idei "exchange studies", które powszechnie kojarzą się z niekończącymi się imprezami i zabawą 24/7!&lt;br /&gt; &lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/RtRemrzKApI/AAAAAAAAAac/fYF9_C1zCkw/s320/university+001.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5103808296402944658" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RtRem7zKAqI/AAAAAAAAAak/DzlJiy32B_U/s1600-h/university+005.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp3.blogger.com/_-8agf--APFE/RtRem7zKAqI/AAAAAAAAAak/DzlJiy32B_U/s320/university+005.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5103808300697911970" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/RtRenLzKArI/AAAAAAAAAas/HPfyNUxrurQ/s1600-h/university+008.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/RtRenLzKArI/AAAAAAAAAas/HPfyNUxrurQ/s320/university+008.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5103808304992879282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/RtRenbzKAsI/AAAAAAAAAa0/pHYr3J41WE0/s1600-h/university+012.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/RtRenbzKAsI/AAAAAAAAAa0/pHYr3J41WE0/s320/university+012.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5103808309287846594" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A właśnie- jeśli chodzi o nocne życie w Kopenhadze, to jeszcze wszystko przede mną. Póki co odwiedzałam głównie sławny i wiele razy zachwalany przez Mariusza Studenterhuset: prawda- fajny, ale z niedziałającą od 4 lat klimatyzacją nie uporali się do tej pory;).Zdjęcia z cyklu "Parties" zamieszczę w kolejnym poście.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na koniec znowu wyjdzie ze mnie mała chwalipięta- udało mi się zostać wolontariuszką międzynarodowego festiwalu filmowego w Kopenhadze, a zależało mi na tym z dwóch powodów: po pierwsze oczywiście karnet(600 DKK do przodu;)) , a po drugie- i nie wiem czy nie ważniejsze- możliwość nawiązania kontaktu z Duńczykami,bo jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, spotkać i poznać Duńczyków w Kopenhadze wcale łatwo nie jest.&lt;br /&gt;Mam zatem nadzieję, że poza tym, że zobaczę dużo dobrych filmów, nawiąże jakieś miłe znajomości, bo jak do tej pory poznałam tylko jednego Duńczyka, i to mi zdecydowanie nie wystarcza!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No dobrze, teraz już wiecie co się u mnie dzieje, a co u Was kochani?:)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-6786571296625797209?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/6786571296625797209/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=6786571296625797209' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/6786571296625797209'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/6786571296625797209'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/08/misz-masz.html' title='misz-masz.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/RtRemrzKApI/AAAAAAAAAac/fYF9_C1zCkw/s72-c/university+001.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-7864427876124413630</id><published>2007-08-28T09:12:00.000+02:00</published><updated>2007-08-28T00:12:15.266+02:00</updated><title type='text'>w odpowiedzi na bury.</title><content type='html'>Poczułam się zobowiązana odpowiedzieć na docierające zewsząd apele o częstsze wpisy- faktycznie nieco się zaniedbałam, ale, ale...!!&lt;br /&gt;Tu się po prostu nic ciekawego nie dzieje!Stałam się przeciętną mieszkanką Kopenhagi i moje życie nie jest na tyle ekscytujące, żeby o nim pisać;-).&lt;br /&gt;A tak zupełnie poważnie, to przepraszam, i obiecuję poprawę!I już uzupełniam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tak: są dwie rzeczy,które absolutnie wyprowadzają mnie z równowagi: pogoda i brak pralek w domu.&lt;br /&gt;Jedno i drugie jest po prostu nie do zniesienia!&lt;br /&gt;Pogoda paskudna- i nawet nie chodzi o to, że zimno, czy że pada- bardziej o to, że nigdy nie wiadomo co się za chwilę stanie- a ja w tym aspekcie nie jestem Dunką w najmniejszym stopniu, i kiedy wyglądam rano przez okno i świeci słońce nie zakładam przezornie kaloszy, ani nie zabieram płaszcza przeciwdeszczowego (bo go nawet nie zabrałam z Polski,ha;)).&lt;br /&gt;Skutki nietrudne do przewidzenia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A brak pralek w domu to jest po prostu katastrofa- pranie urasta do rangi mało przyjemnego rytuału, który pożera dużo czasu i pieniędzy.&lt;br /&gt;Wyprawa do pralni publicznej zajmuje około dwóch godzin i kosztuje ok.30-40 koron.&lt;br /&gt;Mało tego- w domu w którym mieszkam, też muszę płacić za pranie!&lt;br /&gt;Ja rozumiem, że ekologia, ochrona środowiska, oszczędność wody i w ogóle, ale uwierzcie, że trudno się przestawić.&lt;br /&gt;Książkowy przykład "culture shock".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny, to między innymi specjalne "chillout rooms" na uczelni. Rozumiem, że potrzebne są bary,ksero,biblioteka, pokój z dostępem do internetu, pokoje "naukowe", ale jednak "chillout room", w którym można rozłożyć się z piwem na kanapie nieco mnie zaskoczył. Nie wątpię, że się przyda, ale takie miejsca jednak nie kojarzą mi się z uniwersytetem;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jutro relacji ciąg dalszy- powiem tylko, że będzie o języku duńskim po raz drugi, o uczelni,o życiu towarzyskim i o Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Kopenhadze!&lt;br /&gt;Do usłyszenia!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-7864427876124413630?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/7864427876124413630/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=7864427876124413630' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7864427876124413630'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7864427876124413630'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/08/w-odpowiedzi-na-bury.html' title='w odpowiedzi na bury.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-8179993265187502077</id><published>2007-08-19T13:28:00.000+02:00</published><updated>2007-08-19T14:14:44.785+02:00</updated><title type='text'>z kim, jak, gdzie.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/Rsgp_rzJ96I/AAAAAAAAACI/3VJwqdyr3dI/s1600-h/cph+116.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/Rsgp_rzJ96I/AAAAAAAAACI/3VJwqdyr3dI/s320/cph+116.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5100372752062871458" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Rsgp_bzJ95I/AAAAAAAAACA/wq2J9UIIpKU/s1600-h/cph+114.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Rsgp_bzJ95I/AAAAAAAAACA/wq2J9UIIpKU/s320/cph+114.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5100372747767904146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Znalezienie lokum w Kopenhadze graniczy prawie z cudem. Nie dalej jak kilka dni temu otrzymałam rozpaczliwego maila z wołaniem o pomoc z International Office, bo wciąż potrzebują 116 pokoi dla studentów przyjeżdżających najpóźniej za dwa tygodnie.&lt;br /&gt;Więc ja już naprawdę nie narzekam: mieszkam blisko centrum, mój pokój na poddaszu po remoncie i zakupach w IKEI zrobił się całkiem miły (bo jak go zobaczyłam to autentycznie chciało mi się płakać), landlord nie stwarza najmniejszych problemów, i jedyną obowiązującą w domu zasadą jest: "No more than 7 parties a week".&lt;br /&gt;A uwierzcie, że są i tacy, którzy usłyszeli na dzień dobry: "No more than one shower a day".&lt;br /&gt;W ogóle jeśli chodzi o standardy mieszkaniowe to przeżyłam lekki "culture shock".&lt;br /&gt;Spodziewałam się nowoczesnych i funkcjonalnych wnętrz, o podwyższonym standardzie (w końcu duńczycy biedni nie są), a tu się okazuje, że warunki są bardzo różne. Większość domów i mieszkań jest stara i zupełnie nikogo nie dziwi brak łazienki w apartamencie (w najlepszym wypadku znajduje się ona na korytarzu na tym samym piętrze, a zdarza się, że i w piwnicy), standardem są za to łazienki kompaktowe- które być może pamiętacie jeszcze z opowieści Mariusza;).Najogólniej rzecz ujmując bierze się prysznic siedząc na sedesie;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale jak to się mówi: nieważne gdzie, ważne z kim. Poniżej moi przesympatyczni współlokatorzy: Michelle,Leon  i Andreas,Simone, Gunar, Daniele, która teoretycznie z nami nie mieszka, ale często wpada i robi pyyyyszne chocolate chip cookies, więc ją uwielbiamy i nie mamy nic przeciwko częstym wizytom, i Katia.&lt;br /&gt;Mogę ewentualnie narzekać na zbyt duże zagęszczenie osób niemieckojęzycznych w domu (4 osoby: 2 z Niemiec,z Austrii i Szwajcarii), ale poza tym wszyscy jak do tej pory spisują się bez zarzutu.&lt;br /&gt;I nawet po sobie sprzątają;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Rsgu6bzJ97I/AAAAAAAAACQ/_CULHkrPHmc/s1600-h/cph+078.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/Rsgu6bzJ97I/AAAAAAAAACQ/_CULHkrPHmc/s320/cph+078.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5100378159426697138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-8179993265187502077?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/8179993265187502077/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=8179993265187502077' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/8179993265187502077'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/8179993265187502077'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/08/z-kim-jak-gdzie.html' title='z kim, jak, gdzie.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_-8agf--APFE/Rsgp_rzJ96I/AAAAAAAAACI/3VJwqdyr3dI/s72-c/cph+116.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-7574527735934998913</id><published>2007-08-14T19:19:00.000+02:00</published><updated>2007-08-14T19:29:13.132+02:00</updated><title type='text'>Lans, lans.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/RsHlFKhvLdI/AAAAAAAAABY/7zE6R9FY51U/s1600-h/rower+004.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/RsHlFKhvLdI/AAAAAAAAABY/7zE6R9FY51U/s320/rower+004.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5098608130048077266" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/RsHlFqhvLeI/AAAAAAAAABg/u9lng814pwo/s1600-h/rower+009.jpg"&gt;&lt;img style="display:block; margin:0px auto 10px; text-align:center;cursor:pointer; cursor:hand;" src="http://bp0.blogger.com/_-8agf--APFE/RsHlFqhvLeI/AAAAAAAAABg/u9lng814pwo/s320/rower+009.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5098608138638011874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...bo bez roweru ani rusz!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-7574527735934998913?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/7574527735934998913/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=7574527735934998913' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7574527735934998913'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/7574527735934998913'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/08/lans-lans.html' title='Lans, lans.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_-8agf--APFE/RsHlFKhvLdI/AAAAAAAAABY/7zE6R9FY51U/s72-c/rower+004.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-4715470485205101679</id><published>2007-08-09T20:10:00.000+02:00</published><updated>2007-08-09T20:18:48.200+02:00</updated><title type='text'>Słaba płeć.</title><content type='html'>Ręce mi wczoraj opadły, naprawdę. Wybrałam się wreszcie do IKEI  żeby doprowadzić mój pokój od stanu używalności (jakby ktoś miał jakieś wątpliwości-moje rzeczy nadal są w walizkach), przydźwigałam co trzeba i dziarsko zabrałam się do skręcania wieszaka, który przez najbliższy rok ma pełnić zacną rolę szafy (której nie posiadam w „furnished room”, ech).&lt;br /&gt;Najwyraźniej jednak nie jestem stworzona do wykonywania takich czynności, bo zorientowałam się w pewnym momencie, że źle wkręciłam 2 śrubki.&lt;br /&gt;Błahostka, nie? Wykręci się i po sprawie. Ale gdzie tam!&lt;br /&gt;Okazało się, że jedna z nich utknęła na dobre, i ani groźbą ani prośbą. Po prostu ani drgnęła. (Swoją drogą naprawdę nie wiem, jak ja mogłam tak mocno ją dokręcić!)&lt;br /&gt;Ale, że mieszkam w domu z 5 „mężczyznami” (cudzysłów uzasadniony!), to byłam absolutnie spokojna o dalszy przebieg operacji „zrób to sam”. Wierzyłam, że na pytanie : Are there any strong men in this house to help me with the hanging rack?!” otrzymam odpowiedź twierdzącą, i problem zostanie rozwiązany.&lt;br /&gt;I wiecie co usłyszałam????? Wiecie??&lt;br /&gt;„Nooooo, I’m weak German” i  “Nooooooo, I’m lazy and weak Italian, can’t help”, co dodatkowo  zilustrowane było jakże obrazowym gestem rozkładania rąk. Zwątpiłam.&lt;br /&gt;I musiałam drugi raz pojechać do IKEI, przemierzając przy tym pół miasta, żeby znaleźć silnego mężczyznę, który wybawi mnie z opresji. Po powrocie już nawet nie pytałam o pomoc i sama walczyłam z tym do północy;-).&lt;br /&gt;Udało się i to najważniejsze. A dodatkowo wiem, że z Niemców i Włochów materiał na męża żaden;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-4715470485205101679?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/4715470485205101679/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=4715470485205101679' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4715470485205101679'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/4715470485205101679'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/08/saba-pe.html' title='Słaba płeć.'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7029083397586163072.post-315060421224024751</id><published>2007-08-07T21:58:00.000+02:00</published><updated>2007-08-09T01:31:07.840+02:00</updated><title type='text'>And the story begins!</title><content type='html'>Minęło zaledwie kilka dni od mojego przyjazdu, a wydarzyło się już tyle, że nie wiem od czego zacząć!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początki są trudne. Mnóstwo formalności do załatwienia, zajęcia na uczelni (3-5 h dziennie),  plus szukanie roweru (bez którego żyć się tutaj nie da) i doprowadzanie do ładu pokoju (bo najwyraźniej nieco inaczej rozumiemy słowo „furnished”). Wszystko to na mojej głowie, bo mentorka dalej baluje w Meksyku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kopenhaga jest urocza, i dokonałam chyba najlepszego z możliwych wyborów. Wystarczył jeden spacer, żeby zakochać się w tym mieście. I did.&lt;br /&gt;Czasem wręcz nie mogę uwierzyć, że to wszystko naprawdę się dzieje, że spędzę tu najbliższy rok. Socrates bynajmniej nie jest przereklamowany.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co prawda jest tak upiornie drogo, że nie wiem jak ów rok przeżyję (no ja was proszę- chleb, który właściwie nie smakuje jak chleb- za 20 koron!), także liczę na paczki z Polski (adres na prv;)) i Netto, które- dla niewtajemniczonych- jest odpowiednikiem rodzimej biedronki;)).Będzie pysznie! ( a propos pysznie- kuchnię mają fatalną. Któregoś dnia skusiłam się na obiad w barze uniwersyteckim, to nie dość, że był paskudny (potrafią nawet zepsuć sałatkę grecką!), to jeszcze przez resztę dnia czułam się okropnie!).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na koniec się pochwalę, że umiem już po duńsku zapytać o imię, miejsce zamieszkania i pochodzenia, o znajomość języków obcych, jak również policzyć do 100.&lt;br /&gt;Hvad med dig?Kan du tale dansk?;)&lt;br /&gt;Język jest uroczo paskudny. Różnica między pisownią a wymową jest ogromna i to chyba podstawowa trudność- nigdy nie wiadomo, która zgłoska zostanie połknięta w danym słowie.Ale irytuje mnie, że nie rozumiem, tej wszędobylskiej paplaniny, co jak sądzę może stanowić nie najgorszą motywację do nauki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kochani, mam nadzieję, że dzięki tej stronie będziemy w nieustającym kontakcie! Piszcie koniecznie co się u Was dzieje, ja będę się starała dodawać newsy w miarę możliwości- na bieżąco.&lt;br /&gt;Tag for i dag, do usłyszenia!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7029083397586163072-315060421224024751?l=cph2007.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://cph2007.blogspot.com/feeds/315060421224024751/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=7029083397586163072&amp;postID=315060421224024751' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/315060421224024751'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7029083397586163072/posts/default/315060421224024751'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cph2007.blogspot.com/2007/08/mino-zaledwie-kilka-dni-od-mojego.html' title='And the story begins!'/><author><name>j.</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry></feed>
